Robią wrzawę wokół emerytur dla Ukraińców. "Powiedzieć, że kapiszon, to nic nie powiedzieć" [OPINIA]
Konfederacja próbuje przekonać Polaków, że Ukraińcy wyjątkowo korzystają na polskim systemie emerytalnym. Tymczasem mowa o jednej dwustusiedziemdziesięciotysięcznej pieniędzy przeznaczanych na emerytury i dopłatach sięgających średnio po 100 zł miesięcznie – pisze w opinii dla money.pl Kamil Fejfer.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Na facebookowym profilu Konfederacji pojawił się niedawno sensacyjny wpis odnoszący się do emerytur pobieranych przez Ukraińców w Polsce. "Dość przywilejów dla obcokrajowców!" – grzmi tytuł grafiki, na której znajduje się polska flaga oraz podobizna Stanisława Tyszki, autora wypowiedzi zawartej we wpisie. "Polacy dopłacili 1,3 mln zł do emerytur dla Ukraińców! Należy wypowiedzieć umowę o zabezpieczeniu społecznym między Polską a Ukrainą!" – możemy przeczytać.
Grafika jest obliczona na to, że żaden z potencjalnych wyborców nie sprawdzi informacji, które kryją się za tym wpisem. Prawdopodobnie jest to założenie słuszne. Ale my sprawie przyjrzeliśmy się głębiej. Powiedzieć, że jest to mokry kapiszon, to nie powiedzieć nic.
ZUS zasypany wnioskami o "stażowe". Ministra: też złożyłam
Nie wystarczy "przepracować jednego dnia"
Cytowany na fanpage'u Konfederacji Tyszka stwierdza: "Ukrainiec popracuje w Polsce jeden dzień i cyk – już ma prawo do polskiej emerytury. Emerytura minimalna na Ukrainie w 2026 roku wynosi 2595 hrywien – czyli ok. 214 zł. Różnicę dopłaca państwo – z naszych podatków oczywiście".
Zacznijmy od tego, czym w zasadzie jest emerytura minimalna. Są to niewielkie środki (do końca lutego 2026 r. wynosi ona 1878,91 zł brutto, czyli nieco ponad 1700 zł netto), które otrzymuje od państwa osoba, która:
a) przekroczyła wiek emerytalny,
b) której staż pracy wynosi co najmniej 20 lat w przypadku kobiet i 25 w przypadku mężczyzn i której uzbierane składki dają bardzo niskie świadczenie.
Emerytury minimalne otrzymują więc osoby, które zarabiały niewiele, długo przebywały na chorobowym czy też na bezpłatnych urlopach.
Minimalna emerytura jest więc zagwarantowaniem pieniędzy, które pozwalają trzymać człowieka delikatnie powyżej progów ubóstwa.
Na podstawie wspomnianej umowy dla osób z Ukrainy sumowany jest staż pracy zarówno w Polsce, jak i za wschodnią granicą (analogicznie jest w przypadku Polaków w Ukrainie - przyp. red.). Jeżeli uzyskane składki wskazują na to, że świadczenie będzie niższe niż emerytura minimalna, to polskie świadczenie jest "podciągane".
"Zgodnie z umową przy ustalaniu prawa do emerytury minimalnej w Polsce bierze się pod uwagę również okres pracy w Ukrainie. Wyrównanie świadczenia do kwoty minimalnej emerytury następuje od kwoty zsumowanych świadczeń z obu państw" – wyjaśnia Grzegorz Dyjak z biura prasowego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Czy więc wystarczy "przepracować jeden dzień"? Najkrótsza odpowiedź brzmi: nie. Należy mieć staż 20 (w przypadku kobiet) albo 25 lat (w przypadku mężczyzn), uzyskać wiek emerytalny oraz – w przypadku Ukraińców – mieszkać w Polsce. Kiedy znajdą się w swoim kraju (lub w jakimkolwiek innym), tracą prawo do świadczenia.
"ZUS ma narzędzia do weryfikacji, czy dana osoba spełnia warunki, aby otrzymywać dodatek do polskiego świadczenia. Przypomnę, że aby cudzoziemiec mógł zamieszkiwać w Polsce, musi posiadać prawo legalnego pobytu w Polsce na podstawie dokumentu wydanego przez urząd do spraw cudzoziemców albo na podstawie legalności pobytu uzyskanej poprzez wpis do rejestru Straży Granicznej" – tłumaczy Dyjak.
Po spełnieniu tych warunków (o których nie wspomina Konfederacja), zupełnie teoretycznie, rzeczywiście możliwe jest odprowadzanie składek w Polsce przez bardzo krótki czas, np. miesiąc, żeby uzyskać prawo do emerytury (ale tylko jeśli cudzoziemiec wypracował wcześniej poza Polską minimalny staż - przyp. red.). W praktyce jednak "turystyka emerytalna" jest zupełnie nieopłacalna, o czym więcej w drugiej części tekstu.
Ten powielany przez Konfederację mit był zresztą weryfikowany już nieraz. Także przez ZUS.
Umowa między Polską a Ukrainą, o której mówi Stanisław Tyszka, jest standardową umową między krajami.
"Wszystko z powodu umowy o zabezpieczeniu społecznym między Polską a Ukrainą z 2012 roku" – stwierdza Stanisław Tyszka.
Tego typu porozumienia są międzynarodowym standardem. Według informacji ZUS Polska podpisała je z 13 innymi krajami spoza Unii Europejskiej, w tym z Kanadą, Stanami Zjednoczonymi, Koreą Południową, Australią, Izraelem czy Białorusią.
Z podobnych praw korzystają Polacy pracujący w krajach Unii Europejskiej.
Prawdą jest oczywiście, że w przypadku Polski i Ukrainy to obywatele tego drugiego kraju są beneficjentami systemu (umowa obowiązuje również w drugą stronę – takie same prawa przysługują Polakom pracującym w Ukrainie). Ale już w relacjach Polski z USA, Kanadą czy Australią to nasi rodacy zyskują lepsze zabezpieczenia.
1/270 000 środków przeznaczanych na emerytury
Wspomniana przez Tyszkę kwota 1,3 mln zł (tyle wyniosła kwota dopłat do emerytur minimalnych wypłacanych Ukraińcom w 2025 r. – wynika z danych resortu rodziny, które jako pierwszy podał "Fakt" – przyp. red.) stanowi niezauważalny ułamek wydatków w ramach polskiego systemu emerytalnego. W 2025 roku wydatki na emerytury wyniosły około 340 mld zł. Suma "grzana" przez Konfederację stanowi więc 1/270 000 tej kwoty.
Dopłaty wynoszą średnio po 100 zł miesięcznie
Według danych ZUS dopłaty do emerytur pobiera około 1100 osób. Jeżeli więc podzielimy wspomnianą przez polityka Konfederacji kwotę na 1100, a następnie na 12, to dowiemy się ile – średnio – dopłacamy miesięcznie Ukraińcom do emerytur minimalnych. Otóż jest to niecałe 100 zł.
Sprawa wydaje się tym zabawniejsza, jeśli przytoczymy wpis Sławomira Mentzena z 2023 roku. "Jeżeli Ukrainiec przepracuje w Polsce chociaż jeden dzień i nabędzie prawa do emerytury na Ukrainie, to dostanie z ZUS polską emeryturę. Kto bogatemu zabroni, stać nas na finansowanie emerytur całej Ukrainie" – pisał wówczas były kandydat na prezydenta z ramienia Konfederacji.
Mówienie o "finansowaniu emerytur całej Ukrainie" w kontekście dopłacania po 100 zł miesięcznie tysiącu osobom w ramach podpisanego standardowego porozumienia międzynarodowego wydaje się, delikatnie mówiąc, pewną przesadą. By nie powiedzieć: robieniem z ludzi totalnych głupków.
790 tys. Ukraińców odprowadza składki, 12 tys. pobiera emerytury
Rzućmy okiem na szerszy kontekst. Według raportu ZUS "Cudzoziemcy w polskim systemie ubezpieczeń społecznych 2024" zgłoszonych do ubezpieczenia emerytalnego i rentowego - czyli po prostu pracujących - Ukraińców było w 2024 roku niemal 790 tysięcy.
Według dostarczonych nam przez Zakład informacji świadczenia emerytalne w 2025 roku pobierało w sumie 12 tys. osób z Ukrainy. W tym – jak widać po liczbie 1100 osób, którym ZUS dokłada do minimalnej emerytury – przytłaczająca większość odprowadziła składki w takiej wysokości, że pozwalają na pobieranie emerytury wyższej niż minimalna. 12 tys. osób z Ukrainy pobierających emerytury w Polsce to 1,5 proc. odprowadzających u nas składki Ukraińców.
Natomiast w całym systemie emerytalnym w Polsce liczby wyglądają następująco:
- w 2025 roku emerytury w sumie pobierało 6,3 mln osób,
- składki odprowadzało 16,3 mln osób,
- ci pierwsi stanowili niecałe 39 proc. osób odprowadzających składki.
Z czasem oczywiście proporcja emerytów z Ukrainy względem pracujących będzie rosła. Co jest oczywistą konsekwencją dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że nasz kraj stał się krajem atrakcyjnym dla migrantów stosunkowo niedawno, ich populacja jest więc dość młoda. Po drugie tego, że obecni pracownicy będą się starzeć i przechodzić na emerytury.
Na ten moment jednak, i w dającej się przewidzieć przyszłości, dokładają się oni do systemu.
Turystyka emerytalna jest nieopłacalna
Wróćmy do turystyki emerytalnej. Bo przecież taką narrację chcą nam sprzedać populistyczni politycy. Aby skorzystać na systemie w sposób, o którym mówi Konfederacja, osoba z Ukrainy musiałaby przyjechać do Polski na kilka dni (lub miesięcy) przed przekroczeniem wieku emerytalnego, zatrudnić się na krótki czas tylko po to, żeby dostawać 1796 zł do ręki (bo tyle wynosi obecnie emerytura minimalna netto w Polsce).
Biorąc pod uwagę fakt, że świadczenie przysługuje jej tylko na terenie Polski, taka osoba musiałaby się za wspomnianą kwotę utrzymać oraz wynająć lub kupić mieszkanie, albo uzyskać jakiś lokal socjalny (do których to lokali są często wieloletnie kolejki).
To wszystko powoduje, że turystyka emerytalna jako zjawisko choćby zbliżające się do masowości, może istnieć jedynie w demagogicznych przekazach partyjnych nastawionych na strategię o prostym przekazie: "ciemny lud to kupi".
Autorem jest Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o gospodarce, współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta"