orlen (strona 42 z 79)

Obniżka stóp procentowych i cen paliw na stacjach. "Są zawyżone. Powinny być o 30-40 proc. niższe"
WIDEO

Obniżka stóp procentowych i cen paliw na stacjach. "Są zawyżone. Powinny być o 30-40 proc. niższe"

- Rządzący na pewno czekają na obniżkę stóp procentowych jeszcze przed wyborami i jestem prawie pewien, że ona nastąpi - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Problem polega na tym, że Polska jest na skraju wpadnięcia w długotrwałą wysoką inflację. Niech nie myli nas fakt, że inflacja w ostatnich dwóch miesiącach się obniżyła. To jest efekt bazy, wiedzieliśmy od roku, że to nastąpi. Pytanie jest takie, co będzie dalej, gdy inflacja spadnie do tych 10 proc. Uważam, że ona nie zmniejszy się do jednocyfrowego wyniku. Główne nasze zmartwienie jest takie, że inflacja dwucyfrowa może zostać na lata, jeśli się utrwali. I zadaniem NBP jest niedopuszczenie do tego. Jeśli okaże się, że dla NBP nie jest ważna aktualna sytuacja gospodarcza i prognozy dot. inflacji, a bieżące zapotrzebowanie polityczne, wtedy będziemy mieli czarno na białym dowód, że bankowi centralnemu nie zależy na zbijaniu inflacji. A Konstytucja mówi wyraźnie: NBP nie wolno uprawiać polityki, ani popierać rządu. Ma dbać o siłę polskiej waluty. Ceny ropy są już o 30-40 proc. niższe niż w chwili wybuchu wojny. Zatem ceny na stacjach też o tyle powinny być niższe. We wrześniu możemy też oczekiwać gwałtownego obniżenia cen paliw na stacjach Orlenu. Bo to przecież Orlen decyduje w Polsce o hurtowych cenach paliw. Nie zdziwiłbym się, gdyby Orlen obniżył ceny paliw nawet o 1-1,5 zł. To oznaczałoby, że ceny, które dziś mamy, są zawyżone. Gdybyśmy mieli sprawnie działający UOKiK, to powinien on w tej chwili prowadzić śledztwo ws. manipulowania cenami paliw. Ale UOKiK woli zajmować się głównie wlepianiem kar firmom, a nie polityką cenową Orlenu - uważa ekonomista.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Emocje sięgają już zenitu. Ekonomistka: to głupie i nieodpowiedzialne
WIDEO

Emocje sięgają już zenitu. Ekonomistka: to głupie i nieodpowiedzialne

- Straszenie imigrantami to głupota i wielka nieodpowiedzialność - powiedziała w programie „Newsroom” WP dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. – To jest wyraz braku świadomości, ile nasza gospodarka mogłaby osiągnąć, gdybyśmy w sposób zaplanowany prowadzili politykę. Przedsiębiorcy od dawna to sygnalizują. Od kwietnia do września potrzebni są przecież pracownicy sezonowi. Ale z punktu widzenia państwa potrzebna jest mądra, dobra, rozsądna polityka migracyjna. Nie ma potrzeby grać emocjami. To straszenie przyjazdem obcokrajowców, którzy narobią Polsce kłopotów, jest niepotrzebne. ZUS podaje informacje o liczbie zatrudnionych legalnie pracowników zza granicy w Polsce. To jest już ponad 1,2 mln pracowników. 70 proc. z tego stanowią Ukraińcy, ale mamy także Gruzinów, Pakistańczyków. Widzimy ich na ulicach, zwłaszcza dużych miast, i przecież nic złego się nie dzieje. Rządzący zamiast uspokajać i tłumaczyć, że wszystko jest pod kontrolą, że nic strasznego się nie dzieje, to nakręcają emocje. Pod Płockiem powstało miasteczko Orlenu, gdzie zostanie sprowadzony tysiące pracowników m.in. z Azji i dostaję sygnały, że tamtejsza społeczność boi się tego, co się wydarzy. Są zaniepokojeni. To jest zadanie dla władz lokalnych, Orlenu, by te emocje wyciszać, pokazywać korzyści, jakie płyną z zatrudnienia tych ludzi. Być może w szkołach powinny pojawić się na godzinach wychowawczych zajęcia dotyczące kultury krajów, z których ci pracownicy pochodzą. To podsycanie, a właściwie kreowanie tej negatywnej atmosfery, może się źle skończyć – uważa gość Wirtualnej Polski.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek