Notowania

waluty
12.02.2016 06:10

Nadzorca rynku forex w Polsce dla money.pl: "Nie ma takiego prawa, które ochroni klienta lepiej niż jego własny rozsądek"

Maciej Kurzajewski z Komisji Nadzoru Finansowego o uczciwości firm oferujących grę na foreksie w Polsce.

Podziel się
Dodaj komentarz
Maciej Kurzajewski, KNF

Już nie tylko napisana drobnym druczkiem informacja o tym, że inwestowanie wiąże się ryzykiem. - Firmy oferujące inwestycje na foreksie dostaną obowiązek wyraźnego informowania klientów o tym, ile osób w danej firmie traci, a ile zyskuje. Taką samą informację chcemy, by firma zamieszczała kwartalnie na swoich stronach internetowych - zapowiada w wywiadzie money.pl Maciej Kurzajewski, odpowiedzialny za nadzór nad walutowym rynkiem forex w Komisji Nadzoru Finansowego.

Na rynku forex w Polsce pieniądze lokuje już kilkadziesiąt tysięcy osób. W money.pl poruszaliśmy ostatnio tematy związane z tym, jak łatwo stracić na nim pieniądze, a w skrajnych przypadkach cały majątek i wpaść w długi.O to, czy firmy oferujące grę na foreksie zawsze zachowują się uczciwie wobec klientów, Łukasz Pałka pyta Macieja Kurzajewskiego z Komisji Nadzoru Finansowego. Ze strony KNF padają ważne zapowiedzi zmian. Nadzór przypomina też, że ważna propozycja KNF-u - która miała chronić klientów - nie weszła w życie, bo nie zgodzili się na nią posłowie.

Łukasz Pałka, money.pl: "Działania instytucji nadzorczych są mizerne, by nie powiedzieć pozorne. (...). Mam nadzieję, że wkrótce polskie organy prawa już na poważnie zajmą się problemem detalicznego foreksu, (...) opowiedzą się po stronie poszkodowanych obywateli, zapewniając im realną pomoc". To słowa z rozmowy w money.pl. Powiedział je prawnik reprezentujący klientów w sporach z firmami oferującymi grę na rynku walutowym.

Maciej Kurzajewski, zastępca dyrektora Departamentu Firm Inwestycyjnych i Infrastruktury Rynku Kapitałowego w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego: Tak, znam ten wywiad. Bardzo interesujący, ale co zrozumiałe, cechujący się określoną, nośną narracją.

Poczuł się pan urażony?

Nie podchodzę do tego w emocjonalny sposób. To nie sprzyja racjonalności postępowania. Znam ten rynek i wiem, jak wyglądał dziesięć lat temu i jak wygląda teraz. Widzę realne efekty naszych działań.

A co do klientów, prawdą jest, że do KNF wpływają skargi od osób, którym nie podoba się to, jak zostali potraktowani przez brokera oferującego inwestycje na foreksie. Ci klienci zwykle, co też zrozumiałe, oczekują od nas jasnej odpowiedzi, że firma działała źle lub też, że nie widzimy żadnych nieprawidłowości. Jak sądzę, wielu z nich, chce uzyskać od nas podstawę do tego, żeby domagać się od brokera naprawienia szkody lub pójść z naszą opinią do sądu.

Tymczasem klienci, z którymi rozmawiałem, skarżą się, że odpowiadacie, iż treść umowy między klientem a brokerem to nie wasza sprawa.

A oni zostają z poczuciem, że ich sprawa została odłożona do szuflady. Rozumiem, że mogą mieć takie wrażenie, ale zapewniam, że zajmujemy się tymi sprawami. Nie możemy jednak zastępować sądów powszechnych. Znam sposób działania innych nadzorców i wiem, że oni również nie wydają indywidualnych rozstrzygnięć.

Każdy sygnał o nieprawidłowościach jest uważnie badany i niejednokrotnie już z samego faktu, że sprawą interesował się KNF, dochodziło do pozytywnego zakończenia sprawy dla klienta.

To się zmieniło?

