michał kanownik

Ważna zmiana - nadchodzi DVB-T2. Uważaj na nieuczciwych sprzedawców
WIDEO

Ważna zmiana - nadchodzi DVB-T2. Uważaj na nieuczciwych sprzedawców

Zbliża się zmiana standardu nadawania naziemnej telewizji cyfrowej na system DVB-T2. Nie brakuje nieuczciwych sprzedawców, którzy próbują się na tym dorobić. Na co należy uważać? - Osoby, które mają sprzęt starszej generacji, powinny sprawdzić, czy odbiera on telewizję w standardzie DVB-T2 z połączeniem ze standardem HEVC, co daje gwarancję możliwości korzystania z nowego standardu w pełni, a to jest cały zakres nowych usług, łącznie z telewizją hybrydową. Niestety każda taka sytuacja, gdy zmienia się jakiś standard, to okazja dla oszustów, by naciągnąć konsumenta na zakup sprzętu, który nie spełnia standardów. On pewnie będzie tańszy, ale co z tego, skoro nic nam nie da. Co więcej, przekonamy się o tym dopiero za kilka miesięcy, gdy w skali kraju sygnał telewizji naziemnej się zmieni - tłumaczy w "Money. To się liczy" Michał Kanownik, prezes ZIPSEE. - Dlatego zwracajmy uwagę na to, by nowy sprzęt odbierał standard DVB-T2 i HEVC, bez tego będzie on bezużytecznym sprzętem. Natomiast generalnie pandemia sprawiła, że pojawiło się znacznie więcej oszustów czy naciągaczy. Jest to sprzęt gorszej jakości lub podróbki, ale też naciąganie państwa i nierozliczanie się z podatków. Pamiętajmy, że taniej nie znaczy lepiej. Szukając najtańszych rozwiązań, patrzmy na to, do jakiego standardu jest dostosowany ten sprzęt, bo inaczej będzie to bezużyteczny bubel na naszej półce - dodał prezes Związku Cyfrowa Polska w rozmowie z money.pl.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Walka z zapuszczeniem cyfrowym. Polska będzie wylęgarnią jednorożców?
WIDEO

Walka z zapuszczeniem cyfrowym. Polska będzie wylęgarnią jednorożców?

Cyfrowe Trójmorze zjeżdża do Warszawy na CEE Digital Summit. - Unia Europejska, jako jeden organizm, wciąż jest podzielona na dwie części, które są w różnym stopniu scyfryzowane. Nasza część Europy cały czas goni Zachód, musi nasycać swoje rynki nowymi technologiami. Stąd niezbędne jest inne spojrzenie choćby na niektóre regulacje na poziomie Unii Europejskiej, by stymulować nasz rynek i nadganiać kilkudziesięcioletnie zaległości zapuszczenia technologicznego. Stąd ważne, byśmy jako region mówili jednym głosem, twardo obstawali przy naszych priorytetach - powiedział w "Money. To się liczy" Michał Kanownik, prezes ZIPSEE, członek rady ds. cyfryzacji w KPRM. - Musimy też uświadomić sobie, ale i lokalnym firmom, małym i średnim przede wszystkim, że mają potencjał, by aspirować do gracza nie tylko lokalnego, ale i globalnego. Pieniądze czekają, bo pamiętajmy, że jako region mamy do wykorzystania ogromne środki choćby z Krajowych Planów Odbudowy, które muszą być wydatkowane na inwestycje cyfrowe, które odpowiednio pobudzą ten sektor gospodarczy. Do tego dzięki stworzeniu lokalnych regulacji uda nam się ściągnąć kolejne inwestycje światowych graczy. Szczególnie istotne jest, by tutaj lokować centra badawczo-rozwojowe wielkich koncernów, które będą zapleczem dla młodych inżynierów, żeby zdobywali wiedzę i doświadczenie, jak pracować z największymi podmiotami na świecie. Żeby też nabierali takiej odwagi rynkowej, a po zdobyciu doświadczenia, tworzyli własne firmy, produkty i usługi. W Polsce mamy świetną sekcję firm z sektora cyberbezpieczeństwa, to pokazuje potencjał. My tu już nie mamy się czego wstydzić, ale musimy w większym stopniu wesprzeć pozostałe sektory, żeby nabrały chęci i odwagi, ale też zdobyły partnerów na całym świecie - dodał.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Opłata reprograficzna. Polacy mówią "nie", a rząd upiera się przy swoim
WIDEO

Opłata reprograficzna. Polacy mówią "nie", a rząd upiera się przy swoim

Ponad połowa Polaków stanowczo sprzeciwia się wprowadzeniu opłaty reprograficznej. Rząd jest nieugięty, forsuje przepisy, przez które elektronika ma zdrożeć. - Jeżeli zapytać Polaków, czy należy wspierać kulturę, to oczywiście każdy powie, że tak, ale jak dołożymy informację, że ma to być finansowane z naszej kieszeni, a nie z gigantycznych koncernów, to wtedy opinia się zmienia - powiedział w programie "Money. To się liczy" Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. - Nie dziwię się, że Polacy sprzeciwiają się tej opłacie, już pomijam kwestię cen i płacenia więcej na coś, czego do końca nie rozumiem. Jeśli weźmiemy urządzenia, które są na tej liście, dwa przykładowe, czyli telewizor i laptop. Kto z nas w dzisiejszych czasach wsadza pendrive'a do telewizora, żeby skopiować film? Wedle badań producentów telewizorów, jedynie około 0,1 proc. konsumentów sugeruje się przy zakupie tym, czy telewizor ma funkcję nagrywania. Jeśli chodzi o laptopy, one służą nam głównie do nauki i pracy zdalnej, a nie kopiowania filmów, książek czy muzyki. Z drugiej strony, zwolennicy opłaty często podkreślają, że obowiązuje ona wszędzie w Europie. Przykład Francji, która ma najwyższą stawkę tej opłaty w Europie, tam laptopów nie znajdziemy, dyski twarde oczywiście, jako nośniki pamięci, ale całych laptopów, jako urządzeń, nie ma - dodał.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Opłata reprograficzna. Ekspert komentuje słowa Łepkowskiej: Pomylone i pomieszane pojęcia
WIDEO

Opłata reprograficzna. Ekspert komentuje słowa Łepkowskiej: Pomylone i pomieszane pojęcia

Ilona Łepkowska w "Money. To się liczy" broniła rozszerzenia opłaty reprograficznej, jej argumenty nie spotkały się ze zrozumieniem branży cyfrowej. - W całej dyskusji jest mnóstwo pomylonych i pomieszanych pojęć, a także duże niezrozumienie technologii i tego, jak działa dzisiejszy rynek konsumpcji kultury. Opłata reprograficzna została wprowadzona w latach 60. w Niemczech, czyli w czasie totalnie analogowym, gdy faktycznie kopiowanie było źródłem upowszechniania dostępu do artystów. Dzisiaj nie ma takiego problemu - powiedział w programie "Money. To się liczy" Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. - Opłata reprograficzna przede wszystkim ma refundować straty nie z tytułu wielokrotnego odtwarzania, a z tytułu kopiowania utworu na potrzeby prywatne. Mówiąc w uproszczeniu, kupując płytę CD z ulubionym artystą, mogę legalnie ją skopiować na trzy inne płyty, mieć jedną w domu, drugą w pracy, a trzecią w samochodzie. I to jest zgodne z prawem. Opłata miała refundować to, że nie kupię czterech oryginalnych płyt, tylko jedną. W latach 60. to miało sens, natomiast dzisiaj, gdy to streaming przejął konsumpcję tej kultury, za każde odtworzenie twórca otrzymuje pieniądze. Oczywiście nie twierdzę, że są to duże pieniądze, ale to już kwestia umów artystów z platformami - dodał.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Opłata reprograficzna. Podatek czy nie? Ekspert wyjaśnia
WIDEO

Opłata reprograficzna. Podatek czy nie? Ekspert wyjaśnia

Rząd przekonuje, że opłata reprograficzna nie jest podatkiem, dodaje, że w innych krajach Unii Europejskiej funkcjonuje taka opłata, a sprzęt elektroniczny jest nawet tańszy. - Z propozycji ministerstwa kultury wynika, że opłata będzie pobierana przez urzędy skarbowe, rząd traci więc argument, że nie jest to podatek. Jeśli urząd skarbowy pobiera daninę z mojej kieszeni, to ja traktuję ją jako podatek, bez znaczenia, jakie jest jej finalne przeznaczenie - powiedział w programie "Money. To się liczy" Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Był też pytany, czy zapłacą wyłącznie producenci i importerzy. - Beneficjentem dozwolonego użytku jest każdy z nas. Importer i producent jest wyłącznie pośrednikiem między konsumentami a artystami, unijna dyrektywa mówi o tym jasno. Co do powoływania się na Niemcy, możemy w nieskończoność powtarzać, powołując się na dane Eurostatu, że najniższe ceny elektroniki w Europie są w Polsce, nie w Niemczech. Pomijam już kwestie portfela niemieckiego konsumenta, w porównaniu do polskiego. Nieprawdą jest też, że ceny nie wzrastają, bo mamy przykłady Niemiec, Włoch czy Hiszpanii, gdzie ceny poszły do góry adekwatnie do opłaty. Co więcej, w Niemczech opłata od smartfona to jest niecałe 1 euro, a w Polsce miałaby wynosić około 10 euro. Pamiętajmy, że jesteśmy troszeczkę biedniejszym społeczeństwem - dodał.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski