Amerykańska ropa WTI podrożała w czwartek o 6,7 proc., do 104,46 dol. za baryłkę. To najwyższy poziom zamknięcia od 19 maja. Brent ponad 7 proc. i oscyluje w okolicy 108,44 dol.
W całym wrześniu ropa podrożała już o ponad 18 proc. Inwestorzy obawiają się, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał, a ataki na transport i infrastrukturę energetyczną będą ograniczać podaż surowca.
Wojna może potrwać znacznie dłużej
Niepokój zwiększają informacje dotyczące możliwego czasu trwania konfliktu. Według "Wall Street Journal" najważniejsi doradcy Donalda Trumpa mieli rozmawiać z nim o scenariuszu, w którym wojna z Iranem przeciągnie się nawet po zakończenie jego drugiej kadencji, czyli po styczniu 2029 r.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
To zupełnie inny scenariusz niż ten przedstawiany przez Trumpa. Jeszcze w środę prezydent USA mówił, że wojna skończy się po listopadowych wyborach do Kongresu i wtedy mają również spaść ceny ropy oraz benzyny - podaje CNBC.
Na razie sytuacja wygląda odwrotnie. Ceny paliw w USA pozostają wysokie, a diesel w najbliższych dniach może po raz pierwszy przekroczyć 6 dol. za galon.
Kolejne zagrożenia dla transportu ropy
Do konfliktu coraz mocniej włączają się inne grupy i państwa regionu. W ostatnich dniach doszło do ataków na infrastrukturę energetyczną w Arabii Saudyjskiej, za które odpowiadać mają sprzymierzeni z Iranem Huti z Jemenu.
Analityk, Piotr Kuczyński wskazuje przy tym na jeszcze jeden problem – przejęcie przez Hutich kontroli nad jemeńskim portem Mocha. "Katastrofa za katastrofą. Huti przejęli kontrolę nad jemeńskim portem Mocha, stwarzając kolejne zagrożenie dla ruchu na Morzu Czerwonym – cieśnina Bab al-Mandab (Brama Łez) może stać się powodem płaczu na stacji benzynowej, bo to jest droga eksportu ropy z Arabii Saudyjskiej" – napisał na X.
Zwrócił także uwagę na reakcję rynku długu. "Nasiliły się ataki na tankowce. Ropa WTI zdrożała o 7 proc. – najwyższy poziom od połowy maja. To poprowadziło na północ rentowności obligacji" – wskazał.
Według Kuczyńskiego rentowność amerykańskich obligacji 30-letnich wzrosła do 5,37 proc., najwyżej od 19 lat, a 10-letnich do 4,96 proc., czyli najwyżej od 2023 r. Jego zdaniem skala spadków na giełdach jest na razie zbyt mała w stosunku do ryzyka.
"W tej sytuacji kolejne i znowu umiarkowane spadki indeksów giełdowych należy uznać za zdecydowanie za małą reakcję. Najpewniej, mimo tego, że Trump mówi o końcu wojny po wyborach, rynki widzą już nadchodzące TACO. Żebyśmy się nie przeliczyli" – ocenił Kuczyński.
Ważna cieśnina dla regionu
Jak opisywaliśmy w money.pl, cieśnina Bab al-Mandab znajduje się na południowym krańcu Morza Czerwonego i łączy je z Zatoką Adeńską oraz Oceanem Indyjskim. Przesmyk ma zaledwie około 27 km szerokości, przez co – podobnie jak Ormuz – jest podatny na zakłócenia i blokadę transportu.
Bab al-Mandab to jeden z najważniejszych szlaków w tym regionie. Na tankowcach obecnie przepływa tędy 2,9 mln baryłek ropy dziennie. Jak podawała Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA), jeszcze w 2023 r. szlakiem między Jemenem a Rogiem Afryki przesyłano dziennie 9,3 mln baryłek ropy. To niemal 12 proc. światowego handlu morskiego tym surowcem. W 2024 r. ilość ta zmalała do 4,1 mln baryłek z powodu działań zbrojnych grupy Huti, wspieranej przez Iran.
Ale jest to nie tylko kluczowa arteria dla transportu surowców energetycznych. To tędy kierowane jest 10 proc. towarów przewożonych drogą morską.
Bab al-Mandab to nie tylko ważny szlak dla transportu ropy. Przez cieśninę przebiega również około jedna trzecia światowego ruchu kontenerowego i około 40 proc. handlu między Azją a Europą. To najkrótsza morska trasa łącząca oba regiony przez Ocean Indyjski, Morze Czerwone i Kanał Sueski.
Zablokowanie jednocześnie Bab al-Mandab i Ormuzu uderzyłoby więc zarówno w transport surowców, jak i światowy handel. Statki musiałyby wybierać znacznie dłuższą i droższą trasę wokół Afryki, co zwiększyłoby ryzyko zakłóceń w łańcuchach dostaw i pogłębiło problemy Kanału Sueskiego. Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, ocenia, że choć USA teoretycznie mogłyby próbować zabezpieczać oba szlaki, oznaczałoby to dalszą eskalację i rozszerzenie konfliktu.