W Polsce z formy opodatkowania, jaką jest ryczałt, korzysta około 2 milionów podatników. Z obecnej wersji projektu wynika, że nowe zasady wejdą w życie 1 stycznia 2027 r. Zmiany nie oznaczają automatycznej podwyżki dla absolutnie wszystkich ryczałtowców. Konstrukcja przepisów wskazuje, że na celowniku fiskusa znalazły się konkretne modele prowadzenia działalności. Chodzi przede wszystkim o przedsiębiorców, którzy pracują samodzielnie i nie mają w zespole pracowników na umowie o pracę, a także o podmioty, które rozliczają się w ramach grup kapitałowych i firm powiązanych.
Pierwszy cios: uderzenie w najmniejsze firmy
Zamiary rządu budzą ogromne emocje wśród ekspertów i samych przedsiębiorców. Główny doradca podatkowy InFakt, Piotr Juszczyk, w rozmowie z nami precyzyjnie analizuje, kogo dokładnie dotkną planowane modyfikacje. Ekspert wskazuje, że nowelizacja nie jest jednorodna.
– Projekt zmian w ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych to w praktyce dwa różne uderzenia, skierowane w dwie zupełnie inne grupy podatników. Pierwsze uderzenie dotyczy najmniejszych, jednoosobowych działalności usługowych opodatkowanych stawką 8,5 proc., np. branży szkoleniowej, kosmetyczek, fryzjerów, instruktorów nauki jazdy, trenerów personalnych, firm sprzątających, krawców, zegarmistrzów, serwisów rowerowych, pralni czy niań prowadzących działalność gospodarczą. To branże, w których od zawsze pracuje głównie sam właściciel, bez etatowych pracowników i to jest sedno problemu – mówi nam Juszczyk.
Polska przegrywa stawkami. "We Francji i Niemczech płaci się lepiej"
Kogo dokładnie dotkną wyższe stawki?
Resort finansów zaplanował mechanizm, który uzależnia wysokość płaconego podatku od faktu posiadania pracownika. To rozwiązanie, które ma zachęcać do tworzenia miejsc pracy, ale w przypadku mikrofirm może okazać się pułapką.
– Kluczowy nowy warunek dotyczy zatrudnienia. Po nowelizacji, jeśli podatnik zatrudnia co najmniej jedną osobę na pełny etat przez cały rok, nadal płaci 8,5 proc. od całości przychodu. Jeśli nie zatrudnia - 8,5 proc. obowiązuje tylko do 100 tys. zł, a od nadwyżki trzeba oddać już 15 proc. – tłumaczy główny doradca podatkowy InFakt.
Warto przełożyć te procenty na konkretne kwoty. Dla wielu drobnych usługodawców przekroczenie limitu 100 tysięcy złotych przychodu w skali roku nie jest trudne, zwłaszcza w dobie wysokiej inflacji z minionych lat, która wymusiła podniesienie cen usług. Przychód nie jest jednak tożsamy z dochodem, ponieważ ryczałtowcy nie mogą odliczać kosztów prowadzenia działalności, takich jak zakup materiałów, opłaty za prąd czy wynajem lokalu.
– Weźmy kosmetyczkę z przychodem 220 tys. zł rocznie, bez pracownika. Dziś zapłaci 18 700 zł ryczałtu (8,5 proc. od całości). Po zmianach - 26 500 zł (8,5 proc. od pierwszych 100 tys. zł plus 15 proc. od pozostałych 120 tys. zł). To wzrost o 7 800 zł, czyli ponad 40 proc. więcej podatku, tylko za to, że prowadzi gabinet samodzielnie. Gdyby zatrudniła kogoś na cały etat, podatek zostałby na dotychczasowym poziomie – wylicza Piotr Juszczyk.
Zatrudnienie na siłę i protesty organizacji
Wizja skokowego wzrostu podatków wywołała reakcję środowisk biznesowych. Uwagi do projektu zgłosiły między innymi Związek Rzemiosła Polskiego, Krajowa Izba Gospodarcza oraz Krajowa Rada Doradców Podatkowych. Związek Rzemiosła Polskiego argumentuje wprost, że zmiana uderzy w niewielkie zakłady, które działają na niskich marżach. Organizacja ta apeluje o całkowite wycofanie podwyżki lub przynajmniej o podniesienie progu do 300 tysięcy złotych. Rzemieślnicy ostrzegają, że nowe prawo wypchnie część firm na podatek liniowy lub zasady ogólne, co drastycznie zwiększy koszty obsługi księgowej.
Krajowa Izba Gospodarcza i Krajowa Rada Doradców Podatkowych zwracają uwagę na inny, równie istotny aspekt. Ich przedstawiciele wskazują, że brak pracownika nie oznacza automatycznie, że przedsiębiorca unika opodatkowania. Zmuszanie do tworzenia etatów w modelach biznesowych, które tego nie wymagają, jest błędem. Podobnego zdania jest nasz rozmówca.
– Problem w tym, że dla jednoosobowego salonu zatrudnienie pracownika wyłącznie w celu utrzymania niższej stawki rzadko ma ekonomiczny sens; koszt pracy i składek często przewyższa korzyść podatkową. W praktyce część takich podatników, zamiast sztucznie zatrudniać kogoś na etat, może zdecydować się na zmianę formy opodatkowania właśnie ze względu na te koszty – podkreśla ekspert InFakt.
Drugi cios: koniec z optymalizacją w spółkach
Druga część rządowego planu ma zupełnie inny charakter. O ile w przypadku fryzjerów i mechaników mówimy o uderzeniu w tradycyjny mikrobiznes, o tyle kolejne przepisy celują w bardziej skomplikowane struktury finansowe. Ministerstwo Finansów chce ukrócić praktyki, które pozwalają właścicielom firm na transferowanie środków ze spółek przy użyciu preferencyjnych stawek ryczałtu.
– Drugie uderzenie jest znacznie ostrzejsze i celuje precyzyjnie w schematy optymalizacyjne z użyciem podmiotów powiązanych. Chodzi o sytuacje, w których wspólnik spółki jest właścicielem znaku towarowego czy nieruchomości i wydzierżawia je "swojej" spółce. Spółka wrzuca w koszty czynsz, obniżając CIT, a wspólnik rozlicza wpływy ryczałtem zamiast jako dywidendę opodatkowaną 19 proc. – wyjaśnia mechanizm Piotr Juszczyk.
Do tej pory takie rozwiązanie było w pełni legalne i chętnie stosowane przez udziałowców spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Pozwalało to uniknąć podwójnego opodatkowania, które jest charakterystyczne dla spółek kapitałowych, gdzie najpierw podatek płaci sama spółka, a potem wspólnik przy wypłacie zysku. Nowe przepisy mają drastycznie ograniczyć opłacalność takich konstrukcji.
– Dla najmu, dzierżawy i umów o podobnym charakterze nadwyżka powyżej 100 tys. zł ma być opodatkowana 15 proc. zamiast dotychczasowych 12,5 proc., jeśli druga strona to podmiot powiązany. Dla dzierżawy praw własności intelektualnej, znaków towarowych i podobnych, projekt idzie dalej i wprowadza stawkę 17 proc. od całego przychodu, bez żadnego progu – precyzuje ekspert.
Brak jakiegokolwiek progu w przypadku praw własności intelektualnej oznacza, że fiskus chce całkowicie wyeliminować ten konkretny sposób rozliczeń między powiązanymi firmami. Różnica w obciążeniach będzie gigantyczna, co najlepiej widać na konkretnych liczbach.
– Policzmy to na dzierżawie znaku towarowego za 150 tys. zł rocznie na rzecz podmiotu powiązanego. Dziś taki przychód, rozliczany na ogólnych zasadach najmu/dzierżawy, dawałby 14 750 zł podatku (8,5 proc. od 100 tys. zł plus 12,5 proc. od 50 tys. zł). Po zmianie - 25 500 zł (17 proc. od całości), czyli wzrost o 10 750 zł, ponad 73 proc. – wylicza Juszczyk.
Dwa różne światy, jeden projekt ustawy
Ministerstwo Finansów w oficjalnym uzasadnieniu do projektu tłumaczy, że głównym celem zmian jest ograniczenie możliwości, które pozwalają wykorzystywać preferencyjne zasady opodatkowania w sytuacjach niezgodnych z ich pierwotnym przeznaczeniem. Resort otwarcie mówi o chęci uszczelnienia systemu podatkowego oraz o potrzebie zachęcania przedsiębiorców do zatrudniania pracowników. Projekt nadal znajduje się na etapie opiniowania, a urzędnicy nie odnieśli się jeszcze formalnie do postulatów, które złożyły organizacje zrzeszające przedsiębiorców.
Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że w jednym akcie prawnym połączono walkę ze zjawiskiem optymalizacji podatkowej na wysokim szczeblu z przepisami, które bezpośrednio uderzają w najmniejszych uczestników rynku. Podsumowanie tych planów nie pozostawia złudzeń co do skali i rozmachu rządowej reformy.
– Wniosek jest taki, że projekt ustawy uderza jednocześnie w dwie zupełnie różne grupy. Po pierwsze w drobnych przedsiębiorców usługowych, dla których przekroczenie 100 tys. zł przychodu bez etatu oznacza istotnie wyższy podatek. Co ważne, nie z racji jakiejkolwiek optymalizacji, a po prostu dlatego, że ich działalność nigdy nie wymagała zatrudniania kogokolwiek. A po drugie w realne schematy przesuwania zysku ze spółki do wspólnika lub innego podmiotu powiązanego z pominięciem dywidendy – konkluduje Piotr Juszczyk.
Przedsiębiorcy mają czas do początku 2027 r., aby przygotować się na nadchodzące regulacje. Zmiana formy opodatkowania, restrukturyzacja firm czy rewizja umów między podmiotami powiązanymi to procesy, które wymagają czasu i analiz finansowych. Wiele zależy od tego, czy Ministerstwo Finansów pod wpływem nacisków ze strony rzemieślników i doradców podatkowych zdecyduje się na złagodzenie przepisów, chociażby poprzez podniesienie progu przychodów dla osób, które prowadzą działalność w pojedynkę. O tym, czy regulacje wejdą w życie, może jednak w ostateczności zdecydować prezydent, gdyż ma on prawo przepisy zawetować.