Można powiedzieć, że zasadniczo traktujemy skargi w inny, szczególny sposób. Stanowią one dla nas cenne źródło informacji i podstawę do tego, by przyjrzeć się działaniu brokera. Jeżeli zaś sytuacja tego wymaga, podejmujemy dalsze działania, na przykład wszczynamy u niego kontrolę. Gdy pewne zachowania mają powtarzalny charakter, odnosimy się do konkretnego tematu w wytycznych dla firm inwestycyjnych, które cyklicznie publikujemy. Tak więc - jeszcze raz powtórzę - skargi nie lądują w szufladzie.

Ale prawo daje wam przecież możliwość wspierania klienta firmy brokerskiej na drodze sądowej.

To prawda. Zgodnie z prawem, jeżeli wymaga tego interes uczestników rynku, bądź w grę wchodzi bezpieczeństwo obrotu, wówczas przewodniczący KNF może podjąć decyzję o włączeniu się w proces sądowy i merytorycznym wsparciu racji inwestorów. Uprawnienia służące dobru rynku przysługują zarówno w postępowaniu cywilnym jak i karnym.

Skorzystanie w nich mogłoby nastąpić w szczególności, gdy znajdzie się grupa klientów, którzy zwrócą się do nas z wnioskiem o podjęcie takich kroków. Ale to zupełnie co innego niż skarga.

Rozumiem więc, że w praktyce skarga od klienta jest dla was raczej podstawą do tego, żeby poruszyć dane zagadnienie w nadzorze, przykładowo w formułowaniu wytycznych dla firm inwestycyjnych.

Tak. Mógłbym, przedstawić szereg działań, które pokazywałyby realny wpływ informacji przekazywanych przez inwestorów. Przykładowo, mieliśmy kiedyś casus inwestora, który poskarżył się na to, że broker zmienił mu znienacka, bez uprzedniego powiadomienia poziom dźwigni finansowej w momencie, gdy miał zawarte transakcje. W efekcie, broker pozamykał mu pozycje wskutek braku depozytu. Uznaliśmy, że tak nie wolno robić i ostatecznie sprawa znalazła odzwierciedlenie w projekcie najnowszych wytycznych dla brokerów.

Czasami skargi nie dotyczą spraw czysto formalnych, zapisów w umowach, ale chociażby tego, w jaki sposób firmy namawiają klienta do inwestowania na foreksie. Takie głosy też są dla nas interesujące i podlegają analizie. Dlatego uważam, że pisanie skarg do KNF, jeżeli klient czuje się pokrzywdzony, ma sens, bo - niezależnie od tego, co sami nadzorczo robimy, uzupełnia to naszą wiedzę na temat tego, co na rynku się dzieje i co trzeba zmienić.

No tak, ale klienci chyba nie do końca tego oczekują.

Doskonale widzimy, jak agresywną politykę marketingową prowadzą teraz firmy, oferujące inwestycje na foreksie. Zapewniam, że regularnie je kontrolujemy. Mogę wręcz powiedzieć, że te firmy są w ostatnim czasie na sztandarze kontroli. Sami klienci też o tym wiedzą, gdyż do kilkuset z nich wysłaliśmy specjalne ankiety.

Ich celem było pozyskanie wiedzy o faktycznych zachowaniach brokerów. W ostatnich latach sprawdziliśmy większość przedsiębiorstw obecnych na polskim rynku, które podlegają naszemu nadzorowi. Do tego dochodzą cenne dla nas rozmowy w traderami. Dzięki temu nasze wytyczne wynikają z konkretnych doświadczeń, a nie są wymysłami urzędnika "zza biurka". I mam wrażenie, że w wielu sprawach dotykają sedna problemu ochrony klientów detalicznych.

Dobrze. Zatem weźmy wasze ostatnie duże wytyczne z 2013 roku. W dokumencie piszecie o tym, że firmy inwestycyjne posługują się nierzetelnymi informacjami wobec klientów, niewłaściwie informują o ryzyku, niewłaściwie badają wiedzę klientów przed podpisaniem umowy. To tylko kilka przykładów.

Wiele się od tamtej pory zmieniło.

Poważnie?

Tak. Jak wspomniałem, w porównaniu do tego, co działo się na rynku kilka lat temu, widzę duży postęp, jeżeli chodzi o poziom dbania o klientów. Przede wszystkim firmy inwestycyjne mają obowiązek badać ich wiedzę z zakresu instrumentów finansowych za pomocą specjalnych ankiet i informować o ryzyku.

Zdecydowana większość podmiotów dostosowała się do tego obowiązku w sposób, jaki wymagany jest przez prawo. Choć nie wykluczam sytuacji, że jakiś pracownik firmy foreksowej przekona klienta, że to zbędny formalizm i wspólnie z nim "przeklika się" przez ankietę. Albo w inny sposób pomoże osiągnąć pozytywny wynik oceny odpowiedniości usługi.

Zgoda. Załóżmy zatem, że nie mam zielonego pojęcia o foreksie i o ryzyku związanym z lokowaniem pieniędzy na tym rynku. Ale skuszony wizją zysków idę do brokera. W ankiecie wypisuję największe głupoty o rynku finansowym, jakie może pan sobie wyobrazić. Ale mimo to firma nie odmówi mi założenia rachunku foreksowego.

Dobrze. Ale na podstawie ankiety pracownik firmy ma ocenić, czy dana usługa jest dla pana odpowiednia. Jeżeli z ankiety wynika, że nie, to ma obowiązek poinformować pana o tym. Być może wtedy zrozumie pan, że zamiast foreksu lepsze będą dla pana obligacje Skarbu Państwa.

No ale przecież broker raczej nie odmówi mi założenia rachunku. Moja strata to dla takiej firmy zysk.

W niektórych modelach działalności rzeczywiście tak jest. Ale umówmy się, że nie ma takiego prawa, które ochroni klienta lepiej niż jego własny rozsądek. Firma ma obowiązek sprawdzić, czy klient zdaje sobie sprawę z ryzyka i go o tym poinformować. Ale co klient z tym dalej zrobi, to już jego sprawa.

O tym, czy forex to gra uczciwa i co KNF może w sprawie inwestorów, którzy stracili pieniądze w czarny czwartek 15 stycznia 2015 roku - czytaj na drugiej stronie.

Może na przykład pójść na kurs o tym, jak zostać bogatym dzięki foreksowi. Opisywaliśmy takie szkolenie w money.pl.

Czytałem i przyznam, że widziałem już wiele, ale przykład prowadzącego szkolenie o gosposi, opiekunce do dziecka i siedmioletnim synu, którzy stali się krezusami rozszerzyło moją definicję fantasmagorii.

A na poważnie, przyzna pan, że wizja, by zostać błyskawicznie bogatym, jest kusząca, zwłaszcza jeżeli jest podsycana pewną iluzją podczas takich szkoleń. Działamy w granicach prawa, narzucamy brokerom nowe standardy, edukujemy ludzi. Ale nie odwiedziemy klientów od foreksu lub jakichkolwiek innych, ryzykownych instrumentów finansowych.

Obecnie pracujecie nad nowymi wytycznymi dla firm inwestycyjnych. Co się w nich znajdzie?

Trwa proces konsultacji, więc trudno jednoznacznie wyrokować o ostatecznym kształcie dokumentu. Obecnie w projekcie jest kilka naprawdę ważnych zagadnień dotyczących dostępu klienta do informacji, sposobu zawierania transakcji czy zasad wynagradzania sprzedawców.

Inną projektowaną nowością będzie to, że firmy oferujące inwestycje na foreksie, dostaną obowiązek wyraźnego informowania klientów o tym, ile osób w tej firmie traci, a ile zyskuje w inwestycjach walutowych. Taką samą informację chcemy, by dana firma zamieszczała kwartalnie na stronach internetowych. Na marginesie dodam, że w Stanach Zjednoczonych informacje od poszczególnych brokerów foreksowych też są publicznie dostępne.

Wasze badania mówią o tym, że to ponad 80 procent grających.

Dokładnie. I dążymy do tego, żeby ta liczba znalazła się we wszystkich przekazach marketingowych, w ankietach i na umowach. Już nie tylko sama informacja o tym, że inwestowanie związane jest z ryzykiem, ale też ile osób traci.

Zupełnie jak ostrzeżenia na paczkach papierosów.

