Ropa i gaz mocno w górę. Inflacja też? Ekonomista: ryzyko rośnie

Ceny gazu są najwyższe od trzech lat, a ropa naftowa przekroczyła granicę 100 dolarów za baryłkę. Czy rosnące koszty energii "rozleją się" teraz po całej gospodarce? – Ryzyko takiego scenariusza rośnie, ale jest też kilka barier, które ograniczą skalę podwyżek – mówi money.pl Rafał Benecki z ING Banku Śląskiego.

Ropa i gaz mocno w górę. Inflacja też? Ekonomista: ryzyko rośnieRopa i gaz mocno w górę. Inflacja też? Rafał Benecki: ryzyko rośnie
Źródło zdjęć: © LinkedIn, NurPhoto via Getty Images | Jakub Porzycki, Rafał Benecki, ZipZapic.com
Tomasz Setta

W trakcie poprzednich kryzysów energetycznych w latach 2021-2023 tak wysokie koszty surowców przekładały się w Polsce na szybko rosnącą inflację. Ekonomiści mówią w takiej sytuacji o tak zwanych "efektach drugiej rundy", kiedy przedsiębiorcy prędzej czy później przerzucają wyższe koszty produkcji na konsumentów. Czy grozi nam dziś powtórka z historii?


DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


– Ryzyko wystąpienia efektów tzw. drugiej rundy rośnie z każdym miesiącem przedłużania się konfliktu na Bliskim Wschodzie – ocenia w rozmowie z money.pl Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Pamiętajmy jednak, że jesteśmy dziś w zupełnie innej sytuacji niż jeszcze kilka lat temu, kiedy byliśmy świadkami skutków pandemii COVID-19 i wojny w Ukrainie – dodaje ekspert. 

Pierwsza podstawowa różnica: nie mamy dziś "helicopter money", czyli dużych wydatków publicznych, jak w trakcie pandemii. Wtedy takie programy wsparcia dla firm i obywateli były bardzo hojne, ich wartość w największych europejskich gospodarkach przekraczała poziom 10 proc. PKB – tłumaczy Rafał Benecki.

– Po drugie: podwyżki pensji minimalnej wynoszą w Polsce teraz kilka procent. To o wiele mniej niż jeszcze kilka lat temu. Nie ma też dużych podwyżek wynagrodzeń w sektorze publicznym. To racjonalne, rozsądne decyzje – wylicza ekonomista.

Wyższe ceny? Firmy mają niewielkie pole manewru

Jak podkreśla, nie bez znaczenia jest również pewien sentyment, który wpływa na zachowania gospodarstw domowych. – Nasze ostatnie badania pokazują, że ponad 70 proc. Polaków posiada oszczędności. To bardzo wysoki wskaźnik i kolejna bariera dla wystąpienia efektów drugiej rundy – zaznacza nasz rozmówca (posiadanie oszczędności oznacza m.in., że gdy ceny rosną, ludzie nie muszą natychmiast prosić o podwyżkę, co pomaga w uniknięciu nakręcania się spirali płacowo-cenowej - przyp. red.). 

Wszystkie te okoliczności powodują, że przedsiębiorcom będzie teraz trudniej podnosić ceny niż w trakcie poprzednich kryzysów energetycznych. Zresztą pokazała to już pierwsza faza wojny na Bliskim Wschodzie, kiedy takie efekty nie wystąpiły, bo mechanizmy, które dziś działają, są zupełnie inne niż jeszcze kilka lat temu – wyjaśnia w rozmowie z money.pl Rafał Benecki.

Nie oznacza to, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy konsumenci nie zobaczą żadnych zmian w kosztach codziennego życia. Z powodu zwyżek na światowych rynkach ceny nośników energii, czyli paliw czy prądu, prawdopodobnie będą rosły. Ale już pozostałe produkty i usługi nie powinny znacząco drożeć, tak jak przy okazji poprzednich kryzysów.

– Oczywiście, firmy nie będą w nieskończoność finansować rosnących kosztów z obecnych marż, ale ich pole manewru do ewentualnych podwyżek cen jest dziś wyraźnie ograniczone – dodaje ekonomista. 

"Przerzucanie kosztów na klientów dużo mniej realne"

W sierpniu inflacja w Polsce wzrosła do 3,4 proc. w skali roku - wynika z na razie wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego. Dla porównania w lipcu średnie tempo wzrostu cen wynosiło 3 proc.

Jeśli ceny ropy naftowej na światowych rynkach będą rosły przez dłuższy czas, to jest ryzyko, że inflacja konsumencka CPI w Polsce znajdzie się w okolicach 4 proc. – mówi nam Rafał Benecki. – Niestety, obserwujemy w tej chwili kolejny rozdział wojny w Iranie, który może prowadzić do problemów podażowych. Pojawiają się pytania dotyczące żeglowności Morza Czerwonego. W tym samym czasie swoje zapasy energetyczne odbudowują Chiny – dodaje nasz rozmówca.

Wszystko to oznacza, że dostępnych surowców będzie po prostu za mało i tu widzę pewne obawy. Mimo wszystko przerzucanie tych kosztów na klientów w Polsce jest dziś moim zdaniem dużo mniej realne niż w trakcie pandemii czy po wybuchu wojny w Ukrainie – ocenia w rozmowie z money.pl główny ekonomista banku ING.

Stopy procentowe na razie w miejscu

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała w środę, że stopy procentowe pozostaną w Polsce na dotychczasowym poziomie. Szef Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński mówił w czwartek, że "nie zanosi się prędko na jakieś zmiany". – Stopy procentowe będą przez dłuższy czas, do końca roku, do połowy przyszłego roku, stabilne – zapewniał w trakcie konferencji prasowej prezes NBP.

W tym samym czasie Europejski Bank Centralny już po raz drugi w tym roku podniósł koszt pieniądza w strefie euro o 25 punktów bazowych. – Konflikt na Bliskim Wschodzie oraz ostatnie wydarzenia związane z nieuzasadnioną wojną Rosji przeciwko Ukrainie spowodowały dalszy wzrost ścieżki cen energii. Prawdopodobnie utrzyma to inflację znacznie powyżej celu aż do pierwszej połowy 2027 r. – tłumaczyła dziennikarzom szefowa EBC Christine Lagarde.

Inwestorzy spodziewają się też, że w przyszłym tygodniu poziom stóp procentowych podniesie również amerykańska Rezerwa Federalna (Fed).

Wybrane dla Ciebie