WAŻNE
TERAZ

Niespodziewany powrót Klicha? Partie szykują się na możliwy przewrót w Krakowie

Euro oznacza drożyznę i stagnację? Nie na Litwie i nie w Chorwacji [OPINIA]

W tym roku minęło 10 lat od wprowadzenia euro na Litwie. Dla tej niewielkiej gospodarki, podobnie jak dla Estonii i Łotwy, była to jednoznacznie dobra decyzja. Ochroniła ją przed kryzysem walutowym, do którego mogło dojść po napaści Rosji na Ukrainę. Czy to powinno przekonać do euro sceptycznych na ogół Polaków?

Chorwacji i Litwini są raczej zadowoleni z przyjęcia euroChorwacji i Litwini są raczej zadowoleni z przyjęcia euro
Źródło zdjęć: © East News | Albin Marciniak, Rafał Parczewski
Grzegorz Siemionczyk

Litwa przystąpiła do europejskiej unii walutowej z początkiem 2015 r., stając się jej 19. członkiem. Sąsiednia Łotwa przyjęła euro rok wcześniej, a Estonia cztery lata wcześniej, w 2011 r. Od tego czasu strefa euro powiększyła się jeszcze tylko o jeden kraj. Z początkiem 2023 r. z własnej waluty zrezygnowała Chorwacja.

Każde z tych państw, a jeszcze częściej Słowacja, która przyjęła euro w 2009 r., było w Polsce przywoływane jako przestroga przed rezygnacją z autonomii walutowej. Zdaniem polskich eurosceptyków, z prezesem NBP Adamem Glapińskim na czele, grozi to wzrostem cen i utratą elastyczności gospodarki, a w rezultacie też spowolnieniem rozwoju. Ale ani najnowsza historia gospodarcza tych krajów, ani opinie ich mieszkańców, takich obaw nie uzasadniają.

W ostatnich kilku latach liderem wzrostu w Europie Środkowo-Wsch
W ostatnich kilku latach liderem wzrostu w Europie Środkowo-Wschodniej była Chorwacja - pomimo przyjęcia euro. © money.pl | Angelika Sętorek

Co złego to przez euro

Najpierw oddajmy głos mieszkańcom. Według Eurobarometru, szeroko zakrojonego badania opinii publicznej w UE, w październiku 2024 r. ponad 80 proc. Estończyków, Słowaków i Słoweńców uważało, że euro przynosi ich krajom korzyści. Na Litwie tego zdania było 71 proc. mieszkańców, a na Łotwie 63 proc. W żadnym z tych państw ocena konsekwencji przystąpienia do unii walutowej nie pogorszyła się na przestrzeni ostatnich lat. Przykładowo, pięć lat wcześniej, w 2019 roku, najbardziej euroentuzjastyczni byli mieszkańcy Słowenii. Wtedy 71 proc. z nich uważało, że euro jest dla ich kraju korzystne. Na Litwie odsetek takich głosów wynosił wtedy 49 proc.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Rozwój Polski dzięki funduszom z UE. Na Podlasiu ocenili zmiany

Dzisiaj w podobnym miejscu jest Chorwacja. Jesienią 2024 r. tylko 44 proc. jej mieszkańców - w porównaniu do 52 proc. rok wcześniej - oceniało, że euro jest dla Chorwacji korzystne. Odsetek negatywnych ocen wyniósł 46 proc. w porównaniu do 35 proc. jesienią 2023 r. Ale spadek aprobaty dla wspólnej waluty tuż po jej przyjęciu był w krajach naszego regionu powszechny. Przykładowo, na Litwie w 2015 r. euro za korzystne dla kraju uważało 57 proc. mieszkańców, a rok później już tylko 42 proc.

Mechanizmy psychologiczne, które za tym stoją, łatwo zrozumieć. Zmiana waluty to reforma tak zauważalna, że opinia publiczna wiąże z nią wszelkie negatywne zjawiska w gospodarce, nawet jeśli występowały one wcześniej. Inflacja, nawet jeśli nie przyspieszyła w stosunku do okresu sprzed wprowadzenia euro, staje się w oczach opinii publicznej konsekwencją tej zmiany. W przypadku Chorwacji efekt ten spotęgowało to, że kraj przystępował do unii walutowej w czasie kryzysu inflacyjnego. W 2023 r. ceny poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł tam o 8,4 proc. Chorwatom łatwo było powiązać drożyznę z przyjęciem euro, chociaż w 2022 r. ceny wzrosły nawet bardziej - o 10,7 proc., a ich kraj nie wyróżniał się wcale na tle innych państw UE ze strefy euro jak i z poza niej.

Na dłuższą metę oceny konsekwencji wprowadzenia euro zbliżają się do tego, co pokazują dane makroekonomiczne. Te zaś w krajach naszego regionu nie dają zbyt wielu powodów do krytycznego stosunku do wspólnej waluty.

