Ponad dwa lata temu Uber zaczął wprowadzać w Polsce tzw. system dynamicznej prowizji. Miało to zrekompensować kierowcom nieopłacalne kursy, np. takie, w których dojazd do klienta był długi, a sam kurs krótki. Firma miała wtedy pobierać niższą prowizję.
Jednak według doświadczeń kierowców i niezależnych badań algorytm miał zupełnie inny, ukryty cel: przykręcać śrubę kierowcom i testować, jak bardzo może zmniejszać ich wynagrodzenie - pisze gazeta.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Uber Polska odcina się od tych zarzutów. W przesłanym do "GW" oświadczeniu napisał: "Mimo że nie mieliśmy jeszcze możliwości zapoznania się z treścią pozwu, kategorycznie odrzucamy zarzuty Worker Info Exchange. Aplikacja Uber wykorzystuje informacje o przejeździe w czasie rzeczywistym - takie jak trasa, czas i cel podróży - do obliczania ceny kursu. Kierowcy widzą swoje wynagrodzenie oraz cel przejazdu przed podjęciem decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu zlecenia. Zdecydowana większość łącznej kwoty kursu ostatecznie trafia tam, gdzie powinna: do kieszeni kierowców, a procentowy udział firmy Uber w opłatach pasażerów pozostaje zasadniczo stabilny".
Komentarz Ubera odnosi się do badania "Not Even Nice Work If You Can Get It", przeprowadzonego przez Uniwersytet Oksfordzki i stowarzyszenie Worker Info Exchange, zajmujące się badaniami i analizą danych z rynku pracy na platformach. Prześwietlono w nim 1,5 mln przejazdów 258 kierowców z lat 2016-2024.
Z danych wynikło, że prowizja pobierana przez Ubera przestała być przejrzysta i wzrosła z 25 do 50 proc., Uber pobierał większą prowizję przy droższych kursach, czas oczekiwania na zlecenie (kierowca wtedy nie zarabia) wzrósł o godzinę tygodniowo od 2022 r., wzrosła nierówność wynagrodzenia wśród kierowców wykonujących porównywalną pracę - wskazuje "Gazeta Wyborcza".
źródło: PAP