własna firma

"Zwolnili mnie z mojej firmy". Największy błąd polskiego biznesmena
11
6:02

"Zwolnili mnie z mojej firmy". Największy błąd polskiego biznesmena

- Z moją pierwszą firmą, której byłem prezesem, weszliśmy na giełdę. A trzy lata później rada nadzorcza mnie zwolniła z pracy, z mojej firmy. I to była niesamowicie brutalna lekcja dla mnie. Nie wyobrażałem sobie, że to jest możliwe - mówił w "Biznes Klasie" Tadeusz Witkowicz, który jako jedyny do tej pory Polak wprowadził swoją spółkę Artel Communication na giełdę NASDAQ w USA. - Byłem sercem i mózgiem i całą maszyną napędową tej firmy. I myślałem, że jestem niezastąpiony. I tak było, ale rada nadzorcza była na tyle głupia czy naiwna, ze myśleli, że mogą mnie wymienić na kogoś, kto miał większe doświadczenie. Ja miałem wtedy 36 lat, młody, mało doświadczony, inżynier zresztą, a nie biznesmen. Powiedzieli mi, że trzeba kogoś, kto ma trochę więcej siwych włosów. To była dla mnie wielka porażka, bo dostałem cios w łeb i musiałem się z tego podnieść - stwierdził. - To był naprawdę największy szok w moim życiu, a błędem było to, że po pierwsze przyjąłem do rady nadzorczej ludzi, którzy nie zainwestowali w firmę. Czyli mieli jakieś tam malusieńkie udziały, ale mogli podjąć decyzję intelektualną: okej, on na papierze nie wygląda tak dobrze, wymienimy na kogoś z lepszym CV. To był mój największy błąd. Ale gdyby oni mieli poważne pieniądze w tej firmie, to by pomyśleli dwa, trzy, cztery razy. I później w następnej firmie miałem dyrektorów w radzie nadzorczej, którzy mieli poważne udziały w firmie - dodał.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Tomasz Sąsiada Tomasz Sąsiada
Pomysł na biznes: Wakepark
3:47

Pomysł na biznes: Wakepark

Centrum sportów wodnych z wyciągiem do wakeboardu, czyli odmiany deskowego sportu wodnego - to pomysł na biznes Przemysława Kuca, założyciela firmy "Wawa Wake" i mistrza Polski w tej dyscyplinie. Sercem jego wakeparku jest dwumasztowy wyciąg, przeznaczony zarówno dla osób początkujących, jak i tych profesjonalnie pływających. Firma udostępnia wyciąg i oferuje szkolenia z jazdy na desce. Propozycja jest skierowana do osób w wieku 8-60, które chcą w aktywny sposób spędzić swój wolny czas. Skąd pomysł na biznes? - Kiedy byłem nastolatkiem, na jednym z kanałów muzycznych zobaczyłem przebitki ze sportu, którego nawet nie znałem i nie wiedziałem, jak się nazywa. Motorówka ciągnęła gościa, który płynął i robił jakieś nieprawdopodobne ewolucje akrobatyczne za łódką na fali. I tak zapamiętałem wakeboard - wspomina Przemysław Kuc. - Kilkanaście lat później dyscyplina ta stała się częścią mojego życia, a ja wiedziałem, że chciałbym wybudować taki obiekt. Stwierdziłem, że jeśli ja tak pokochałem ten sport, to na pewno jestem w stanie sprzedać tę pasję innym ludziom i to musi zaskoczyć - dodaje. Koszt inwestycji wyniósł ok. 200 tys. zł. Źródłem finansowania był wkład własny. - W tym momencie jest to zdecydowanie za mało, żeby przebić się na rynku - uważa właściciel. Według niego obecny koszt inwestycji w wyciąg, wyposażenie, sprzęt, zgody i odpowiednie przygotowanie terenu to ok. 700 tys. zł.
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Pomysł na biznes: Ekologiczne poduszki
3:25

Pomysł na biznes: Ekologiczne poduszki

Poduszki szyte z naturalnego polskiego lnu i bawełny, wypełniane łuskami zbóż - to pomysł na biznes Anny Bienias, która w 2015 roku założyła jednoosobową firmę "Plantule Pillows". - Oferuję poduszki z łuskami ekologicznymi, certyfikowanymi, dzięki temu mamy pewność, że nie ma w nich chemii i pestycydów - tłumaczy właścicielka. - Tylko takie łuski zbóż mają działanie prozdrowotne. Usuwają napięcie z kręgosłupa czy głowy, są antyalergiczne - dodaje Anna Bienias. Ekologiczne poduszki roślinne są wypełniane łuskami trzech zbóż - gryką, orkiszem lub płaskurką. Właścicielka pozyskuje je od dwóch małych, zaprzyjaźnionych gospodarstw rolnych. Skąd pomysł na taki biznes? - Moja mama, która cierpiała na bóle kręgosłupa potrzebowała poduszki, która pomogłaby jej spać. Okazało się, że dopiero właśnie taka ekologiczna poduszka pomogła jej w śnie - wspomina Anna Bienias. - Postanowiłam zgłębić temat i stworzyć kilka takich poduszek dla znajomych w moim wieku. Wszystko po to, żeby zobaczyć jak im się na takich poduszkach śpi. I w zasadzie od tego momentu informacja o produkcie rozeszła się pocztą pantoflową i tak powstała firma - dodaje. Koszt inwestycji wyniósł ok. 50 tys. zł. Źródłem był wkład własny. Dziś miesięczna sprzedaż to średnio 200-500 szt. Zobacz najnowszy odcinek programu "Pomysł na biznes".
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski
Pomysł na biznes: Szkoła jazdy konnej
3:45

Pomysł na biznes: Szkoła jazdy konnej

"Nie idę na ilość, idę na jakość" - to motto Pauli Gutkowskiej, instruktorki i założycielki firmy "Piaff Szkoła Jazdy Konnej". Jej pomysł na biznes to szkółka jeździecka oferująca profesjonalne szkolenia dla dzieci i młodzieży w zakresie ujeżdżania oraz skoków przez przeszkody. Firma powstała w 2015 roku. Skąd pomysł na taki biznes? - Odeszłam z wcześniejszej firmy, stajni, w której pracowałam. Przez chwilę nie miałam co robić i wtedy stwierdziłam, że nie nadaje się do innej pracy, że dalej chcę to robić. I tak powstał pomysł, czemu nie własna firma - wspomina Paula Gutkowska. Koszt inwestycji wyniósł ok. 30 tys. zł. Źródłem finansowania był wkład własny. Podstawą był zakup odpowiednich kuców oraz sprzętu, m.in. siodeł, ogłowia, ochraniaczy, derek na zimę czy środków do pielęgnacji. Stałym kosztem jest podnajęcie tzw. pensjonatu dla koni, czyli boksu z wyżywieniem. Do tego dochodzą dodatkowe opłaty za pasze, weterynarza czy kowala. Właścicielka podnajęła przestrzeń u znajomego, który posiada zadaszoną hale. Dzięki temu zajęcia w szkole jazdy konnej odbywają się przez cały rok. Najwięcej klientów jest w sezonie letnim. 90 proc. przychodu generują stali klienci. Według właścicielki najlepszym sposobem dotarcia do nich jest tzw. poczta pantoflowa. Zobacz najnowszy odcinek programu "Pomysł na biznes".
Mieszko Rozpędowski Mieszko Rozpędowski