Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Cały świat czekał na posiedzenie FOMC (Federalny Komitet Otwartego Rynku), który to komitet decydował 16 września o poziomie stóp procentowych w USA. Przed decyzją prawdopodobieństwo podwyżki stóp rynki oceniały na ponad 90 proc. I rzeczywiście podwyżka miała miejsce. FOMC podniósł stopy procentowe o 25 pb (3,75–4,00 proc.). Była to pierwsza taka decyzja od trzech lat.
Bardzo ważne było to, że decyzja była jednogłośna. Przypominam, że po lipcowym posiedzeniu (w sierpniu nie było posiedzenia) decyzja o braku podwyżki była podjęta stosunkiem głosów 9:3. Z tego wynika, że również Kevin Warsh, prezes Fed, głosował za podwyżką. Sprzeciwił się w ten sposób prezydentowi Trumpowi, który niedawno wzywał "amerykańskich patriotów", żeby obniżyli stopy procentowe.
Nawiasem mówiąc, w historii FOMC nie było przypadku przegłosowania szefa Fed podczas oficjalnego głosowania (były dwa przypadki przy wstępnym głosowaniu), co mogło utrudnić podjęcie decyzji.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Kolejna podwyżka w październiku?
Niemniej istotne było to, że na "wykresie kropkowym" pokazującym poglądy członków FOMC (prezes konsekwentnie odmawia uczestniczenia w tych prognozach) na dalsze decyzje tego gremium widać było potężną przewagę prognoz mówiących o jeszcze jednej podwyżce w tym roku. Rynek zakłada, że z 50 proc. prawdopodobieństwem taka podwyżka mogłaby mieć miejsce 28 października, ale ja w to wątpię – podwyżka na dwa tygodnie przed wyborami do Kongresu? To prawie jak prowokacja w stosunku do Donalda Trumpa. W listopadzie posiedzenia nie ma, więc jeśli stopy miałyby w tym roku wzrosnąć to dopiero 9 grudnia.
Wysoka inflacja w USA
Interesujące były powody, dla których stopy wzrosły. Oczywiście w komunikacie i konferencji Warsha na pierwszy plan wysuwała się wysoka i długo utrzymująca się inflacja. Mam z tym pewien problem. Co prawda inflacja CPI jest w USA na poziomie 3,4 proc., ale inflacja bazowa nie rośnie i wynosi 2,4 proc. Czyżby Fed usiłował wpłynąć na cenę ropy?
To żart, bo oczywiście tego zrobić nie jest w stanie. Kevin Warsh już podczas sympozjum Fed w Jackson Hole w końcu sierpnia powiedział, że dla FOMC najważniejszy jest inny wskaźnik inflacji – PCE, czyli inflacja w wydatkach osobistych Amerykanów. Ona rzeczywiście jest wysoka (3,7 proc.), a Warsh chce ją widzieć na poziomie 2 proc. Tyle tylko, że w niej też jest przecież potężny udział drożejących paliw.
Jako powód do podwyżki inflacja PCE doskonale się nadawała, ale ukrytym celem Fed było zmniejszenie oczekiwań inflacyjnych, które podnosiły rentowności długoterminowych obligacji (10- i 30-letnich) do poziomów niewidzianych od 19 lat.
Podwyżki mają pokazać, że Fed panuje nad sytuacją i nie da się rozpędzić inflacji. To ważne też dla wielu krajów, w tym i Polski, bo taki wzrost rentowności obligacji USA automatycznie podnosił też rentowności obligacji Japonii, Niemiec, Polski itd.
Kompletna abberacja
Wiemy już, co Fed zrobi i co zrobił. Dla inwestorów ważne jest, jak zareagowały rynki. Przed posiedzeniem mieliśmy paradoksalną sytuację. Po tym, jak Christopher Waller, wiceszef Fed, zasugerował 4 września, że może zagłosować za niezmienieniem stóp, to indeksy mocno wzrosły (z czego wtedy się śmiałem). Tydzień później dane o inflacji CPI, nieodbiegające od oczekiwań, podobno potężnie zwiększyły prawdopodobieństwo podwyżki stóp w nadchodzącym tygodniu. Efektem był też spory wzrost indeksów. Dwa krańcowo różne oczekiwania i taka sama reakcja. Kompletna aberracja.