Nie żadnym drobnym druczkiem. Wysoko i tą samą czcionką, co inne informacje przekazywane klientowi. Informacja powinna być zbalansowana. Inaczej mówiąc, jak pokazujesz korzyści, to pokaż też zagrożenia. Przekaz ma być spójny. Takie podejście uważam za uczciwe.

A co jeśli firmy nie będą tego robić?

To zależy od ostatecznego kształtu wytycznych. Projektując je, nie wymyślamy czegoś oderwanego od prawa. A prawo nakazuje rzetelne informowanie klientów i działanie w ich jak najlepiej pojętym interesie. Każda wytyczna ma swoją "kotwicę" w przepisach.

A jeżeli pyta pan o konsekwencje niedostosowania się do naszych regulacji, to jestem w stanie sobie wyobrazić na przykład obniżkę oceny nadzorczej, co powoduje konieczność finansowego dokapitalizowania spółki. Druga przykładowa reperkusja to kara finansowa.

Ale przecież do tej pory żadnej * *jeszcze * *nie nałożyliście.

Fakt. Ale zastosowano dalej idącą sankcję i jednemu krajowemu podmiotowi foreksowemu cofnięto w całości zezwolenie. Co do innych firm, to mamy zidentyfikowane pewne zachowania, które wzbudziły nasze zastrzeżenia. Proponuję cierpliwie poczekać na dalsze efekty naszych działań.

Pana zdaniem cały rynek forex to uczciwa gra wobec drobnych inwestorów?

Zmusza mnie pan do osobistej refleksji, której nie mogę wyrazić w tym wywiadzie. Ujmijmy to w ten sposób, że wszystko jest dla ludzi.

Ale?

Ale trzeba pamiętać o tym, że te instrumenty wywodzą się rynku międzybankowego, a więc od profesjonalistów. Z samej swojej natury są niezwykle skomplikowane, a zostały przerobione na potrzeby klientów detalicznych. Zarabiają na nich głównie ci, którzy mają ogromne doświadczenie i wiedzę. To bardzo mała grupa ludzi, którym - co ciekawe - nigdy nie przyjdzie do głowy gra na lewarze 1:100. Grają ostrożnie, stosując znacznie niższą dźwignię.

To Komisja Nadzoru Finansowego doprowadziła do ograniczenia dostępnej na foreksie dźwigni finansowej do poziomu 1:100. Inaczej mówiąc, kiedyś inwestor mógł zawrzeć u brokera transakcję, której nominalna wartość była nawet 200 czy 500-krotnie większa od wartości wpłaconego depozytu przez klienta, a teraz maksymalnie 100-krotność.

Zgadza się.

Ale nie taki był wasz plan.

Pierwotnie propozycja, którą wspieraliśmy zakładała ograniczenie dźwigni to poziomu 1:50. Uważaliśmy, że w ten sposób będzie możliwe nadanie transakcji na foreksie waloru inwestycji, a tym samym wzmocniona zostanie ochrona klientów. Będzie też rzeczywiście zmieniała oferty brokerów. Ta propozycja nie znalazła poparcia wśród posłów i senatorów odpowiadających za uchwalenie przepisów.

Dlaczego tak się stało?

No cóż, brokerzy podnieśli larum, że psujemy rynek i w parlamencie propozycja 1:50 upadła. Z drugiej strony można jednocześnie postawić takim brokerom pytanie, czy transakcje ich klientów na foreksie mają być bliższe inwestycji czy grze? Czy mój depozyt ma być odporny na większe wahnięcia cen czy też być w całości konsumowany przez najmniejszą, negatywną zmianę?

Można też wyobrazić sobie sytuację, że część klientów uciekłaby do brokerów, którzy oferują wyższą dźwignię, a nie podlegają polskim przepisom.

To prawda. Ale też na każdym kroku podkreślamy, jakie są różnice między brokerami zarejestrowanymi w Polsce, a zagranicznymi - którzy mają w Polsce swoje oddziały bądź tymi, którzy tylko prowadzą działalność transgraniczną czy też zagranicznymi spoza Unii Europejskiej. Na marginesie dodam, że żaden nieunijny podmiot nie jest pod naszym nadzorem. Nie ma także prawa prowadzić działalności maklerskiej w Polsce. Szczegółowe informacje na temat działalności zagranicznych podmiotów można znaleźć na naszej stronie internetowej i naprawdę zachęcam każdego do tego, by się z nimi zapoznać.

