To stałoby się w Polsce, "gdyby nie wojna". Mówią o zaskoczeniu

Katarzyna Kalus
PKBGdyby nie wojna nie dziwiłyby rewizje w górę prognoz naszego wzrostu PKB, nawet powyżej 4 proc. - oceniają eksperci
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, GETTY | Andrzej Iwanczuk • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Ekonomiści EY szacują, że konflikt na Bliskim Wschodzie może łącznie obniżyć realny wzrost PKB Polski do 2027 r. o ok. 0,5 pkt proc. Mimo szoku energetycznego dane z gospodarki pokazują jednak sporą odporność. Gdyby nie wojna, nie dziwiłyby rewizje w górę prognoz naszego wzrostu PKB, nawet powyżej 4 proc. – czytamy w "Rzeczpospolitej".

W drugim kwartale polski PKB wzrósł o 3,9 proc. rok do roku, co potwierdza tezę, że gospodarka radzi sobie mimo wyższych cen ropy i gazu. Eksperci EY szacują, że skumulowany wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie (biorący pod uwagę nie tylko wzrost cen ropy, ale i pozostałe zjawiska wywołane przez tę wojnę – red.) na realny wzrost PKB Polski do 2027 r. to 0,5 pkt proc. Oceniają, że nawet niekorzystny scenariusz cen ropy w 2027 r. oznaczałby ubytek prognozy wzrostu "tylko" o ok. 0,2 pkt proc.

Średnia prognoz ekonomistów na 2026 r. na początku roku oscylowała wokół 3,7–3,8 proc. i po upływie większości roku wciąż pozostaje blisko 3,7 proc. Ekonomiści Pekao ocenili, że "gdyby nie szok naftowy i wyhamowanie konsumpcji prywatnej, wzrost PKB w Polsce o 4 proc. byłby w tym roku bardzo prawdopodobnym scenariuszem".


WIDEO
Na emeryturę zmienili dom. Na tym zaoszczędzili tysiące

Gdyby nie wojna, to prawdopodobnie szacunki wzrostu PKB na poziomie 4-4,5 proc. w tym roku nikogo by nie dziwiły. Moglibyśmy mieć bardzo duże, pozytywne zaskoczenie – ocenia w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.

– Gdyby nie eskalacja wojny, myślelibyśmy o podnoszeniu prognoz wzrostu PKB nie tylko na ten rok, ale może i na przyszły – dodaje Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Erste Bank Polska.

Jak czytamy w dzienniku, ryzyko pozostaje po stronie inflacji. Przy utrzymujących się wysokich cenach surowców, możliwych podwyżkach taryf na prąd i gaz oraz droższej żywności związanej m.in. z kosztami nawozów, ekonomiści wskazują, że inflacja na poziomie 5-5,5 proc. nie byłaby scenariuszem skrajnym.

Jednym z filarów odporności są inwestycje. W drugim kwartale nakłady inwestycyjne firm zatrudniających ponad 50 pracowników wzrosły o blisko 19 proc. rok do roku. W tle widać zarówno znaczenie środków unijnych i wydatków publicznych, jak i sygnały ożywienia po stronie przedsiębiorstw.

Mocno wygląda także eksport: w drugim kwartale urósł o 10,8 proc. rok do roku, pierwszy raz od 2022 r. w tempie dwucyfrowym. W danych pojawiają się też pierwsze sygnały, że na polski przemysł zaczyna oddziaływać pakiet fiskalny z Niemiec – informuje "Rzeczpospolita".

Najbardziej namacalnych efektów konfliktu można szukać w konsumpcji prywatnej, ale i tu trudno mówić o szoku. W drugim kwartale konsumpcja prywatna wzrosła o 2,8 proc. rok do roku, mniej niż ok. 3,3 proc. zakładane na początku roku. Dodatkowo szacuje się, że przy innych cenach paliw od marca kierowcy zostawiliby na stacjach o ok. 20 mld zł mniej. Jednocześnie rośnie niepewność co do stóp: stopa referencyjna wynosi dziś 3,75 proc., a po eskalacji w Zatoce bardziej prawdopodobna od obniżki stała się podwyżka.

Źródło: "Rzeczpospolita"

Wybrane dla Ciebie