Meta kontra Brzoska. Nikt nie powinien patrzeć na tę walkę jak na prywatną wojnę [OPINIA]

Brzoska może i z Metą samodzielnie nie wygra, ale jego zasięgi zmusiły polityków do zajęcia się big techami. Przy okazji prezes InPostu ujawnił - co jest niezłą ironią w tej całej sprawie - jak bardzo potrzebne są regulacje chroniące obywateli w relacjach z cyfrowymi korporacjami - pisze dla money.pl Sylwia Czubkowska, autorka podcastu "Techstorie" w TOK FM.

Meta ma algorytmy, pieniądze i władzę. Czy ktoś może ją zatrzymaMeta ma algorytmy, pieniądze i władzę. Czy ktoś może ją zatrzymać?
Źródło zdjęć: © East News, LinkedIn | Tomasz Jastrzębowski, ZipZapic.com | ZipZapic.com
Sylwia Czubkowska

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Trwająca już przeszło dwa lata walka Rafała Brzoski z Metą wokół tego, jak ten big tech dopuszcza reklamy scamów wykorzystujące wizerunki osób publicznych, właśnie weszła na nowy poziom.

Z jednej strony wicepremier Krzysztof Gawkowski skarży się na Metę do Komisji Europejskiej i wzywa do ukarania tej platformy kwotą 250 mln euro, dodając, że oczekuje, iż Komisja Europejska szybko przeprowadzi postępowanie. I byłby to chyba pierwszy w historii przypadek, że KE przeprowadziłaby jakieś postępowanie szybko.


WIDEO
Czy Rafał Brzoska wygra z Facebookiem? Nowy odcinek "Komentarzy WM"


Z drugiej strony sam Brzoska we współpracy z Sebastianem Kondrackim, znanym jako jeden z twórców społecznościowo tworzonego Bielika.AI, faktycznie szybko odpalił inicjatywę Scam Watch, czyli narzędzie do zgłaszania i weryfikacji fałszywych, scammerskich reklam w mediach społecznościowych. Fundacja Brzoski, która ten projekt finansuje, wchodzi więc tam, gdzie do tej pory urzędy i służby sobie nie radziły. W zapowiedziach wygląda to więc na protezowanie państwa.

I można by odtrąbić sukces: wstajemy z kolan przed big techami i teraz tylko czekać, aż Meta ugnie się i zacznie przynajmniej z reklamami scamów proaktywnie walczyć. Można by mieć w sobie sporo takiej naiwności, gdybyśmy nie mieli już doświadczeń z tego, jak silną pozycję zbudowały sobie cyfrowe korporacje i jak skutecznie pogrywają z państwami, politykami i poszkodowanymi.

Zabawy z Metą

Brzoska nie jest pierwszym, który z Metą o scamy walczy. Andrew "Twiggy" Forrest, australijski miliarder i założyciel Fortescue, już od 2019 r. jest w podobnej batalii o reklamy scamów wykorzystujące jego wizerunek. Skala była ogromna: około 28 tys. fałszywych reklam na Facebooku i Instagramie wyświetlono ponad 70 mln razy. Meta usuwała część materiałów i tłumaczyła się swoimi zasadami, ale problem nie znikał. Forrest najpierw apelował do Marka Zuckerberga, a później pozwał firmę. I nawet wygrał z nią. Sąd w Stanach kilkanaście dni temu orzekł, że Meta celowo usuwała informacje, które pozwoliłyby ocenić, czy te scamy zwalczała.

Ale czy to doprowadziło do faktycznego zakończenia scammersko-reklamowego procederu? Chyba nietrudno się domyślić odpowiedzi.

To jeszcze jedna ważna historyczna opowieść o próbie wpłynięcia na big tech, tak by zaczął szanować swoich użytkowników. Pod koniec 2018 r. polski resort cyfryzacji pochwalił się podpisaniem z Facebookiem porozumienia, mającego pomóc Polakom banowanym, usuwanym i cenzurowanym przez tę platformę według jej widzimisię. Stworzono specjalny punkt kontaktowy, pilotowany przez Naukową i Akademicką Sieć Komputerową, czyli jednostkę podległą Ministerstwu Cyfryzacji. Po wpłynięciu do punktu skargi na ban czy blokady platforma miała ponownie rozważyć sprawę i ewentualnie zmienić pierwotną decyzję. I to w ciągu 72 godzin.

Po latach, pisząc "Bóg Techy", sprawdzałam, czego praktycznie dokonał ów punkt. Przez prawie pięć lat wpłynęło do niego prawie 8,5 tysiąca wniosków. Facebook w ogóle nie rozpatrzył ponad 5 tysięcy z nich. Większość wpłynęła w czasie pandemii, kiedy to gigant jednostronnie zdecydował o zawieszeniu usługi, bo jego pracownicy musieli się zająć innymi sprawami. Reszta odrzuconych wniosków to były duplikaty albo skargi, które nie dotyczyły banów, tylko na przykład zhakowanych i przejętych kont. Skala zgłoszeń pokazuje jednak, jak wielu użytkowników nie miało dokąd pójść ze swoim problemem.

A ci, którzy dobrze trafili? Na ponad 3,3 tysiąca zgłoszeń korporacja rozstrzygnęła pozytywnie 171 spraw.

Punkt ostatecznie zakończył swój żywot w sierpniu 2023 r., gdy na terenie Unii w życie wszedł Akt o usługach cyfrowych. W "Bóg Techach" tak to podsumowywałam: "Z całej działalności punktu kontaktowego największym sukcesem była konferencja, na której dyrektor Facebooka w Polsce Jakub Turowski pozował do zdjęć z ministrem cyfryzacji Markiem Zagórskim. Politycy odtrąbili sukces. Facebook odtrąbił sukces. Istne win-win. Z przewagą jednak po stronie portalu, bo może i punkt kontaktowy działał przy NASK, ale jego właścicielem i zarządzającym pozostawał Facebook".

Wnioski z batalii

Ale i historia punktu w NASK, i walki Forresta to nie są i nie muszą być opowieści o tym, jak bardzo nie mamy żadnych szans z Metą. Wręcz przeciwnie, pokazują, gdzie są słabe i silne punkty dotychczasowych batalii.

A więc czy można z Metą wygrać na drodze sądowej? Można. Czy sam wyrok sądu oznacza sukces? Niekoniecznie, bo firmy zrobią wiele, by te decyzje wdrażać możliwie najpóźniej i w formie dla siebie najwygodniejszej. Więc kiedy Brzoska i Kondracki zachwalają Scam Watch jako ścieżkę do przyszłych pozwów, to oczywiście może ona do tego posłużyć i na salach sądowych zapewne pojedyncze osoby mogą uzyskać potwierdzenie swojej krzywdy i nawet rekompensatę. Ale systemowo problemu to nie rozwiąże.

Czy "jedno okienko" zgłaszania uwag co do tego, jak big techy nie walczą ze szkodliwymi treściami, technicznie zadziała? Zapewne tak. Czy taka inicjatywa zmusi platformy do tego, by wdrożyły rozwiązania, które treści scammerskie będą usuwać, zanim się pojawią i zdążą wyrządzić szkody? Nikła szansa.

Co nie znaczy, że nie warto działać. Sięgając choćby do doświadczeń Australii, widzimy, że konsekwentnie, systemowo wdrażane rozwiązania powoli, ale jednak przynoszą efekty. Batalia wspomnianego Andrewa Forresta stała się częścią szerszej presji na australijski rząd, który wdrożył walkę ze scamami. W 2025 r. wprowadzono Scams Prevention Framework, obejmujący banki, telekomy i platformy społecznościowe, a specjalnie powołane National Anti Scam Centre połączyło działania regulatorów, policji, banków i ma bezpośredni wpływ na big techy. Co więcej, tamtejszy regulator rynku finansowego dostał uprawnienia do kontroli każdej reklamy instrumentu finansowego i niedopuszczania do jej publikacji, czyli jakby nie było "cenzurowania" treści w socialach.

Powoli widać efekty. W 2022 r. Australijczycy zgłosili łącznie 500 tys. przypadków scamów, a ich straty wyniosły około 3,15 mld AUD. W ubiegłym roku tych spraw było 480 tys., a straty wyniosły 2,18 mld AUD. System zaczyna działać, choć scamów nie wyeliminował w całości.

Nieszybko i niespektakularnie

Podobnie nie ma co się oszukiwać, że kara, jaką może nałożyć KE, będzie szybka, a nawet jeżeli zapadnie, też z automatu zmusi firmę Zuckerberga do poprawy. Ale skoro minister Gawkowski odwołuje się do DSA, to warto przypomnieć, że to właśnie w tym rozporządzeniu znalazły się ujednolicone zasady, które mają pomagać użytkownikom i zapewniać im państwowe wsparcie na wypadek kłopotów z administracją platform cyfrowych. Tyle że w Polsce wciąż nie wprowadzono przepisów wykonawczych do DSA. Prezydent zawetował ustawę, która miała dawać Urzędowi Komunikacji Elektronicznej uprawnienia, by upominać się zarówno o użytkowników zbanowanych, tych, których wizerunki wykorzystano do reklam scamów, jak i tych, którzy uważają, że jakaś treść powinna być usunięta, bo łamie prawo.

Ustawa została zawetowana, bo wzbudzała spore obawy związane z cenzurą polityczną. Ale czy podobnych obaw nie budzi "cenzurowanie" reklam z wizerunkami polityków, jeżeli podstaw do takich decyzji dostarczyłaby analiza przygotowana przez prywatną inicjatywę? Tu już wchodzimy w niezwykle ważny problem zaufania do państwa i publicznych usług kontra prywatne inicjatywy. I jest to oczywiście trudna kwestia, nie do załatwienia od ręki w tak spolaryzowanym (także dzięki algorytmom platform) społeczeństwie.

Ale chyba jedno czego powinniśmy się już nauczyć od starć z big techami to to, że pojedyncze gesty i prywatne inicjatywy mogą nagłośnić problem, lecz dopiero konsekwentna, systemowa presja państwa i instytucji potrafi realnie zmienić reguły gry. Bez tego big tech będzie dalej grał z nami w swoją grę, a my będziemy tylko liczyć straty.

Czyli: spokój, sankcje, solidarność.

Wybrane dla Ciebie