Pani Małgorzato, artykulik jest super (a nawet Supera...), a sam temat "obowiązek alimentacyjny" jest ciekawy i intrygujący zarazem...
Oczywiście, informacje, które Pani podała na powyższy temat są mocno ogólne i ograniczone do alimentów na rzecz małoletnich dzieci, i trudno, żeby były inaczej; temat jest wyjątkowo obszerny i wbrew pozorom skomplikowany dla przysłowiowego Kowalskiego, który często nie ma świadomości, że oprócz alimentów na małoletnie lub dorosłe, ale uczące się dzieci, istnieje jeszcze instytucja obowiązku alimentacyjnego na rzecz innych krewnych - w tym przypadku brak świadomości pomaga...
Oczywiście, musi Pani "z czegoś żyć", więc link do Super(a) kancelarii jest zrozumiały... Jednak, wypadałoby podać przynajmniej kilka ogólnych informacji i ciekawostek na powyższy temat, np. podstawową zasadę obowiązującą w polskim prawie, tj. "alimenty dotyczą cię dopóty, dopóki żyjesz" - np. Kowalski często myśli, że w/w obowiązek kończy się dla niego, gdy jego dziecko osiągnie określony wiek, np. 25 lat, a tak przecież nie jest.
Warto wspomnieć o specyficznej konstrukcji k.r.o., która umożliwia pani sędzi - niestety kobiety zdominowały sądy rodzinne i nie zanosi się na wprowadzenie parytetu w tej branży... - dowolne korzystanie z zawartych w nim przepisow, w zależności od "potrzeb"; dobrym przykładem jest tu art. 27 - jeśli kobieta ma niższe dochody niż mężczyzna, wystarczy, że uprawdopodobni swoje potrzeby i mężczyzna jest zobowiązany do np. świadczenia wyższych kosztów utrzymania rodziny na czas procesu rozwodowego, które są w takim przypadku wyższe niż alimenty na rzecz dzieci (których to w takim przypadku sąd świadomie nie orzeka, często podpowiadając kobiecie wprost, aby wnioskowała o koszty utrzymania rodziny), jeśli zaś jest odwrotnie, tj. kobieta osiąga wyższe dochody, to sąd orzeka o wysokości alimentow na rzecz dzieci świadczonych przez mężczyznę, a jeśli mężczyzna upomni się o świadczenie przez kobietę na jego rzecz jakiejkolwiek kwoty w ramach kosztów utrzymania rodziny na czas procesu, to sąd odrzuca jego żądanie uzasadniając to brakiem dołożenia przez niego należytych/odpowiednich starań w celu osiągnięcia wyższych dochodów - czyli tzw. mniemanologia stosowana.
Warto pochylić się nad problemem bardzo niskiego poziomu ściągalności zasądzonych alimentów, zwłaszcza na małoletnie dzieci - np. w Szczecińskiem płaci ok. 8 % zobowiązanych! Dlaczego tak się dzieje? Czy zawsze jest to zła wola tzw. alimenciarza? Czy nie ma tu winy "pań" z sądów rodzinnych, które często świadomie wydają ewidentnie nieracjonalne orzeczenia?
Warto również, przy okazji, poruszyć problem dyskryminowania mężczyzn w sprawach rodzinnych w polskich sądach - oj, nie jest to wyimaginowany problem, niestety; jeśli pani Marzenka22336 - patrz komentarz nr 1, byłaby szczera, to pewnie i ona potwierdziłaby, że pani sędzia niezbyt sympatycznie traktowała na sali sądowej jej "alimenciarza"...
Jaki wpływ na dzieci mają w/w nieracjonalne orzeczenia w/w "pań"?
W większości przypadków dzieci praktycznie tracą ojców, w najlepszym przypadku na wiele lat...
Pozdrawiam.