Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Skarbówka ściga sprzedawców jagód, ale nie ma sposobu na wyłudzających miliardy

Skarbówka ściga sprzedawców jagód, ale nie ma sposobu na wyłudzających miliardy

Fot. PAP/Marcin Bielecki
Polscy urzędnicy skarbowi potrafią bez reszty angażować się w drobne sprawy, gdzie budżet państwa traci raptem kilka złotych. Od lat jednak nie są w stanie zatrzymać rosnącej fali oszustw na podatku VAT na dziesiątki miliardów złotych. Eksperci oceniają, że trudno będzie zmienić te przyzwyczajenia.

Kuriozalne przypadki zaangażowania wielkich sił i środków do ujawnienia drobnych uchybień jeżą włos na głowie. "Rzeczpospolita" opisuje przypadek mężczyzny, który naprawiał swoim sąsiadom samochody w zamian za żywność.

Urzędnicy uznali, że taka wymiana jest niedopuszczalnym nadużyciem i państwo nie może pozwolić na taką dobrosąsiedzką współpracę. Kontrolerzy stwierdzili, że podatek powinien zostać zapłacony, a ów mechanik powinien zarejestrować działalność gospodarczą.

By dojść do tych wniosków, przeprowadzony został skomplikowany proces śledczy. W tej sprawie, w której stawką było 10 kg fląder, 15 kg ziemniaków i 30 jajek, przesłuchano 17 świadków.

Skrupulatnym urzędnikom udało się nawet oszacować dochód i naliczyć od tego podatek. Szaleństwo powstrzymał dopiero sąd, który w swoim orzeczeniu uznał, że ingerencja państwa powinna mieć jednak swoje granice. Oczywiście przy ich wyznaczaniu bardzo przydatny jest rozsądek, ale w ocenie ekspertów, to właśnie jest jeden z podstawowych problemów. Zdaniem doradcy podatkowego Grzegorz Gębka, tego najbardziej brakuje naszym urzędnikom, którzy biorą się w ogóle za tak drobne sprawy.

- Nie ma z nich dużych pieniędzy dla budżetu, a skarbówka tylko zraża do siebie podatników - ocenia na łamach "Rzeczpospolitej". Niestety podobne sprawy nie należą do rzadkości. Skarbówka ściga też przecież sezonowych sprzedawców jagód i grzybów, często prowadząc przy tym długotrwałe dochodzenia z przesłuchaniami i przeszukaniami.

Tymczasem brakuje urzędnikom determinacji do tego, by walczyć z największa patologią systemu. Z raportu PWC wynika, że skala oszustwa przy podatku VAT jest zatrważająca. Firma szacuje, że w ten właśnie sposób budżet państwa mógł stracić w zeszłym roku nawet 53 mld zł.

Opinie ekspertów na temat braku szczelności systemu są podzielone. Zdaniem analityka firmy Xelion Piotra Kuczyńskiego, niemożliwym jest, aby luka w VAT wynosiła aż 50 mld zł. W jego ocenie, dzięki walce z wyłudzeniami VAT da się pozyskać kilkanaście miliardów złotych. Prof. Witold Modzelewski, który jest współautorem PiS-owskiego projektu ustawy o VAT, uważa, że utracone dochody budżetowe z podatku VAT to ok. 30 mld zł.

Nowy rząd oczywiście zdaje sobie sprawę ze skali problemu. Dlatego jeszcze pod koniec listopada ubiegłego roku szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk informował, że na uszczelnienie poboru VAT, poprzez wejście w życie nowej ustawy, rząd daje sobie 100 dni. Wyznaczony termin minął, ale nowych przepisów nie ma.

Minister Szałamacha w połowie stycznia mówił już trochę ostrożniej o nowej ustawie. - Nie zależy nam na nowej ustawie o podatku VAT, tylko na samym zamknięciu patologii, serii patologii w VAT. Wprowadzanie samej ustawy dla ustawy byłoby takim działaniem rytualnym; chodzi o eliminację konkretnych zjawisk niż o działalność prawotwórczą - wyjaśniał minister.

Pytanie tylko, jak z armii urzędników ścigających drobne wykroczenia uczynić specoddziały do walki ze zorganizowaną przestępczością gospodarczą.

Zobacz także: Obietnice wyborcze PiS. Z uszczelnienia systemu podatkowego skarbówka chce wycisnąć 10 mld

 


 


Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Miki784
85.112.204.* 2016-03-06 21:36
A ja wam powiem od strony osoby w miarę majętnej, przynajmniej na realia Polskie, przechodziłem różne stany od takiego, że nie miałem na chleb po taki, że mnie na wiele stać i nie muszę patrzyć na rachunki, ani nic sobie żałować. Jak również miałem styczność z różnymi urzędnikami i wiem, że problem jest taki, że jak się nie ma pieniędzy to każda sprawa wydaje się trudna. A jak się ma to można skorzystać z adwokata, radcy prawnego często mądrzejszego od urzędnika to sprawy okazują się banalne i urzędnik sobie odpuszcza, bo wie że nie wygra. A jak nawet wygra to zawsze kara mniej boli, bo dalej się zarabia dosyć spore pieniądze i można spokojnie żyć dalej z uszczuplonym portfelem, ale to często człowieka nie zniszczy. A jak kasy nie ma to i 100 zł jest ciężko zapłacić.
ja45
188.246.158.* 2016-03-04 18:47
tu nie trzeba myśleć o ściganiu jagodowców.
Głos rozsądku
157.25.202.* 2016-03-04 14:26
dlaczego nie zastosować zasady adekwatności kosztów do korzyści. Normalni ludzie nie inwestują swoich środków w coś co nie ma szans zwrotu wydatków. Zatem należałoby sprawy które powodują straty podatkowe mniejsze niż koszt pracy urzędników niezbędne do poniesienia w celu rozwiązania sprawy urzędników traktować jako nieistotne.
Zobacz więcej komentarzy (680)