Mentzen alarmuje ws. emerytur dla Ukraińców. Czego Polakom nie mówi?

- Tezy propagowane przez część polityków trzeba zdementować. "Ukrainiec popracuje jeden dzień i ma polską emeryturę" to straszny mit, który w ogóle nie koresponduje z danymi ZUS - komentuje w rozmowie z money.pl Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy InFakt. O świadczeniach dla Ukraińców mówił ostatnio Sławomir Mentzen z Konfederacji.

Sławomir Mentzen uderza w UkraińcówSławomir Mentzen uderza w Ukraińców
Źródło zdjęć: © East News, Getty Images | Getty Images, NurPhoto
Robert Kędzierski

Kwestia świadczeń emerytalnych dla obcokrajowców, a w szczególności dla obywateli Ukrainy, powróciła do debaty publicznej za sprawą licznych wypowiedzi w mediach społecznościowych. Politycy Konfederacji zintensyfikowali przekaz ostrzegający przed rzekomym drenażem polskiego systemu ubezpieczeń społecznych.

Główną twarzą tej narracji jest Sławomir Mentzen. - Nasze państwo stworzyło mechanizm, na podstawie którego Ukraińcy w Polsce, którzy pracowali chociaż jeden dzień, mają prawo dopłat do emerytury minimalnej, co nas będzie kosztować olbrzymie pieniądze - słyszymy w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych polityka.

Jeżeli ktoś pracuje z Ukrainy, całe życie na Ukrainie, przyjedzie do Polski na miesiąc, zapłaci jedną składkę na ubezpieczenie społeczne, po czym wróci znowu sobie na Ukrainę, to kiedy przejdzie (osiągnie - przyp. red.) wiek emerytalny, będzie mógł przyjechać do Polski i dostać dopłatę do minimalnej polskiej emerytury - mówi polityk Konfederacji.

DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


Emerytura minimalna po miesiącu pracy? "To uproszczenie"

Nadia Winiarska, zastępczyni dyrektora Departamentu Pracy w Konfederacji Lewiatan, w rozmowie z money.pl przyznaje, że uproszczenia, które stosują niektórzy politycy, łatwo zamieniają informację o działaniu powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych w przekaz sugerujący, że określona narodowość otrzymuje w Polsce świadczenia na preferencyjnych zasadach. Tymczasem prawda jest inna.

- Zasady dotyczące prawa do minimalnej emerytury nie są rozwiązaniem przewidzianym wyłącznie dla obywateli Ukrainy. Podobne mechanizmy funkcjonują w odniesieniu do Polaków za granicą oraz innych cudzoziemców mieszkających w Polsce. Wynikają one z zasad koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego i mają zapobiegać sytuacji, w której osoba legalnie pracująca w kilku państwach traci uprawnienia emerytalne tylko dlatego, że jej staż został podzielony między różne systemy - mówi.

Ekspertka Lewiatana wyjaśnia też, jakie możliwości Ukraińcom dają polskie przepisy.

Przy ustalaniu prawa do świadczenia w przypadku osoby, która pracowała w Polsce i w Ukrainie, uwzględnia się okresy ubezpieczenia w obu państwach. Nie oznacza to jednak, że Polska wypłaca emeryturę za cały przebyty staż - wskazuje Nadia Winiarska.

- Każde państwo ustala i wypłaca świadczenie odpowiednio do okresów ubezpieczenia w swoim systemie. Dopiero po spełnieniu określonych warunków, m.in. osiągnięciu wieku emerytalnego, wymaganego stażu i spełnieniu warunku zamieszkania w Polsce, może pojawić się wyrównanie do poziomu polskiej emerytury minimalnej - dodaje.

Obcokrajowcy pobierają miliony złotych. Ale odprowadzają miliardy

Zdaniem ekspertki Lewiatana kluczowe w dyskusji o emeryturach dla pracowników z zagranicy są proporcje.

- Według danych ZUS w lipcu 2026 r. z wyrównania do poziomu minimalnej emerytury korzystało 13,1 tys. cudzoziemców, w tym 1,5 tys. obywateli Ukrainy. W 2025 r. dopłaty do minimalnych emerytur dla wszystkich cudzoziemców wyniosły 123,5 mln zł, podczas gdy cudzoziemcy odprowadzili do ZUS 21,5 mld zł składek. W przypadku obywateli Ukrainy ponad 800 tys. osób odprowadzało składki emerytalne i rentowe, a emerytury pobierało około 12 tys. osób. Obywatele Ukrainy wpłacili w 2025 r. do ZUS 13,3 mld zł, co jest istotnym czynnikiem stabilizującym sytuację finansową FUS – wylicza ekspertka.

Te dane pokazują skalę udziału cudzoziemców w finansowaniu systemu ubezpieczeń społecznych i pozwalają właściwie ocenić skalę wypłacanych świadczeń oraz ewentualnych wyrównań. Dlatego pojedyncze przypadki warto analizować w szerszym kontekście danych i obowiązujących zasad, zamiast wyciągać z nich wnioski dotyczące całej grupy - podsumowuje Winiarska.

Dokładnie w tym samym tonie wypowiedział się w czwartek prezes ZUS Liwiusz Laska. - Sami obywatele Ukrainy zapłacili w tym roku 7,4 mld zł (w postaci składek do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - przyp. red.) - stwierdził w rozmowie z Interią.

Szef Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dodał też, że sytuacja Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury, renty i inne świadczenia, jest obecnie stabilna. Podkreślił też wysoką ściągalność składek oraz rosnący poziom ich pokrycia w stosunku do wydatków.

Ekspert: Ukraińcy dofinansowują system, a nie go obciążają

Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt, w rozmowie z money.pl również powołuje się na dane ZUS. - Tezy propagowane przez część polityków trzeba zdementować. "Ukrainiec popracuje jeden dzień i ma polską emeryturę" to straszny mit, który w ogóle nie koresponduje z danymi ZUS - mówi.

Dopłatę do emerytury minimalnej pobiera w Polsce ok. 1100 osób z Ukrainy, średnio niecałe 100 zł miesięcznie - to jedna dwustusiedemdziesięciotysięczna (0,0000037) wydatków na emerytury w całym systemie. Tymczasem świadczenia pobiera zaledwie 1,5 proc. z blisko 900 tys. Ukraińców odprowadzających u nas składki, podczas gdy w całym systemie ten wskaźnik wynosi 39 proc. - wylicza ekspert.

- Inaczej, wśród Ukraińców na każde 100 osób, które pracują w Polsce i płacą składki do ZUS, tylko 1,5 osoby jest już na emeryturze. Reszta, prawie 100 osób (średnio 98,5 osoby - przyp. red.), nadal pracuje i wpłaca pieniądze do systemu. Wśród wszystkich ubezpieczonych w Polsce, czyli głównie Polaków, wygląda to tak, że na każde 100 osób pracujących i płacących składki przypada aż 39 osób pobierających świadczenie – dodaje.

W opinii eksperta InFaktu to oznacza, że Polacy w systemie emerytalnym są już w dużej mierze "na wypłacie", a Ukraińcy są w ogromnej większości "na wpłacie". - Dlatego dziś ta grupa nie obciąża systemu, tylko go dofinansowuje - podkreśla.

Półprawdy wracają jak bumerang

Kwestia emerytur dla obcokrajowców wraca do dyskusji publicznej regularnie i równie regularnie jest "prostowana" przez ekspertów i publicystów. Dziennikarz ekonomiczny Kamil Fejfer w lutowej publikacji w money.pl stanowczo obalał lansowany przez Konfederację mit, jakoby obywatele Ukrainy masowo zyskiwali prawo do polskiej emerytury po zaledwie jednym dniu pracy.

Jak wyjaśniał, aby otrzymać dopłatę do minimalnego świadczenia, cudzoziemiec musi nie tylko osiągnąć wiek emerytalny, ale też udokumentować 20 lub 25 lat stażu pracy (sumowanego z obu krajów) oraz legalnie przebywać i stale mieszkać na terytorium Polski. Wymóg samodzielnego utrzymania się w naszym kraju sprawia, że rzekoma "turystyka emerytalna" jest w praktyce całkowicie nieopłacalna i pozostaje jedynie demagogicznym hasłem.

Jak wskazuje Fejfer w innej analizie, bilans ekonomiczny obecności migrantów, zwłaszcza z Ukrainy, jest dla Polski zdecydowanie dodatni. Górne oszacowanie łącznych kosztów poniesionych przez polski system (np. z tytułu 800+, opieki NFZ czy emerytur) to około 5 mld zł rocznie. Z kolei strumień gotówki zasilający nasz budżet z ich strony (składki ZUS, podatki, akcyzy) szacuje się na kwotę od ponad 15 mld do nawet 47 mld zł. Oznacza to, że to, co migranci pobierają, stanowi zaledwie od 1/10 do 1/3 tego, co wkładają do wspólnej kasy - ich praca jest kluczowym wsparciem dla naszego systemu ubezpieczeń społecznych.

Jak z kolei zwracał w czerwcu uwagę analityk money.pl Grzegorz Siemionczyk, cudzoziemcy - jako osoby średnio znacznie młodsze od Polaków i częściej aktywne zawodowo - wypełniają krytyczną lukę na rynku pracy, wpłacając do systemu ubezpieczeń społecznych i budżetu państwa więcej, niż z niego czerpią (ich udział w wydatkach publicznych jest o 1/3 mniejszy niż w populacji). Symulacje ekspertów Deloitte wskazują, że dzięki już obecnym w kraju imigrantom polskie PKB w dłuższym okresie wzrośnie dodatkowo od 5,1 do nawet 10,7 proc.

Wynika to z faktu, że napływ pracowników z zagranicy nie tylko nie wypiera Polaków z rynku pracy, ale poprzez wzrost produktywności i aktywności gospodarczej stymuluje popyt, co ostatecznie sprzyja wzrostowi zatrudnienia i płac wszystkich obywateli.

autopromocja © Licencjodawca | money
Wybrane dla Ciebie