UOKiK bierze się za Google. "To pokazuje bezradność państwa"

UOKiK wszczął postępowanie wobec czterech spółek z grupy Google w związku z podejrzeniem nadużywania pozycji dominującej w negocjacjach z polskimi wydawcami. Eksperci oceniają, że to ruch potrzebny, ale pokazuje też problem z egzekwowaniem prawa wobec cyfrowych gigantów.

UOKiK bierze się za Google. Eksperci komentująUOKiK bierze się za Google. Eksperci komentują
Źródło zdjęć: © Getty Images, LinkedIn, Wikimedia Commons | ZipZapic.com
Magda Żugier

UOKiK wszczął postępowanie antymonopolowe wobec Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. Urząd podejrzewa, że spółki mogły nadużywać pozycji dominującej na rynku wyszukiwarek internetowych, prowadząc w sposób nieuczciwy negocjacje z polskimi wydawcami prasy dotyczące wynagrodzenia za wykorzystywanie ich treści.

Decyzja urzędu spotkała się z pozytywną reakcją ekspertów. Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland, uważa, że działania UOKiK wobec największych firm technologicznych są potrzebne. – Bardzo się cieszę, że prezes UOKiK podejmuje starania wobec dużych firm technologicznych – mówi w rozmowie z money.pl.

Podobnie sprawę ocenia Sylwia Czubkowska, autorka podcastu "Techstorie" w TOK FM. Jej zdaniem decyzja UOKiK jest potrzebna, ale jednocześnie pokazuje szerszy problem. – Decyzja UOKiK-u oczywiście jest bardzo dobrą decyzją, ale też pokazującą pewnego rodzaju bezradność państwa – komentuje.

Google i negocjacje z wydawcami

Jednym z zarzutów UOKiK jest sposób, w jaki Google prowadzi negocjacje z wydawcami dotyczące wynagrodzenia za wykorzystywanie ich treści. Zdaniem urzędu mogło dochodzić do nadużywania pozycji dominującej.

Mieczkowski przekonuje, że problem nierównowagi pomiędzy globalnym koncernem a mniejszymi podmiotami nie jest dla niego zaskoczeniem. Sam miał bowiem doświadczenia z negocjowaniem umów z Google'em.

– Sam historycznie prowadziłem negocjacje umowy, takie B2B, wiele lat temu i traktowano mnie z buta, to znaczy traktowano mnie gorzej nawet niż kiedyś traktowała mnie Telekomunikacja Polska – mówi.

Ekspert przez 15 lat pracował w branży telekomunikacyjnej. Jak opowiada, Telekomunikacja Polska była dla niego symbolem monopolu.

Mieczkowski przywołuje sytuację z 2013 r. Jak relacjonuje, pracując w branży telekomunikacyjnej, zetknął się z problemem dotyczącym warunków umowy przedstawionej przez Google'a. Prawnicy firmy, w której pracował, mieli nie być w stanie zaakceptować jej zapisów.

Prawnicy właśnie telekomu, w którym pracowałem, nie mogli zaakceptować umowy Google, a Google powiedział: "bierz albo spieprzaj". To jest prawie że cytat – wspomina.

Jak mówi, doświadczenie to wpłynęło na jego ocenę sposobu, w jaki Google prowadzi negocjacje z partnerami biznesowymi.

Mieczkowski wskazuje również, że o podobnych doświadczeniach słyszał od przedstawicieli wydawców. – Wiem od wydawców, że są tak samo traktowani z buta – mówi.

Jego zdaniem dlatego działania UOKiK mogą mieć znaczenie nie tylko dla rynku wydawniczego. – Bardzo się cieszę i dziękuję prezesowi UOKiK, że wstawił się za małym i średnim przedsiębiorcą, ale też za wydawcami, ale myślę, że w ogóle cała branża może skorzystać w dialogu z takim monopolistą – ocenia.

Siedem lat od unijnej dyrektywy

Sylwia Czubkowska zwraca uwagę na szerszy kontekst sprawy. Jej zdaniem problem z relacjami pomiędzy platformami a wydawcami nie pojawił się wraz z decyzją UOKiK, ale jest konsekwencją wieloletniego procesu wdrażania unijnych regulacji. – Dyrektywa, do której odnosi się ta sprawa, czyli dyrektywa DSM, jest z 2019 r. – mówi.

Dziennikarka wskazuje, że proces wdrażania przepisów w Polsce trwał latami. W jej ocenie istotną rolę odgrywały w tym czasie również działania największych firm technologicznych.

– Potem ją latami opóźniał rząd Morawieckiego, który ręka w rękę z big techami, z Google i wtedy jeszcze z Facebookiem, które wymyśliły w ogóle hasło "ACTA 2" na to, żeby obrzydzić ludziom tę dyrektywę – twierdzi Czubkowska.

Jak przypomina, później pojawiły się kolejne etapy prac nad polskimi przepisami. W 2024 r. przeciwko proponowanym rozwiązaniom protestowali przedstawiciele branży filmowej, a następnie wydawcy. – Protesty wybuchły najpierw wśród filmowców, potem wydawców w 2024 r. przeciwko tej nowelizacji, która nie uwzględniała tak naprawdę pełnego wdrożenia dyrektywy – mówi.

Ostatecznie, jak wskazuje, przepisy zostały zmienione. – Wreszcie rząd się ugiął, wdrożył mocniejsze prawo i jesteśmy dwa lata później, to prawo nie jest realizowane po prostu – ocenia.

Pieniądze dla wydawców wciąż czekają

Zdaniem Czubkowskiej kluczowy problem dotyczy nie tylko samego uchwalenia przepisów, ale również ich praktycznego zastosowania.

Od dyrektywy mija 7 lat, od polskiego prawa 2 lata, a platformy, które miały płacić i filmowcom, i wydawcom, i w efekcie też dziennikarzom, bo tak to zapisano, część zysków przekierowywać z reklam, które są tworzone na bazie treści medialnych, treści prasowych, tego nie robią – mówi.

W jej ocenie sytuacja pokazuje ograniczoną skuteczność państwa wobec największych firm technologicznych. – To jest naprawdę ogromna bezsiła tego państwa – mówi.

Czubkowska zaznacza jednak, że nie oznacza to, że cała odpowiedzialność spoczywa na państwie. Jej zdaniem również korporacje technologiczne podejmują działania, które utrudniają szybkie wdrażanie i egzekwowanie regulacji. – To nie jest nawet winą państwa, to jest winą tych korporacji, które mają taką celową strategię opóźniania, spowalniania prawa, opóźniania państw – ocenia.

"Na bank się Google odwoła"

Czubkowska zwraca uwagę, że nawet wszczęcie postępowania przez UOKiK nie oznacza szybkiego rozwiązania problemu. Jej zdaniem Google będzie miał możliwość odwołania się od decyzji urzędu, co może dodatkowo wydłużyć cały proces.

Jest decyzja UOKiK po wszczęciu zarzutów, no przecież na bank się Google od niej odwoła. I znowu będzie mijało ileś tam miesięcy, trzy lata, a pieniądze, które miały trafić do wydawców, nie trafiają – mówi.

Jej zdaniem kolejne opóźnienia mogą mieć wpływ na kondycję całego rynku medialnego. – I ten rynek jest jeszcze słabszy, działania monopolisty są jeszcze mocniejsze – ocenia.

Wybrane dla Ciebie