Kurs chwilowo wystrzelił. Euro najdroższe od niemal trzech lat

Tomasz Sąsiada
Kurs nagle wystrzelił. Euro najdroższe od niemal trzech latKurs nagle wystrzelił. Euro najdroższe od niemal trzech lat
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Stooq.pl | Alena Mostovich

W czwartek kurs euro na chwilę sięgnął pułapu 4,40 zł, wzrastając od rana o około 12 groszy. Tym samym wspiął się do poziomu widzianego ostatni raz pod koniec 2023 roku.

Jeszcze w czwartkowy poranek za jedno euro trzeba było płacić około 4,377 zł. Po godzinie 8 europejska waluta zaczęła jednak szybko drożeć i w okolicach godziny 11 delikatnie przekroczyło pułap 4,40 zł. Następnie zaczęło tanieć równie szybko, jak podrożało. Około godziny 14.30 kosztowało już poniżej 4,379 zł.

Ten krótkotrwały wzrost wywindował cenę euro do poziomu niewidzianego od listopada 2023 roku.


WIDEO
"Zimna wojna" na modele AI. Wyścig USA z Chinami przyspiesza

Kurs dolara, funta i franka

Jeśli chodzi o kurs dolara, to tutaj w okolicach południa również doszło do krótkotrwałego wzrostu z okolic 3,845 zł do ponad 3,86 zł, a następnie spadku ponownie w okolice 3,845 zł.

Również wyraźny wzrost w okolicach południa, a później spadek, zanotowały funt brytyjski i frank szwajcarski. W rezultacie około godziny 14.30 za jednego funta trzeba było płacić około 5,086 zł, a za franka szwajcarskiego - około 4,65 zł.

Dlaczego polska waluta słabnie

"Rynki pozostają pod wpływem czynników globalnych. Brak szczegółów o postępie rozmów pomiędzy Iranem i USA sprzyja utrzymaniu podwyższonej premii geopolitycznej. W ciągu nocy cena baryłki ropy Brent powróciła w okolice 104 dol. W takich okolicznościach utrzymuje się presja na mocnego dolara i wyższe rentowności. Uwarunkowania te nie sprzyjają złotemu i wycenie polskiego długu" - zwrócili uwagę w porannym komentarzu analitycy Banku Millennium.

Z kolei w popołudniowym komentarzu dla PAP strateg banku PKO BP Mirosław Budzicki stwierdził, że powodów osłabienia złotego jest "cała masa", ale jako najważniejszy czynnik uznał geopolitykę. - Pogarszająca się sytuacja w Zatoce Perskiej działa negatywne na rynki i waluty krajów zaliczanych do emerging markets, a więc także na Polskę. Poza tym taki stan rzeczy negatywnie wpływa na kraje, które są importerami surowców energetycznych, których ceny rosną, co widać i po ropie naftowej, i po gazie – powiedział ekonomista PKO BP.

Dodał, że sytuacja przekłada się na politykę głównych banków centralnych świata, bo ich nastawienie przesuwa się w kierunku zaostrzenia polityki pieniężnej – i to zarówno na poziomie retoryki, jak przeprowadzonych podwyżek stóp procentowych. Do podwyżek stóp doszło i w USA, i w strefie euro, poza tym w obu tych krajach dalej rozważa się kolejne podwyżki.

- Nasz bank centralny na razie nie wskazuje na konieczność podwyżek stóp procentowych, co także działa negatywnie na naszą walutę – powiedział Budzicki. – Poza tym niepewność widoczna na rynkach sprawia, że aktywność gospodarcza w Polsce jest niższa niż wcześniej przewidywano. Prognozy wzrostu PKB w Polsce są korygowane w dół, co również odbija się na walucie – dodał.

Kolejnym czynnikiem jest wzrost rentowności papierów dłużnych na rynkach bazowych. Jak podkreślił strateg PKO BP, rentowność 10-letnich obligacji amerykańskich powyżej 5 proc. powoduje, że polskie obligacje budzą relatywnie niższe zainteresowanie inwestorów. Dodał, że złotemu nie pomaga coraz bardziej konfrontacyjne zachowanie Rosji. Rosyjska retoryka pokazuje, że kraj ten gotów jest wejść na wyższy poziom eskalacji sytuacji w naszym regionie.

Pod koniec roku będzie poprawa?

- Jesteśmy obecnie w takiej sytuacji, że o wiele większa jest szansa na deeskalacje czy choćby na zwykłą korektę niż na dalsze zaostrzenie sytuacji. Widać to było na początku tego tygodnia, kiedy na fali oczekiwań, że przy okazji zgromadzenia ONZ dojdzie do jakichś kontaktów między USA a Iranem, doszło do korekty i umocnienia złotego. Dlatego sądzę, że pod koniec roku złoty powinien być silniejszy niż obecnie. Spodziewałbym się, że kurs euro powinien wrócić poniżej 4,35 zł, a w stosunku do dolara umocnienie złotego powinno być jeszcze wyraźniejsze – powiedział ekonomista.

Wybrane dla Ciebie