Spór polskich wydawców z Google o wynagrodzenia za wykorzystywanie treści prasowych wchodzi w kolejny etap. Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE), który ma rozstrzygnąć, jakie kwoty technologiczny gigant powinien wypłacać wydawcom, nie wyklucza sięgnięcia po materiały zgromadzone przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Ten z kolei postawił zarzuty czterem spółkom z grupy Google.
Jak przekazała Polskiej Agencji Prasowej Agnieszka Sobucka, rzeczniczka UKE, urząd prowadzi obecnie dwa postępowania dotyczące wynagrodzeń za korzystanie przez Google z publikacji prasowych. Pierwsze obejmuje wydawców reprezentowanych przez Związek Pracodawców Wydawców Cyfrowych (ZPWC), drugie dotyczy Stowarzyszenia Dziennikarzy i Wydawców Repropol.
W obu przypadkach negocjacje z koncernem zakończyły się niepowodzeniem. Wydawcy i Google nie uzgodnili wysokości wynagrodzeń, dlatego rozstrzygnięcie należy teraz do prezesa UKE.
Są to pierwsze tego rodzaju postępowania prowadzone w Polsce przez organ administracji – podkreśliła Sobucka w odpowiedzi dla PAP.
UOKiK stawia zarzuty Google. UKE może wykorzystać dowody
Nowy wymiar sprawie nadała decyzja prezesa UOKiK z poniedziałku, 5 października. Urząd antymonopolowy zarzucił czterem spółkom z grupy Google nadużywanie pozycji dominującej wobec polskich wydawców medialnych. Według UOKiK koncern nie zawarł z większością z nich umów określających zasady korzystania z publikacji oraz należne wynagrodzenie.
Postępowania obu urzędów są jednak niezależne. UOKiK bada, czy Google nie naruszył prawa konkurencji, wykorzystując swoją przewagę rynkową, natomiast UKE ma ustalić wysokość wynagrodzeń należnych wydawcom.
Mimo to materiały zgromadzone przez UOKiK mogą okazać się przydatne. Jak wyjaśniła PAP Sobucka, UKE dysponuje już dokumentacją dotyczącą negocjacji Google z ZPWC i Repropolem, ale jeśli uzna to za konieczne, może sięgnąć również po dowody zgromadzone przez drugi urząd. Będzie je jednak oceniał samodzielnie, wraz z pozostałym materiałem dowodowym.
Ustalenie wynagrodzeń może wymagać pomocy biegłego
Sprawy są skomplikowane zarówno pod względem prawnym, jak i ekonomicznym. Obejmują znaczną część polskiego rynku wydawniczego oraz spółki należące do międzynarodowej grupy kapitałowej. UKE musi przeanalizować dane finansowe z kilku lat i ustalić, które podmioty odpowiadają za wykorzystywanie publikacji prasowych.
Biorąc pod uwagę zakres materiału wymagającego analizy oraz stopień złożoności spraw, skorzystanie z opinii biegłego jest na obecnym etapie wysoce prawdopodobne – poinformowała PAP Sobucka.
W jednym z postępowań prezes UKE przedłużył termin zakończenia sprawy do 26 grudnia 2026 r.
Podstawą roszczeń wydawców są przepisy wdrażające unijną dyrektywę DSM, która przyznaje im prawo do wynagrodzenia za wykorzystywanie publikacji przez platformy internetowe. ZPWC przez blisko rok negocjował z Google bezpośrednio, a następnie uczestniczył w mediacji przed UKE. Obie próby zakończyły się fiaskiem, dlatego pod koniec sierpnia związek wystąpił o administracyjne rozstrzygnięcie sporu.
ZPWC pozytywnie ocenił decyzję UOKiK o postawieniu zarzutów Google. Repropol odmówił PAP komentowania obu postępowań.
Google odpiera zarzuty, podkreślając, że zawarł umowy licencyjne obejmujące ponad 5,5 tys. europejskich serwisów informacyjnych, w tym ponad 70 w Polsce. Jeśli UOKiK stwierdzi naruszenie prawa konkurencji, koncernowi może grozić kara sięgająca 10 proc. obrotu przedsiębiorcy.
Google znajduje się również pod lupą Komisji Europejskiej, która od grudnia 2025 r. bada, czy koncern wykorzystuje treści wydawców w usługach sztucznej inteligencji bez odpowiedniego wynagrodzenia i możliwości wyrażenia sprzeciwu.
Do ZPWC należą m.in. Grupa Agora, Grupa Wirtualna Polska, Ringier Axel Springer Polska, TVN Warner Bros. Discovery i Interia. Z Repropolem współpracują m.in. Bauer, Burda, Gremi Media, Polska Press Grupa, Agora, Grupa ZPR i Infor.pl.