Balkonowe OZE. Niemcy kupują w markecie, Polska szykuje zakaz

Za Odrą już około miliona gospodarstw domowych produkuje własny prąd na balkonach, a zestawy fotowoltaiki można kupić w popularnych sieciach meblowych. Tymczasem polski rząd planuje rygorystyczne zakazy, powołując się na bezpieczeństwo pożarowe.

Niemcy promują "balkonowe OZE"Niemcy promują "balkonowe OZE"
Źródło zdjęć: © East News, Getty Images | East News, Getty Images, JOHN MACDOUGALL, Sean Gallup, ZipZapic.com
Robert Kędzierski

Niemiecki rynek mikroinstalacji fotowoltaicznych przeżywa bezprecedensowy rozkwit. Koncepcja tak zwanych elektrowni balkonowych przestała być niszową ciekawostką dla pasjonatów technologii, a stała się pełnoprawnym produktem konsumenckim, dostępnym niemal na wyciągnięcie ręki. Szacuje się, że u naszych zachodnich sąsiadów funkcjonuje już około miliona takich domowych systemów, które pozwalają na obniżenie rachunków za energię elektryczną.

Trend ten został dostrzeżony przez największych graczy na rynku detalicznym. Od lata ubiegłego roku zestawy do samodzielnego montażu wprowadziły do swojej oferty między innymi sieć Ikea oraz Lidl, celując przede wszystkim w najemców oraz właścicieli mniejszych mieszkań, dla których tradycyjna instalacja dachowa była dotychczas nieosiągalna.

Podstawowe zestawy startują tam od kwoty niespełna 350-450 euro, a duże sieci handlowe oferują dodatkowe rabaty dla stałych klientów. Strategia ta ma na celu maksymalne uproszczenie wejścia w świat własnej produkcji energii.

Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"

Podczas gdy zachodnia Europa konsekwentnie usuwa bariery administracyjne i technologiczne, polskie podejście do tematu domowej niezależności energetycznej zaczyna dryfować w zupełnie odwrotnym kierunku.

Niemcy promują, Polska chce zakazać. Jako jedyny kraj na świecie

Polscy konsumenci o samodzielnej instalacji zestawu zakupionego w markecie raczej będą mogli pomarzyć. W Polsce trwają bowiem obecnie prace nad nowelizacją rozporządzenia o warunkach technicznych budynków. Z informacji płynących z Ministerstwa Rozwoju i Technologii wynika, że rozważane jest wprowadzenie prewencyjnych zakazów montażu magazynów energii w mieszkaniach oraz daleko idące ograniczenia dla domów jednorodzinnych.

Co więcej, ważą się również losy samej fotowoltaiki balkonowej, która przez część twórców nowych przepisów uznawana jest za potencjalnie niebezpieczną.

W rozmowie z money.pl Bartłomiej Derski, szef serwisu WysokieNapiecie.pl, wskazuje, że podejście do balkonowej fotowoltaiki po obu stronach Odry jest skrajnie różne.

Podczas gdy w Niemczech czy Austrii balkonowe panele słoneczne z domowymi magazynami energii są mocno wspierane, a w Wielkiej Brytanii kilka tygodni temu podjęto decyzję w tym samym kierunku, w Polsce idziemy w odwrotną stronę. Rząd planuje właśnie zakazać możliwości montowania magazynów energii w mieszkaniach, tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Polska będzie jedynym krajem świata z takim zakazem - mówi Bartłomiej Derski.

Jak podkreśla dziennikarz, w tym samym czasie Stany Zjednoczone, po serii pełnoskalowych testów pożarowych, znacząco zwiększyły pojemności magazynów, jakie można bezpiecznie montować w lokalach mieszkalnych. - W USA mowa o 40 kWh. W Polsce rząd planuje wprowadzić limit 2 kWh, czyli w zasadzie chce wyeliminować baterie z budynków wielorodzinnych. Rozważany był także zakaz fotowoltaiki balkonowej, uznanej przez część autorów projektu rozporządzenia za groźną.

Jak podkreśla nasz rozmówca, decyzje, które zapadły na Zachodzie wynikają z włączania mieszkańców miast w transformację energetyczną i umożliwienia im produkowania taniego prądu na własne potrzeby. - Wynikają także z kwestii bezpieczeństwa - zdolności do np. ogrzania mieszkania, naładowania samochodu, ugotowania posiłku czy naładowania telefonu komórkowego - w trakcie blackoutu, powodzi, czy na wypadek wojny - tłumaczy szef branżowego portalu.

Trzeba pamiętać, że duże miasta są pierwszym obiektem ataków w razie konfliktów, a domowe baterie czy samochody elektryczne od 2022 r. są pilnie poszukiwanym towarem na Ukrainie. W Polsce uznano, że nie mamy konfliktu zbrojnego na terenie kraju, więc nie musimy się dziś zajmować odpornością energetyczną miast. Najwyraźniej rząd planuje do tego wrócić dopiero, gdyby konflikt wystąpił - ocenia Bartłomiej Derski.

Montaż prostszy niż składanie mebli

Niemcy udowodnili, że "balkonowe OZE" jest banalnie proste w montażu. Redakcja niemieckiego magazynu technologicznego CHIP przeprowadziła długodystansowy test jednego z takich zestawów, dostarczonego przez szwedzkiego giganta meblowego współpracującego z firmami Svea Solar oraz EcoFlow. Analiza krok po kroku pokazuje, że systemy te zostały zaprojektowane z myślą o całkowitych laikach.

Testowany komplet składał się z czterech modułów słonecznych o mocy 520 watów każdy, domowego magazynu energii o pojemności blisko dwóch kilowatogodzin ze zintegrowanym falownikiem oraz inteligentnego licznika zarządzającego przepływem prądu. Dziennikarze sprawdzili instalację na płaskim dachu garażu, choć system jest przeznaczony również na klasyczne balkony.

Jak wynika z relacji testerów, do całkowitego montażu wystarczyły zaledwie dwa narzędzia: nóż introligatorski oraz klucz imbusowy. Cały proces, łącznie z rozpakowaniem i zapoznaniem się z instrukcjami wideo udostępnianymi przez kody QR, zajął dwóm osobom około czterech godzin, z czego sama fizyczna instalacja i uruchomienie pochłonęły niespełna dwie godziny.

Systemy dostępne w niemieckich marketach opierają się na zasadzie "plug and play". Po zmontowaniu stelaży, obciążeniu ich standardowymi płytami tarasowymi dla stabilności przed wiatrem i spięciu kabli, główny przewód podłącza się po prostu do zwykłego domowego gniazdka.

Niemieccy eksperci zwracają jednak uwagę na podstawowe zasady bezpieczeństwa elektrycznego. Zaleca się, aby gniazdko posiadało własne zabezpieczenie, a w przypadku współdzielenia obwodu z innymi urządzeniami, warto zredukować bezpiecznik z 16 do 10 amperów, aby uniknąć przeciążenia przewodów. Dodatkową warstwę ochrony stanowią standardowe w nowoczesnym budownictwie wyłączniki różnicowoprądowe, które w ułamku sekundy odcinają zasilanie w przypadku wykrycia anomalii.

Czego obawiają się polscy strażacy?

Skoro instalacja jest tak prosta i powszechna na Zachodzie, skąd biorą się obawy polskich urzędników i strażaków? Dyskusja w Polsce ogniskuje się wokół ryzyka pożarowego. Środowisko pożarnicze jest w tej kwestii podzielone. Część ekspertów opowiada się za restrykcjami, inni wskazują, że wystarczyłoby wprowadzenie jasnych wymogów dotyczących certyfikacji sprzętu, stosowania czujek dymu i zachowania odpowiednich odległości.

Obecnie, jak wskazują branżowi eksperci, głównym problemem jest brak obowiązkowej certyfikacji domowych magazynów energii w Polsce. Centrum Naukowo-Badawcze Ochrony Przeciwpożarowej (CNBOP) przeprowadza własne testy, podpalając zakupione na rynku urządzenia, aby zbadać rozwój i skutki ewentualnych pożarów. Wstępne wnioski z tych eksperymentów są jednak dość uspokajające. Okazuje się, że zainicjowanie zapłonu nowoczesnych baterii jest trudne, ogień nie przenosi się łatwo między poszczególnymi modułami, a skład emitowanych gazów nie jest tak toksyczny, jak sugerowały to niektóre analizy literaturowe.

Przedstawiciele zachodnich producentów falowników w rozmowach z branżowymi mediami podkreślają, że od dawna bezskutecznie zabiegają o wprowadzenie w Polsce obowiązku certyfikacji. Zamiast tego, proponowane przez ministerstwo przepisy idą w kierunku całkowitych zakazów lub przerzucania kosztów ograniczania ryzyka bezpośrednio na obywateli, co w praktyce może zahamować transformację energetyczną na poziomie gospodarstw domowych.

Statystyka bezlitosna. Pożar na 250 lat

Czy instalacje fotowoltaiczne są groźne? Według informacji Państwowej Straży Pożarnej, instalacje i urządzenia elektryczne odpowiadają w Polsce za 8 proc. pożarów budynków mieszkalnych. Dla porównania, aż 48 proc. takich zdarzeń wynika z użytkowania ogrzewania na paliwa stałe, głównie węgiel. Całkowite ryzyko pożaru domu lub mieszkania w Polsce wynosi około 0,4 proc. w skali roku, co statystycznie oznacza jedno takie zdarzenie na 250 lat.

Jak na tym tle wypadają nowoczesne technologie? Badacze z politechniki w Akwizgranie przeanalizowali rynek niemiecki, na którym funkcjonuje około trzech milionów domowych baterii. Z ich wyliczeń wynika, że ryzyko pożaru domowego magazynu energii wynosi zaledwie 0,005 proc. rocznie. Oznacza to, że statystycznie taka bateria zapaliłaby się raz na 20 tysięcy lat. Nawet przyjmując pesymistyczne założenie, że polskie standardy wykonania są gorsze, prawdopodobieństwo to wciąż pozostaje marginalne. Co ciekawe, ryzyko pożaru samej instalacji fotowoltaicznej szacowane jest na 0,001 proc. w Niemczech i 0,004 proc. w Polsce. Są to wartości porównywalne z ryzykiem pożaru zwykłej domowej lodówki.

Fizyka pożaru domowych sprzętów

Eksperci porównują zagrożenie pożarowe wynikające z użytkowania magazynów energii. Standardowy mebel o wadze 90 kilogramów zawiera w sobie około 300 kilowatogodzin energii chemicznej. W szczytowym momencie pożaru emituje moc cieplną rzędu 2 do 3 megawatów, wydzielając przy tym ogromne ilości czarnego, duszącego dymu oraz wysoce toksycznego cyjanowodoru, który potrafi zabić w kilka minut. Dla porównania, typowy domowy magazyn energii o pojemności 10 kWh skrywa w sobie 150 kWh energii chemicznej, a podczas pożaru oddaje ciepło znacznie wolniej, osiągając w szczycie moc od 0,2 do 0,5 megawata. To daje mieszkańcom i służbom ratunkowym znacznie więcej czasu na reakcję.

Niemiecki rynek pokazuje, że mikroinstalacje z magazynami energii to nie tylko fanaberia, ale realne narzędzie optymalizacji domowych budżetów. Czas zwrotu z takiej inwestycji, w zależności od wybranych komponentów i profilu zużycia energii przez domowników, szacowany jest przez niemieckich analityków na okres od dwóch do nieco ponad sześciu lat. Podczas gdy Europa Zachodnia widzi w tym szansę na odciążenie systemu elektroenergetycznego i budowanie lokalnej odporności, Polska stoi przed perspektywą regulacyjnego zablokowania tej technologii w oparciu o obawy, które w świetle zachodnich statystyk wydają się mocno przeszacowane.

Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie