Polacy już się nasycili? Wydatki nie idą w parze z dochodami [ANALIZA]

Rosnące szybko dochody konsumentów przełożyły się wyraźnie na ich nastroje, które są najlepsze od lat, ale już nie na ich wydatki. Tej rozbieżności nie tłumaczy tylko wzrost skłonności Polaków do oszczędzania. Popyt konsumpcyjny tłumią tendencje demograficzne oraz rosnące nierówności dochodowe.

 Wydatki a nastroje konsumpcyjne. U Polaków widać rozbieżności
Źródło zdjęć: © East News | Albin Marciniak, Bartlomiej Magierowski, ZipZapic.com
Grzegorz Siemionczyk

Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych w I kwartale tego roku zwiększyły się realnie (czyli licząc w cenach stałych) o 3,3 proc. rok do roku. Pod tym względem początek 2026 r. był tak zwyczajny, jak to tylko możliwe. Dokładnie takie było bowiem średnie tempo wzrostu konsumpcji w Polsce w minionych 20 latach.

Mimo to wynik ten, opublikowany przez GUS na początku czerwca, ekonomiści przyjęli z niedowierzaniem. Wielu z nich sądziło, że wzrost popytu konsumpcyjnego przyspieszył w porównaniu do końcówki 2025 r., gdy wyniósł 4,3 proc. rok do roku. Skrajne szacunki wskazywały na zwyżkę o ponad 5 proc. rok do roku, a pesymiści spodziewali się spowolnienia wzrostu konsumpcji do niespełna 4 proc. rok do roku.

Za takimi prognozami stało m.in. przekonanie, że gospodarstwa domowe zakończyły już odbudowę oszczędności, których siłę nabywczą podkopał szok inflacyjny z minionych lat.

Ile powinien zarabiać partner? "tak około 15 tys. złotych"

Jak pisaliśmy niedawno w money.pl, na koniec minionego roku realna wartość samych tylko finansowych aktywów Polaków była już o 5 proc. powyżej poprzedniego rekordu. To miało skłonić konsumentów do zmniejszenia stopy oszczędzania, co pozwoliłoby podtrzymać wzrost wydatków konsumpcyjnych nawet w warunkach wolniejszego wzrostu dochodów (w I kwartale przeciętne wynagrodzenie brutto w Polsce zwiększyło się realnie o 4,3 proc. rok do roku, najmniej od ponad dwóch lat, podczas gdy w 2025 r. rosło średnio w tempie 5,1 proc. rok do roku).

Konsumenci w szampańskich nastrojach

Wyniki sprzedaży detalicznej towarów z pierwszych miesięcy tego roku uwiarygadniały ten scenariusz. W I kwartale 2026 r. realna dynamika sprzedaży wynosiła średnio 6 proc. rok do roku, najwięcej od połowy 2022 r., w porównaniu do 4,6 proc. w IV kwartale 2025 r. Do przyspieszenia obrotów w handlu przyczynił się układ kalendarza (wcześniejsze niż rok wcześniej wydatki przed Wielkanocą), a także atak USA i Izraela na Iran, który przejściowo zwiększył popyt na paliwa na fali obaw, że może ich zabraknąć. Ale w danych tych można było również dostrzec mniejszą skłonność konsumentów do oszczędzania, a większą do wydatków.

Motorem wzrostu sprzedaży, poza paliwami, były dobra trwałego użytku, jak meble i sprzęt RTV i AGD, oraz półtrwałego użytku, jak odzież i obuwie, a nie towary pierwszej potrzeby. Współgrało to z wyraźną poprawą nastrojów konsumentów na przełomie 2025 i 2026 r.

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej (BWUK), który odzwierciedla oceny i oczekiwania gospodarstw domowych dotyczące ich sytuacji finansowej oraz stanu gospodarki, w I kwartale wynosił średnio -10,3 pkt., praktycznie tyle samo co w poprzednim kwartale, pomimo sporego spadku w marcu, gdy nasiliły się obawy inflacyjne. Choć konsekwentnie ujemne odczyty tego wskaźnika oznaczały teoretycznie, że więcej konsumentów raportowało pogorszenie swojej sytuacji i jej perspektyw niż poprawę, w praktyce świadczyły o znaczącej poprawie nastrojów Polaków. Średnio w minionych 20 latach BWUK wynosił -16 pkt, a wyżej niż w ostatnich dwóch kwartałach był poprzednio na początku 2020 r., tuż przed pandemią Covid-19.

Konsumpcja w Polsce rośnie wolniej niż sugerowałaby poprawa nast
Konsumpcja w Polsce rośnie wolniej niż sugerowałaby poprawa nastrojów konsumentów © money.pl | Grzegorz Siemionczyk

Co więcej, poprawa nastrojów konsumentów na przełomie 2025 i 2026 r. była zbliżona do tych, które poprzedzały wcześniejsze boomy konsumpcyjne, np. z lat 2007-2008 i z lat 2017-2018. Dotyczy to w szczególności kluczowej składowej BWUK, która wyraża skłonność konsumentów do dużych wydatków. W I kwartale jej wartość oscylowała wokół -3,7 pkt., podobnie jak kwartał wcześniej (w porównaniu do długoterminowej średniej na poziomie -10,3 pkt.). Jej zwyżki rok do roku dochodziły w tym okresie do 11 pkt. Pomijając gwałtowne odbicia po kryzysowych załamaniach nastrojów, skłonność Polaków do ważnych zakupów poprzednio rosła tak mocno właśnie w 2017 r., który zakończył się wzrostem wydatków konsumpcyjnych nad Wisłą o 6,1 proc.

Portfele pełne, ale zamknięte

Tym razem poprawa nastrojów gospodarstw domowych, związana ze wzrostem ich dochodów i majątków, nie miała takiego przełożenia na popyt konsumpcyjny. W 10 kwartałach z przeszłości, w których BWUK był najbardziej zbliżony do poziomu z I kwartału 2026 r. (wynosił od -12,5 pkt do -7,5 pkt), konsumpcja w Polsce realnie rosła średnio o 4,4 proc. rok do roku. Tylko w jednym przypadku zwiększyła się mniej niż w minionym kwartale. Jednocześnie w tych 10 kwartałach realna dynamika sprzedaży detalicznej towarów była średnio niemal taka jak ostatnio (6,1 proc.).

Nietypową słabość popytu konsumpcyjnego widać jeszcze wyraźniej, gdy zestawi się ją ze skłonnością Polaków do dokonywania dużych wydatków. W 10 kwartałach z przeszłości, w których ta składowa BWUK była najbliższa jej ostatniej wartości (znajdowała się między -6,7 a 0,7 pkt), popyt konsumpcyjny rósł średnio o 4,7 proc. rok do roku.

Firmy handlowe nie odnotowały takiego wzrostu sprzedaży, jaki
Firmy handlowe nie odnotowały takiego wzrostu sprzedaży, na jaki wskazywała poprawa nastrojów konsumentów © money.pl | Grzegorz Siemionczyk

Skutki słabszego niż w przeszłości w podobnych okolicznościach wzrostu konsumpcji zauważyć można również w sektorze handlowym. Ogólny wskaźnik koniunktury wśród przedsiębiorstw trudniących się handlem detalicznym w I kwartale wynosił -2 pkt, co było wynikiem zbliżonym do długoterminowej średniej i nieco wyższym niż w ostatnich miesiącach 2025 r. Ale jego składowa wyrażająca oceny bieżącej sprzedaży mocno zmalała, z -0,5 do -6,2 pkt, oddalając się od historycznej normy (-2,1 pkt). Rozbieżność tę można tłumaczyć tak, że korzystne dla działalności handlowej tendencje w gospodarce, dostrzegane przez sprzedawców, miały rozczarowujące przełożenie na ich bieżące wyniki.

Konsumentów w Polsce systematycznie ubywa

Dlaczego poprawa nastrojów konsumentów nie pociągnęła za sobą takiego wzrostu popytu jak w przeszłości? Bezpośrednim wyjaśnieniem tej zagadki jest to, że – wbrew oczekiwaniom ekonomistów - skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania nie zmalała. Przeciwnie, w świetle badań koniunktury konsumenckiej GUS w I kwartale była ona wyższa niż kiedykolwiek wcześniej. Jej wskaźnik wyniósł -0,8 pkt, w porównaniu do -1,8 pkt w IV kwartale i -30,5 pkt średnio w poprzednich 20 latach.

Tyle że to wyjaśnienie prowokuje kolejne pytania. Dlaczego Polacy nie zdecydowali się na tzw. wygładzenie konsumpcji, tzn. zmniejszenie stopy oszczędzania, aby podtrzymać wzrost wydatków w warunkach hamującego wzrostu dochodów? Czy zrobią to w najbliższych kwartałach, dzięki czemu rozbieżność między nastrojami konsumentów a popytem konsumpcyjnym okaże się tylko przejściowa?

W pierwszych dwóch miesiącach II kwartału wskaźnik skłonności do oszczędzania wynosił średnio -2,7 pkt, czyli nieco mniej niż w poprzednich dwóch kwartałach, ale wciąż więcej niż wcześniej w historii badań koniunktury konsumenckiej. Jednocześnie wskaźnik skłonności do dużych wydatków minimalnie wzrósł (do -3,4 pkt z -3,7 pkt w I kwartale). To nie są zmiany, które mogłyby zapowiadać przyspieszenie wzrostu konsumpcji w sytuacji, gdy wzrost siły nabywczej płac wciąż hamuje.

Poprawa sytuacji materialnej Polaków w coraz większym stopniu przejawia się wzrostem oszczędności niż wydatków
Poprawa sytuacji materialnej Polaków w coraz większym stopniu przejawia się wzrostem oszczędności niż wydatków © money.pl | Grzegorz Siemionczyk

Istnieją też dobre powody, aby sądzić, że i w dalszej przyszłości popyt konsumpcyjny nad Wisłą nie będzie co do zasady rósł tak mocno, jak dawniej w okresach wyraźnej poprawy sytuacji materialnej gospodarstw domowych i ich nastrojów. Najważniejszym z nich są tendencje demograficzne.

W Polsce wraz z kurczeniem się populacji systematycznie ubywa konsumentów. To spowalnia wzrost całkowitego popytu konsumpcyjnego sektora gospodarstw domowych relatywnie do popytu w przeliczeniu na osobę. Miniony kwartał był już 12. z rzędu, gdy spożycie per capita rosło szybciej niż spożycie ogółem (średnio o 0,4 pkt proc.). Przed pandemią Covid-19, która przyspieszyła spadek populacji, obie miary konsumpcji przez kilkanaście lat rosły w zbliżonym tempie. Rozbieżności utrzymywały się maksymalnie przez cztery kwartały i były później niwelowane.

Zmiany demograficzne, które hamują wzrost konsumpcji całego sektora gospodarstw domowych, nie mają bezpośredniego wpływu na wskaźniki nastrojów konsumentów. Te malują obraz uśredniony, niezależny od liczebności populacji. Wahania nastrojów będą więc siłą rzeczy miały większe przełożenie na spożycie per capita niż na spożycie ogółem.

Polacy oszczędzają, wydaje rząd

Ale tendencje demograficzne mogą sprawić, że konsumpcja w przeliczeniu na osobę też będzie rosła wolniej niż w przeszłości w podobnych okolicznościach. Populacja Polski nie tylko się kurczy, ale też starzeje. To oznacza, że osób, które mają największe potrzeby konsumpcyjne, ubywa szybciej niż ogółu mieszkańców kraju. Co więcej, część potrzeb konsumpcyjnych starszej części społeczeństwa, np. związanych z ochroną zdrowia, zaspokaja sektor publiczny. Starzenie się ludności Polski sprawia więc, że część spożycia prywatnego zamienia się w spożycie publiczne. Ta składowa popytu krajowego od kilku lat rośnie istotnie szybciej niż konsumpcja w sektorze prywatnym (w I kwartale wzrosła o 6 proc. rok do roku).

Jeszcze innym zjawiskiem, które może tłumić wzrost popytu konsumpcyjnego nad Wisłą, są rosnące ostatnio nierówności dochodowe. Według ostatniego Badania Budżetów Gospodarstw Domowych, którego wyniki opisywaliśmy kilka dni temu, w 2025 r. w gospodarstwach 20 proc. osób znajdujących się w najlepszej sytuacji dochodowej skumulowanych było 39,4 proc. ogółu dochodów, w porównaniu do 38,2 proc. rok wcześniej. Na gospodarstwa domowe 20 proc. osób, które były w najgorszej sytuacji dochodowej, przypadało zaledwie 6,8 proc. ogółu dochodów, w porównaniu do 7,2 proc. w 2024 r.

To ma istotne przełożenie na wzorce konsumpcji i oszczędzania. W tej pierwszej grupie gospodarstw domowych wydatki pochłaniają średnio zaledwie 46,5 proc. dochodu rozporządzalnego (czyli po odprowadzeniu składek na ubezpieczenia społeczne i większości podatków) w porównaniu do 57,6 proc. średnio w Polsce. Zwiększające się nierówności dochodowe automatycznie podwyższają więc (przy innych warunkach niezmienionych) stopę oszczędzania i osłabiają przełożenie wzrostu przeciętnych dochodów na wydatki konsumpcyjne.

Ten czynnik, w odróżnieniu od zmian demograficznych, nie musi być trwały. Jego znaczenie dla popytu konsumpcyjnego będzie w dużej mierze zależało od decyzji rządu odnośnie do podwyżek płacy minimalnej, waloryzacji świadczeń społecznych oraz zmian obciążeń podatkowych. W poprzednich latach wypadkową tych decyzji był spadek nierówności dochodowych nad Wisłą. Ich wzrost w 2025 r. był dopiero pierwszym od 2021 r.

Wybrane dla Ciebie