Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Rząd chciał zablokować Ubera, ale stoi na przegranej pozycji. Jak bronić się przed próbami ograczania dostępu do internetu?

Rząd chciał zablokować Ubera, ale stoi na przegranej pozycji. Jak bronić się przed próbami ograczania dostępu do internetu?

Próby blokowania sieci? Władze stoją na przegranej pozycji Fot. Pixabay/Domena publiczna
Próby blokowania sieci? Władze stoją na przegranej pozycji

Wbrew oczekiwaniom rządu, aplikacji raz zainstalowanej na telefonie niemal nie da się zablokować. Rozwój technologii utrudnia też ograniczanie dostępu do sieci czy konkretnych stron. W rozmowie z money.pl ekspert tłumaczy, jak bronić się przed zakusami władzy.
Motywowane politycznie ograniczanie dostępu do internetu to niechlubna praktyka stosowana przez państwa o demokracji wątpliwej proweniencji. Ostatnio na takim pomysł wpadło polskie Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, które chciało blokować Ubera. Jak jednak ustalił money.pl, byłoby to technicznie niewykonalne.

Dużo lepiej z ograniczaniem dostępu do internetu radzą sobie na przykład Turcja, Iran czy Chiny, jednak i tam system jest dziurawy. - Jeśli mamy chociaż podstawową wiedzę informatyczną, możemy takie blokady obejść - mówi money.pl programista z wieloletnim doświadczeniem, który ze względu na poruszany temat woli zachować anonimowość.

Blokowanie stron

Rądy przegrywają w walce z blokowaniem dostępu do internetu, bo to zbyt złożony system. Kiedy wchodzimy na jakąś stronę internetową, to - w ogromnym uproszeniu - nasz komputer łączy się z innym komputerem-serwerem, na którym dana strona jest zapisana. My wpisujemy jedynie adres www w okno przeglądarki (np. money.pl), ale za tym zrozumiałym dla nas językiem stoi też język niezrozumiały, za pomocą którego komputery łączą się ze sobą. Są to tak zwane adresy IP.

Korzystanie z sieci byłoby trudne, gdybyśmy musieli znać adresy IP konkretnych stron. Dlatego "pośrednikami" w odszukiwaniu tych adresów są tak zwane serwery DNS. Użytkownik wpisuje w wyszukiwarce nazwę, np. money.pl, i takie żądanie trafia do DNS, który rozwiązuje sprawę - znajduje adres IP w oparciu o wpisaną domenę.

Ponad tysiąc złotych oszczędności na rachunkach. Policzyliśmy, jak to zrobić:

 

 

To właśnie w to "pośrednictwo" próbują ingerować rządy. - Blokowanie stosowane na tym poziomie opiera się na tym, że DNS zamiast prawdziwego adresu, zwraca adres domeny z komunikatem o jej zablokowaniu - wyjaśnia nasz rozmówca. I dodaje, że bardzo łatwo to obejść. - DNS-y zapewniają dostawcy internetu, ale użytkownicy nie muszą z nich korzystać. Mogą przełączyć się na DNS zlokalizowany w innym kraju, by strona zadziałała - tłumaczy rozmówca money.pl.

Wystarczy zastosować tak zwany VPN, aplikację dostępną dla każdego przeciętnego użytkownika komputera. - Takie rozwiązanie poradzi sobie z każda próbą blokowania internetu, bo połączenie z internetem może odbywać się za pośrednictwem serwerów w innym kraju - wskazuje ekspert.

Wyłączenie internetu w całym kraju

Jednak strony blokuje się nie tylko ingerując w DNS. Krok dalej w 2011 roku poszły władze Egiptu. Gdy w kraju wrzała rewolta tzw. Arabskiej Wiosny, rząd "wyłączył" dostęp do internetu na terenie całego kraju. Zrobił to poprzez odłączenie "wtyczki", czyli wszystkich publicznych serwerowni.

- W Egipcie sieć dostawców nie była mocno rozwinięta - na rynku działało ich raptem pięciu. Wszyscy dostali nakaz wyłączenia urządzeń - wyjaśnia nasz rozmówca. W kraju o rozwiniętej sieci byłoby to trudniejsze ze względu na liczbę dostawców oraz wiele połączeń między unikalnymi użytkownikami. By zobrazować sytuację, wystarczy wyobrazić sobie mapę. By z punktu A dotrzeć do punktu B, można wykorzystać kilka dróg - poza najprostszą, istnieją przecież alternatywne i objazdy. Pakiety danych poruszające się po takiej "mapie" w razie zerwania najbardziej oczywistej ścieżki, "pojadą objazdem".

- W Polsce taka całkowita blokada jest praktycznie niemożliwa - mówi ekspert.

Raz zainstalowanej aplikacji nie zablokujesz

Jeszcze trudniejsze okazuje się blokowanie aplikacji, które marzyło się resortowi infrastruktury. Istnieje możliwość prób blokowania na poziomie wspominanych już DNS-ów, ale po zastosowaniu łączenia za pośrednictwem VPN problem znika.

Rząd mógłby co prawda spróbować zablokować dystrybucję aplikacji, a globalne koncerny muszą usunąć taką aplikację ze swojej witryny. Ale taki ruch nie zadziała na aplikacje już zainstalowane na prywatnych urządzeniach.

Co prawda w regulaminie korzystania z systemu Android istnieje zapis, który przyznaje koncernowi Google prawo do usuwania z urządzeń użytkowników np. niebezpiecznych aplikacji. Ale choć technicznie jest to wykonalne, to krajowy zakaz korzystania z aplikacji nie jest kwestią bezpieczeństwa - przekonuje nasz rozmówca.

- Co więcej, byłoby to bardzo niewygodne. Można sobie wyobrazić, że ktoś z Wielkiej Brytanii przyjeżdża do Polski i automatycznie znika z jego smartfona aplikacja. Po powrocie do kraju musiałby instalować ją na nowo. To absurd - kończy programista.

internet, vpn, aplikacje, dns, uber, bloakada internetu, blokada aplikacji
Czytaj także
Polecane galerie
WWA
2017-10-26 11:36
Praca u partnera ubera też jest niezła - wszelkie koszty związane z samochodem są po jego stronie. Nie musisz się niczym przejmować tylko wsiadasz i zarabiasz ;)
nickname
2017-10-03 11:05
Wszędzie tylko podatki, opłaty, licencje... byle jak najwięcej kasy z ludzi zedrzeć...
brajaken
2017-10-03 10:59
Zawsze kiedy, wdrażane są innowacje to ujawniają się jakieś grupy przeciwników - to normalne. Trzeba jednak na sprawę ubera spojrzeć nieco bardziej globalnie - np. jako szansę dla ludzi, którzy do tej pory nie mieli możliwości dodatkowego zarobku, jako formę pobudzania przedsiębiorczości wśród ludzi, no i oczywiście jako czynnik zmuszający pozostałe podmioty na rynku, do zwrócenia większej uwagi na jakość i poziom świadczonych przez nich usług.
Pokaż wszystkie komentarze (47)