Czy badaliście sprawę brokerów, którzy po czarnym czwartku 15 stycznia 2015 roku nie umorzyli klientom powstałych debetów, a teraz ścigają ich o zwrot pieniędzy? Opisywaliśmy to w money.pl.

Znam tę sprawę, ale kontroli tylko i wyłącznie na tę okoliczność nie przeprowadzaliśmy.

Dlaczego?

Tak jak powiedziałem na początku, mamy swoją metodykę, nie jest też naszą rolą wchodzenie w kompetencje sądów.

Dobrze. Ale w wytycznych z 2013 roku sporo miejsca poświęcacie problemowi błędnych kwotowań bądź kwotowań w sytuacjach nadzwyczajnych i krytykujecie postępowanie firm, które w regulaminach gwarantują sobie prawo do jednostronnego odstąpienia od transakcji, nie dając takiego prawa klientowi.

To prawda.

A czy to nie jest właśnie dokładnie przypadek z 15 stycznia 2015 roku?

Kluczowa sprawa jest taka, czy brokerzy słusznie zmienili ceny, po których nastąpiło rozliczenie transakcji. To będą rozstrzygać sądy podczas postępowania dowodowego.

Ze swojej strony dodam, że w naszym przekonaniu z pewnością klienci mają niekwestionowane prawo żądania pełnej informacji, jak wyglądały kwotowania i skąd się wzięły ceny. Co do tego nie ma wątpliwości. Dajemy temu wyraz również w naszym projekcie wytycznych.

Dodatkowo w umowach i regulaminach powinno być jasno zdefiniowane, kiedy firma ma prawo do uznania, że cena była błędna. Co więcej, prawa przysługujące firmom powinny być symetrycznie gwarantowane również klientom.

Do kogo zatem należy rola, by ten stan rzeczy zmienić?

Z naszej strony, znając w pewien sposób ideę ochrony konsumentów, staramy się wyegzekwować wprowadzanie zapisów umownych, które by chroniły tę słabszą stronę. Natomiast skuteczna negacja pewnych praktyk w umowach jako klauzul niedozwolonych leżą już w kompetencjach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jeżeli natomiast jakaś sprawa dotyczy większej grupy klientów-konsumentów, którzy występują na drogę sądową, to zachęcam do zasygnalizowania nam tematu. Jak wspomniałem, Przewodniczącemu Komisji przysługują pewne uprawnienia w postępowaniu cywilnym. I relatywnie często z nich korzysta.

No właśnie. Ale gdy w grę wchodzi spór z zagranicznym brokerem, to sprawa powinna być rozpatrywana przez sąd w Polsce?

Zgodnie z prawem unijnym, jeżeli mamy do czynienia z konsumentem, to tak. Bez względu na to, czy zawarł umowę w oddziale firmy zagranicznej, czy przez internet. Znam tłumaczenia firm, które mówią, że polski oddział zajmuje się na przykład tylko marketingiem albo pomocą techniczną.

Gdy klient pozyskany przez oddział w naszym kraju zawiera umowę z centralą, podmiot uznaje, że usługa nie podlega pod polski nadzór. Ma to istotne konsekwencje dla klienta. W przypadku transgranicznego świadczenia usług (gdy firma nie ma oddziału w Polsce, a klient z naszego kraju zwraca się bezpośrednio do zagranicznej firmy - przyp. red.) nie pozostają one pod naszym nadzorem. Stosuje się też prawo obce. Ale stoimy na stanowisku, że oferowanie usługi maklerskiej zaczyna się już na poziomie marketingu, jeżeli oferta jest kierowana do polskiego klienta. Nie można powiedzieć, że jest jakiś punkt odcięcia i za to odpowiada polski oddział, a za coś innego już centrala.

Zobacz także:

Tagi: waluty, giełda, wiadomości, gospodarka, raport, raporty, porady, pieniądze, najważniejsze, giełda na żywo
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz