Gdzie są pieniądze z podatków? "Potrzebujemy drugiego Balcerowicza"

Pytanie Doroty Gawryluk z Polsat News to, gdzie podziewają się publiczne pieniądze, wywołało ożywioną dyskusję. Marcin Materna z Banku Millennium wskazuje, że Sejm przez lata głównie zwiększał wydatki, a ulgę budżetowi może przynieść całkowicie nowy system podatkowo-składkowy. – Potrzebujemy obecnie nowego Balcerowicza czy Wilczka – mówi money.pl.

Marcin Materna (z prawej) uważa, że konieczna jest reforma finansów publicznych na miarę drugiego BalcerowiczaMarcin Materna (z prawej) uważa, że konieczna jest reforma finansów publicznych na miarę drugiego Balcerowicza
Źródło zdjęć: © AI, East News | Dawid Wolski, Piotr Kamionka Reporter, Quang Nguyen AFP • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Robert Kędzierski

Dziennikarka Dorota Gawryluk zastanawiała się na antenie Polsat News, dlaczego rząd Donalda Tuska ma kłopot ze spięciem budżetu na przyszły rok, skoro nie występują dziś sytuacje nadzwyczajne, takie jak pandemia COVID-19, i pytała swoich gości, gdzie podziewają się pieniądze.

Na platformie X odpowiedział jej m.in. dziennikarz TVN24 Konrad Piasecki, który wskazał na rozdęcie socjalu, wydatki zbrojeniowe oraz koszty obsługi długu. Ekonomista Rafał Mundry wyliczył z kolei, że w ciągu trzech lat wydatki wzrosły o 225 mld zł, a dochody podatkowe jedynie o 45 mld zł. Według jego zestawienia dotacje do ZUS, świadczenie wspierające, babciowe i czternastka pochłonęły dodatkowo 83 mld zł, ochrona zdrowia 37 mld zł, program Rodzina 800 plus 34 mld zł, obsługa długu 28 mld zł, obronność 23 mld zł, a podwyżki w oświacie 10 mld zł, co łącznie daje 216 mld zł. Mundry dodał, że podwyżka podatków oznaczałaby weto prezydenta Karola Nawrockiego.

Co rząd robi z pieniędzmi? Ekonomista dużego banku zabiera głos

O to, co dzieje się ze środkami z podatków, zapytaliśmy Marcina Maternę, dyrektora Biura Analiz Biura Maklerskiego Banku Millennium. Jego zdaniem w ostatnich latach parlament koncentrował się przede wszystkim na podnoszeniu wydatków, a znacznie mniej uwagi poświęcał stronie dochodowej.

Ostatnie lata to Sejm głównie zwiększał wydatki, niewiele poświęcał czasu zwiększaniu dochodów – mówi money.pl ekspert.

Wskazuje przede wszystkim na "socjal i jego waloryzacje, za którymi głosowały prawie wszystkie partie polityczne, zwiększenie dotacji do NFZ przy jednoczesnym utrzymaniu kosztowych – bowiem już wielomiliardowych – ulg w finansowaniu Funduszu przez JDG, trochę wydatków zbrojeniowych, różnego typu ulgi, np. wakacje od ZUS".

– Pamiętajmy, że nawet wakacje kredytowe, które kosztowały banki kilkanaście mld zł, to ubytek na CIT ok. 2 mld – tyle de facto kosztowało budżet w postaci niższych dochodów zasponsorowanie rat wybranej grupie kredytobiorców, czy nawet ostatnie pomysły typu sfinansowanie składek artystów – wylicza Materna.

Kredyt, odsetki i rosnący deficyt

Analityk ocenia, że działania po stronie przychodów miały marginalne znaczenie, a sposób finansowania nowych wydatków dodatkowo obciążył finanse państwa. – Podatek cukrowy czy niewielki wzrost akcyzy na alkohol były jedynie kroplą w morzu potrzeb. Ponieważ te wydatki były finansowane kredytem, nie dość, że wzrósł w tym czasie dług publiczny, to jeszcze od tych pożyczek pojawiły się odsetki, co dołożyło do deficytu – tłumaczy.

Materna odnosi się również do tempa wzrostu gospodarczego, które, jego zdaniem, w dużej mierze wynika z transferów budżetowych.

Chwalimy się dużym wzrostem gospodarczym, jednak to głównie skutek ogromnego stymulowania konsumpcji transferami z budżetu – a i tu pamiętajmy, że wydajemy dodatkowo 7 proc. rocznie, aby utrzymać wzrost 3–4 proc. – na dłuższą metę to niestety się nie zepnie – zaznacza.

Mało przestrzeni na cięcia

Ekspert zwraca uwagę, że obecnie trudno o pole do manewru zarówno po stronie podatków, jak i świadczeń emerytalnych. – Obecnie nie za bardzo jest przestrzeń do zwiększania podatków czy – np. poprzez podwyższenie wieku emerytalnego – ograniczenia wydatków tu na emerytury – mówi.

Jak wyjaśnia, przeszkodą są liczne wyjątki od powszechnych zasad, które budzą sprzeciw części społeczeństwa, a jednocześnie mają silne wsparcie polityczne.

Przy istnieniu wielu wyłomów z powszechnego systemu, na podwyższenie np. podatku PIT dla pracowników przy zachowaniu ulg dla przedsiębiorców albo zwiększenie wieku emerytalnego przy utrzymaniu preferencyjnych systemów branżowych nie będzie po prostu zgody – i moim zdaniem w 100 proc. słusznie. Jednocześnie same te ulgi i przywileje mają mocnych obrońców w Sejmie, więc nie widać szans na ich zlikwidowanie – podkreśla.

VAT, jednolita danina i sprzedaż majątku

Analityk Banku Millennium przedstawia możliwe rozwiązania. Jako pierwsze wymienia zmiany w podatku od towarów i usług. – Ratunkiem – bo prędzej czy później trzeba będzie się ratować – moim zdaniem będzie zwiększenie podatku VAT o kolejne pp. – lub – co może byłoby nawet lepszym wyjściem i łatwiejszym do przeprowadzenia – wprowadzenie jednej stawki, niższej niż obecna najwyższa 23 proc., ale tak skalibrowanej, aby dochody budżetowe znacząco wzrosły po tej operacji – wskazuje.

Drugą propozycją jest zastąpienie podatku i składek jedną opłatą, która pozwoliłaby przy okazji wyeliminować część obecnych preferencji. – Inny pomysł – być może wart przeprowadzenia jednocześnie z opisanym – to jednolita danina, zastępująca podatek i składki – dla wszystkich w tej samej wysokości z uwzględnieniem podatku na NFZ czy składki ZUS, także tak ustawiona, aby dać większe dochody budżetowe niż obecne. Ten drugi krok pozwoliłby też jednym ruchem zlikwidować wiele obecnych ulg czy przywilejów (typu 0 proc. PIT dla rolników) – mówi.

Ekspert nie wierzy w skuteczność stopniowego ograniczania deficytu drobnymi korektami. – Raczej nie widzę innej możliwości, bo plan zmniejszenia deficytu drogą małych kroków – tu korekta stawki na plus 1 mld dla budżetu, tu zmiana na 2 mld – nie sprawdzi się. Albo nie wszystkie z przyczyn politycznych zostaną wprowadzone, albo politycy przed wyborami – tymi lub kolejnymi – zatrzymają się w połowie drogi czy po prostu stchórzą przed jedną czy drugą – dość niewielką w skali społeczeństwa, ale za to głośną czy palącą opony – grupą społeczną – argumentuje.

Zwiększyć dochód, przeprowadzić reformę

Jego zdaniem przy braku woli cięcia wydatków jedyną drogą pozostaje poprawa dochodów państwa. – Realnie – przy braku chęci (i realnych politycznie możliwości) do cięcia wydatków (głównie socjalnych, ale nie wyobrażam sobie też obniżenia znaczącego wydatków na zdrowie czy waloryzacje emerytur) – jedynie poprawa strony przychodowej może przynieść ulgę budżetowi, a tego niestety nie da się zrobić bez przygotowania całkowicie nowego systemu podatkowo-składkowego – ocenia.

Materna wymienia także prywatyzację jako jedno z narzędzi, które mogłyby wesprzeć finanse publiczne. – Pomogłaby też sprzedaż części majątku publicznego, w tym udziałów w niepotrzebnie państwowych czy z dużym udziałem SP spółkach. Oczywiście zwiększyłoby to udział podatków w PKB, ale plusem byłby prostszy system oraz obniżenie deficytu – mówi.

Analityk przyznaje, że oczekiwał głębokich reform po zmianie władzy. – Osobiście liczyłem, że gruntowne zmiany po 8 latach – łagodnie mówiąc, niezbyt przemyślanych pod tym względem – zostaną przeprowadzone po wyborach w 2023 r.; niestety tak się nie stało. Słowem – potrzebujemy obecnie nowego Balcerowicza czy Wilczka. Dodam, potrzebujemy pilnie – podkreśla Marcin Materna.

Wybrane dla Ciebie