Najpierw w mediach pojawiła się informacja o rozmowach z japońskim koncernem 7-Eleven, po czym negocjacje zerwano, a tydzień później pojawiła się już konkretna oferta kanadyjskiego funduszu, właściciela sieci Circle K. Zalewski zwraca uwagę, że przecieki o negocjacjach w ponad 50 procentach przypadków oznaczają, że transakcja nie dochodzi do skutku.
Analizując rynek kontraktów terminowych na akcje Żabki, Zalewski zauważył nietypową aktywność w czerwcu. - Jakieś instytucje dokonały ze sobą transakcji na 27 000 kontraktów. Po jednej stronie jest ktoś, kto kupił, po drugiej stronie ktoś, kto sprzedał - opisuje.
Co skłoniło Japończyków do wycofania się?
Zalewski przyznaje, że najbardziej intrygujący jest dla niego moment, w którym doszło do zerwania rozmów. Sprawa mogłaby się zakończyć na tym, gdyby tydzień później nie pojawiła się oferta Kanadyjczyków już z konkretną kwotą za wezwania i ceną za jedną akcję.
Analityk stawia też hipotezę, że sam przeciek o rozmowach z Japończykami mógł nie być przypadkowy. - Zacząłem się zastanawiać, na ile ta informacja o prowadzonych rozmowach z Japończykami by mogła być przeciekiem kontrolowanym, żeby wpłynąć na to, żeby podbić cenę na rynku, żeby w wezwaniu mogła być wyższa, żeby wynegocjować coś więcej od Kanadyjczyków - dodaje.
Fenomen sklepu na rogu
- Wiele osób, które 5, 10 lat temu mogłyby prognozować czy próbowałyby prognozować, czym będzie Żabka, czym będzie ta sieć sklepów, to w żaden sposób nie trafiłyby w ten fenomen, czyli że mamy na każdym rogu sklep, prawie 13000 sklepów, że te sklepy wcale nie są tanie - mówi analityk.
Jego zdaniem to, co kiedyś było "sklepem ostatniej szansy" czy miejscem, do którego szło się, gdy nie zdążyło się kupić czegoś w markecie czy dyskoncie, zmieniło swój charakter w momencie, gdy klientami Żabki zaczęli być młodzi ludzie.
- Ci młodzi, zwłaszcza w dużych miastach, w ogóle się tym nie przejmowali. Cena dla nich nie miała znaczenia. Miało znaczenie to, że jest lans, że jest fajnie - opisuje Zalewski, dodając, że sieć umiejętnie wykorzystywała też trendy influencerskie, jak słynne akcje z limitowanymi lodami.
Model franczyzowy, na którym zbudowany jest biznes, budzi jednak pytania o to, czy opłaca się prowadzenie punktów sąsiadujących ze sobą w odległości kilkudziesięciu metrów. Dane z raportu rocznego spółki pokazują, że średnia marża dla franczyzobiorcy wynosi 17 proc. Przejęcie Żabki przez kanadyjską grupę Alimentation Couche-Tard będzie największą z dotychczasowych transakcji gotówkowych M&A w Polsce. Jej wartość to prawie 33 mld zł.
Giełda bije kolejne rekordy. Analityk ostrzega
Przejęcie Żabki odbywa się w momencie, gdy polska giełda bije rekordy. Indeks Wig20 po raz pierwszy od 2007 r. przebił granicę 4000 punktów. Analityk porównuje obecny entuzjazm inwestorów do hossy internetowej z przełomu wieków, zwracając uwagę, że wielu nowych uczestników rynku zapomina o ryzyku. - To, że się skończą, to jesteśmy pewni. I to, że mnóstwo ludzi straci pieniądze, tego też jestem pewien - mówi wprost, przywołując przykład inwestorów z hossy internetowej, którzy na odrobienie strat rzędu 70 procent musieli czekać cztery lata.
Zalewski wskazuje też konkretny sygnał ostrzegawczy, który jego zdaniem może zapowiadać koniec hossy: rozdźwięk między świetnymi wynikami spółek a reakcją rynku. - I to już jest taki sygnał, że nerwowość jest ogromna. Palantir teraz opublikował świetne wyniki i po spadkach przez parę miesięcy wzrósł na jednej sesji 15 proc. To też nie jest zdrowe, no bo to przypomina Koreę, to co się działo na tamtym rynku - mówi analityk, nawiązując do gwałtownego załamania na giełdzie w Korei Południowej, napędzanego wcześniej kredytową dźwignią i spekulacją na spółkach półprzewodnikowych.
Zalewski dodaje, jaki impuls jego zdaniem może wywołać odwrócenie trendu: - Ja mam cały czas od wielu miesięcy takie przekonanie, że tym zapalnikiem ewentualnej bessy albo większej korekty będzie informacja o tym, że gdzieś czegoś nie ma - dodaje. Jako przykład przywołuje sytuacje z przeszłości, gdy okazywało się, że w bilansach spółek – jak Enron, WorldCom, czy funduszu Madoffa w 2007 r. – brakowało zadeklarowanych pieniędzy. Zwraca też uwagę na drobne, księgowe sygnały pojawiające się dziś, jak zmianę zasad amortyzacji przez Microsoft, która wpłynęła na to, że spółka pokazała większy zysk.