"Nasza sytuacja byłaby o wiele gorsza"

Jedną z najczęstszych obaw mieszkańców państw, które szykowały się do przyjęcia euro, dotyczyła właśnie kosztów życia. Wynikały one z błędnego przekonania, że przyjęcie euro musi prowadzić do wzrostu cen do poziomu, który obowiązuje w innych państwach unii walutowej. Dodatkowo, kraje strefy euro tracą autonomię w polityce pieniężnej, nie mogą więc dostosować stóp procentowych tak, aby zapewniały stabilność cen. Na tej nucie grał prezes NBP Adam Glapiński gdy w czerwcu 2022 r. wskazywał, że na Łotwie i w Estonii inflacja była wtedy wyższa niż w Polsce. "To są wszystko kraje strefy euro. To pokazuje w jakiej bylibyśmy sytuacji, gdybyśmy byli w strefie euro. Nasza sytuacja byłaby o wiele gorsza" - mówił.

W krajach regionu, które nie mają euro, inflacja nie była niższa
W krajach regionu, które nie mają euro, inflacja nie była niższa niż w tych, które zdecydowały się euro przyjąć. © money.pl | Angelika Sętorek

W rzeczywistości inflacja w krajach bałtyckich była wtedy wyższa z powodu większego uzależnienia od surowców energetycznych z Rosji, które mocno podrożały. Szok energetyczny szybko jednak ustąpił - pomimo niższych stóp procentowych - a inflacja wyhamowała. W 2023 r. wszystkie kraje bałtyckie miały już niższą inflację (mierzoną europejskim wskaźnikiem HICP, aby umożliwić porównania) niż Polska. Wyższą miały z kolei Węgry, do czego przyczyniło się osłabienie tamtejszej waluty - a do tego nie doszłoby, gdyby kraj należał do strefy euro.

W dłuższej perspektywie, np. pięciu lub 10 lat, również nie da się wykazać, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które zdecydowały się na wejście do strefy euro, doświadczyły większego wzrostu cen. W Polsce w horyzoncie dekady skumulowana inflacja wyniosła niemal 43 proc. W krajach bałtyckich była nieco wyższa (od 45 do 50 proc.), ale wyższa była też na Węgrzech (61 proc.), które pozostają poza unią walutową. Z kolei na Słowacji i w Słowenii, które należą do strefy euro, ceny rosły wyraźnie wolniej (38 i 25 proc.).

Co najważniejsze, tam, gdzie ceny rosły szybciej niż nad Wisłą, na ogół szedł z tym w parze także szybszy wzrost płac. Z danych Eurostatu wynika, że siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia (tzn. realna płaca) w ciągu ostatnich 10 lat wzrosła w Polsce o niespełna 30 proc. Dla porównania, na Litwie podskoczyła o niemal 90 proc., na Łotwie o 50 proc., a w Estonii o 34 proc. Spośród państw naszego regionu, które należą do unii walutowej, realny wzrost płac niższy niż w Polsce był na Słowacji (18 proc.). Ale tak samo było w Czechach (19 proc.), które w strefie euro nie są.

Własna waluta jest jak zderzak. Ale tylko czasem

Innym argumentem eurosceptyków jest ten, że rezygnacja z własnej waluty osłabia wzrost gospodarczy. Znów oddajmy głos prezesowi NBP, który mniej więcej rok temu przekonywał, że dyskutowanie o przyjęciu euro w Polsce już teraz jest działaniem na szkodę kraju. Jak twierdził, przystąpienie do strefy euro sprawiłoby, że polska gospodarka rozwijałaby się równie wolno co gospodarka strefy euro. - Przestalibyśmy te zamożne kraje gonić, pozostalibyśmy na zawsze krajem biedniejszym, peryferyjnym - ostrzegał.

Odzwierciedleniem tych przekonań prezesa NBP jest kampania przeciwko euro, którą bank prowadzi w mediach. Przekaz jest taki, że "dzięki niezależnej polityce i własnej walucie, Polska rozwija się szybciej niż wiele krajów strefy euro". Z wypowiedzi Glapińskiego wynika, że postrzega on własną walutę jako swego rodzaju polisę ubezpieczeniową, która chroni gospodarkę przed wstrząsami.

- Gdy zmienia się koniunktura, zmienia się kurs naszej waluty. Kurs waluty to nasz zderzak. W innych krajach, które mają euro, na zmiany koniunktury reaguje bezrobocie - tłumaczył w marcu 2024 r. Ilustracją tej tezy był wykres, który pokazywał, że od przystąpienia do UE w 2004 r. do dzisiaj produkt krajowy brutto Polski wzrósł bardziej niż tych państw Europy Środkowo-Wschodniej, które zdecydowały się przyjąć euro, o samej strefie euro nie wspominając.

Jak rozwijały się kraje EŚW z euro i z własną walutą?
Jak rozwijały się kraje EŚW z euro i z własną walutą? © money.pl | Angelika Sętorek

Jakie są fakty? Realny (liczony w cenach stałych) PKB Polski rzeczywiście w minionych dwóch dekadach wzrósł bardziej niż PKB Słowacji oraz krajów bałtyckich. Ale z kolei te kraje rozwijały się szybciej niż Czechy i Węgry, które podobnie jak Polska pozostają przy własnych jednostkach płatniczych. Nie widać też, aby wzrost gospodarczy Słowacji oraz innych krajów regionu, które zdecydowały się przyjąć euro, po tej decyzji istotnie zwolnił.

Z pewnością gorzej rozwijała się Słowacja, ale to - jak się wydaje - miało związek ze słabą koniunkturą w dominujących tam branżach przemysłu. Z kolei Litwa, która doświadczyła głębokiego kryzysu w latach 2008-2009, gdy w obiegu był tam jeszcze lit, po przyjęciu euro zyskała wiatr w żagle. Tak samo Chorwacja.

Podobnie jak w przypadku Słowacji nie jest bynajmniej oczywiste, że zmiana trendu była tu konsekwencją zmiany waluty. Ale nie jest to też wykluczone. Członkostwo w unii walutowej prawdopodobnie uchroniło kraje bałtyckie przed masową ucieczką kapitału po wybuchu wojny w Ukrainie. Z kolei Chorwacja mogła skorzystać na większym napływie turystów z krajów strefy euro.

To, że spośród państw naszego regionu w ostatnich dekadach najszybciej rozwijała się Polska, a następnie Rumunia, Bułgaria i Litwa, najwolniej zaś Słowenia, Czechy, Węgry i Estonia, jest spójne z teorią konwergencji, wedle której biedniejsze kraje gonią te bogatsze. Ilustruje to poniższy wykres, choć dotyczy nie tyle poziomu rozwoju gospodarek ile ich poziomu zamożności - czyli PKB na mieszkańca z uwzględnieniem różnic w poziomie cen. Zależność między poziomem zamożności państw Europy Środkowo-Wschodniej w 2004 r. a wzrostem zamożności w kolejnych latach jest wyraźna. PKB per capita w ostatnich 20 latach najszybciej rósł tam, gdzie w punkcie wyjścia był najniższy.

W UE biedniejsze kraje gonią bogatsze, niezależnie od tego jaką
W UE biedniejsze kraje gonią bogatsze, niezależnie od tego jaką walutą się posługują. © money.pl | Angelika Sętorek

Wniosek z tych rozważań jest taki, że to, jakie banknoty ludzie noszą w portfelach, ma dużo większe znaczenie symboliczne niż ekonomiczne. Na podstawie doświadczeń krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie sposób obronić tezę, że przyjęcie euro było dla nich istotnym impulsem rozwojowym albo, przeciwnie, że było silnym hamulcem. Jeszcze trudniej wyciągnąć z tego lekcje dla Polski, która od innych krajów regionu mocno się różni, w szczególności wielkością gospodarki. To samo w sobie czyni złotego walutą stabilniejszą niż lit, łat czy dzisiaj forint, osłabiając jeden z argumentów na rzecz przyjęcia euro.

Z drugiej strony - potencjalne korzyści z przynależności do unii walutowej, takie jak napływ zagranicznych inwestycji, też mogą być większe.

Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Nvidia bije rekordy. Wyniki giganta uspokoiły inwestorów
Nvidia bije rekordy. Wyniki giganta uspokoiły inwestorów
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 26.02.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 26.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 26.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 26.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 26.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 26.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 26.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 26.02.2026
Szef Netflixa wezwany do Białego Domu. Trump groził konsekwencjami
Szef Netflixa wezwany do Białego Domu. Trump groził konsekwencjami
Najwięcej bankrutów w tej grupie. "Problem nie jest marginalny"
Najwięcej bankrutów w tej grupie. "Problem nie jest marginalny"
Lotnisko w Modlinie rozbudowuje terminal. Ma być gotowy do wakacji
Lotnisko w Modlinie rozbudowuje terminal. Ma być gotowy do wakacji
Kwartalny zysk PZU w dół. Ale w ujęciu rocznym padł rekord
Kwartalny zysk PZU w dół. Ale w ujęciu rocznym padł rekord
Dorabianie w nowym limitem. ZUS: ważna zmiana od marca
Dorabianie w nowym limitem. ZUS: ważna zmiana od marca
Rząd zmienił zasady liczenia stażu pracy. O jednym zapomniał
Rząd zmienił zasady liczenia stażu pracy. O jednym zapomniał
"Jesteśmy w europejskiej elicie". Premier chwali się sukcesem Polski
"Jesteśmy w europejskiej elicie". Premier chwali się sukcesem Polski