Z napięciem czekano więc na wyjaśnienie, czyli na realny ruch indeksów, walut i obligacji po oczekiwanej przecież decyzji. Konferencja Kevina Warsha nie wniosła nic nowego do obrazu sytuacji. Coraz bardziej oczywiste staje się, że wsłuchiwanie się w słowa Warsha jest jałowym zajęciem, bo przecież upiera się on, że nie będzie mówił o prognozach. W dużym skrócie jednak można powiedzieć, że Warsh uważa, iż rynek pracy jest w dobrej formie, inflacja za długo jest podwyższona i jej obniżenie jest celem FOMC. Naprawdę wiele więcej w tej konferencji nie było.
Oczywista reakcja dolara
Reakcja rynków była dość dziwna, ale od razu uprzedzę, że zdecydowanie nie postawiono kropki nad "i", bo, jak zawsze przypominam, prawdziwą reakcję poznajemy następnego dnia. Około 90 minut do końca sesji – po zakończeniu konferencji prezesa Fed – to za mało, żeby inwestorzy dokładnie przeanalizowali sytuację.
Dość oczywista była reakcja rynku walutowego. Skoro mniejsza część rynków oczekiwała tak mocnego i "jastrzębiego" głosu z Fed (mówię o "wykresie kropkowym"), czyli zapowiedzi kolejnej podwyżki w tym roku, to dolar musiał się umocnić, co oczywiście u nas pociągnęło za sobą spore osłabienie złotego. Ta tendencja może się utrwalić, o ile dane makro nie podważą wiary w kolejną podwyżkę stóp lub Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, nie wyskoczy znowu z interwencjami na rynku obligacji.
Indeksy giełdowe parę razy zmieniały kierunek podczas konferencji Warsha, ale przeważyła podaż i zakończyły dzień spadkiem. Sięgał on blisko 0,8 proc., ale w końcówce straty zostały ograniczone do okolic pół procenta. To sygnalizowało, że następnego dnia obóz byków najpewniej uderzy z dużą siłą. Rano w czwartek, kiedy pisałem ten tekst, zachowanie kontraktów na indeksy pokazywało, że tak właśnie rozpocznie się sesja. Dwie podwyżki w tym roku najpewniej rynkowi akcji nie zaszkodzą.
Rentowności obligacji w górę
Na koniec to, co najważniejsze, czyli zachowanie rynku obligacji. Reakcja tego rynku na decyzję FOMC i konferencję prezesa była co najmniej niezadowalająca. Mocno wzrosły rentowności obligacji dwuletnich (4,75 proc.) i to dziwić nie powinno, bo to skutek zapowiedzi kolejnej podwyżki stóp. Jednak wzrosła też rentowność obligacji 10-letnich (5,03 proc., czyli najwyżej od 19 lat), a rentowność obligacji 30-letnich spadła kosmetycznie. To sygnalizowało, że decyzje FOMC nie zmniejszają oczekiwań inflacyjnych.
Wrażenie to pogłębiała mocno taniejąca ropa (ponad 3,5 proc.), co przecież zawsze obniżało rentowność obligacji. Saudi Aramco pracuje nad obejściem uszkodzonego odcinka trasy Wschód-Zachód, dążąc do przywrócenia około połowy przepustowości w ciągu kilku dni i pełnej sprawności rurociągu w czasie około sześciu tygodni, a tymczasem szuka drogi obejścia przez Oman. Sam spadek ceny ropy powinien był obniżyć rentowność obligacji, ale tak się nie stało.
Co dzieje się w czwartek
Dochodzimy teraz do czwartkowej reakcji rynków na decyzje FOMC. O poranku kontrakty na indeks rosły tyle, ile w środę indeksy spadły, rentowności obligacji spadały (bardzo umiarkowanie), ale nadal taniejąca ropa pomagała w tym ruchu, więc niejako maskowała reakcję na decyzję Fed.
Wstępnie zakładam, że tylko rynek walutowy będzie dotknięty w krótkim terminie wynikiem posiedzenia FOMC. Rynek akcji szybko o posiedzeniu zapomni. Na rynek obligacji najbardziej będą wpływały kolejne dane makro i cena ropy. Donald Trump znowu zapowiada szybkie porozumienie z Iranem – wiem, że to jest już śmieszne, ale zawsze jest możliwe, że tym razem ma rację.
I na koniec uwaga. Im niższa rentowność obligacji, tym oczywiście lepiej. W lutym, przed tą bezsensowną wojną z Iranem, rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji utrzymywała się tuż pod poziomem 5 proc., niedawno wzrosła nawet do 6,5 proc. Z tego wniosek, że za pożyczenie jednego miliarda złotych trzeba by było zapłacić o 15 mln zł rocznie więcej niż w lutym. Przy naszym deficycie budżetowym w okolicach 280 mld złotych to 4,2 mld rocznie – tyle, ile potrzeba na program "CPN" do końca roku…
Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.