Prawie dwa lata, dziewięciu świadków i AI. Sprawa PZU zmierza do finału. Ujawniamy kulisy

Niemal 22 miesiące dochodzenia, dziewięciu przesłuchanych świadków i ani jednego zarzutu. Postępowanie przez 259 dni było zawieszone, biegły miał przygotować opinię za 15 tys. zł w 2028 r., a gdy prokuratura z niego zrezygnowała, transkrypcję nagrania sporządzono za pomocą AI. Ostatniego świadka nie przesłuchano, a śledczy wyznaczyli termin zakończenia głośnej sprawy PZU na 15 października.

PZUCo się działo ze sprawą PZU? Ujawniamy kulisy dochodzenia
Źródło zdjęć: © Fotomontaż, Getty Imges | AI, Mateusz Wlodarczyk • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Karolina Wysota
  • W lutym 2025 r. money.pl ujawnił, jak firmy transportowe o wysokiej szkodowości miały uzyskiwać w PZU znacznie tańsze OC. Polisy wystawiano na fasadowe podmioty bez historii szkód, dzięki czemu składka mogła być znacznie niższa niż w przypadku rzeczywistego użytkownika pojazdu.
  • Opisaliśmy też ponad dwugodzinne nagranie przekazane również śledczym. Menedżer Grupy MAK powołuje się w nim na wpływy w PZU i przedstawia jako sukces brokera nominację jego wieloletniego prezesa do zarządu ubezpieczyciela. Menedżer objął pion klienta korporacyjnego, obejmujący m.in. umowy flotowe.
  • Teraz pokazujemy, co przez kolejne miesiące działo się w prokuraturze. W pisemnym zawiadomieniu szkodę oszacowano na co najmniej 473 tys. zł. Mimo to sprawa jest prowadzona jako uproszczone dochodzenie, a prokuratura twierdzi, że przy jego wszczęciu zawiadamiający nie wskazał konkretnej wysokości szkody.
  • Postępowanie zawieszono na 259 dni z powodu oczekiwania na opinię biegłego. Ekspertyza miała kosztować 15 tys. zł i być gotowa dopiero w marcu 2028 r. Prokuratura Okręgowa nie zgodziła się na ten wydatek.
  • Zamiast opinii wykorzystano "portal AI", za pomocą którego sporządzono transkrypcję nagrania. Prokuratura przekazała nam jednocześnie, że "z uwagi na treść nagrania" nie widzi potrzeby ustalania jego autentyczności.
  • Rezygnacja z biegłego nie zakończyła zawieszenia. Decyzja zapadła 28 kwietnia, ale dochodzenie wznowiono dopiero 15 września – 140 dni później. Prokuratura dalszych czynności nie planuje. Decyzje w sprawie chce podjąć do 15 października.

Sprawa dotyczy największego polskiego ubezpieczyciela z udziałem Skarbu Państwa (34,2 proc. akcji), nad którym nadzór właścicielski sprawuje minister aktywów państwowych. Po zmianie rządu w PZU wymieniono niemal całą radę nadzorczą, a wiosną 2024 r. stanowiska objęli nowi członkowie zarządu. Pół roku później, 7 października, do prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu działania na szkodę spółki. Chodziło o wyjątkowo tanie polisy OC dla firm transportowych z dużą liczbą szkód. Zawiadamiający udokumentował konkretne przypadki i przekazał śledczym ponad dwugodzinne nagranie rozmowy z kwietnia 2024 r.

Do tego samego nagrania dotarliśmy, przygotowując artykuł, który money.pl opublikował w lutym 2025 r. Opisaliśmy wówczas trzy przypadki z okresu od kwietnia do września 2024 r. W dwóch z nich pośredniczyła Grupa MAK, jeden z największych pośredników ubezpieczeniowych w Polsce – raz bezpośrednio jako broker, a raz za pośrednictwem należącej do niej multiagencji Superpolisa.

Na nagraniu jeden z menedżerów Grupy MAK, dziś już poza firmą, powołuje się na wpływy w PZU. Opowiada m.in. o wieloletnim prezesie brokera, który właśnie przeszedł do zarządu państwowego ubezpieczyciela. Objął tam pion klienta korporacyjnego, odpowiedzialny m.in. za umowy flotowe, czyli ten sam obszar działalności, którego dotyczą przypadki opisane w zawiadomieniu. W PZU spędził dwa lata i dziś również jest już poza spółką. Na nagraniu jego nominacja przedstawiana jest jako sukces Grupy MAK.

Fragmenty nagrania opublikowaliśmy w lutym, a cały materiał otrzymali również śledczy.

Od tamtej pory sprawdzamy, co dzieje się ze sprawą. Przez kolejne miesiące pytaliśmy o nią prokuraturę i PZU. Pierwszy znak zapytania pojawił się już przy wszczęciu postępowania.

473 tys. zł w zawiadomieniu. Dochodzenie zamiast śledztwa

Zawiadomienie złożyła firma z rynku ubezpieczeniowego. Opisała przypadki, w których ciężarówki należące do firm z dużą liczbą szkód miały być ubezpieczane w PZU na fasadowe podmioty bez historii szkód. Dzięki temu składka mogła być znacznie niższa od tej, którą PZU naliczyłoby rzeczywistemu użytkownikowi pojazdu.

Według zawiadomienia na takim mechanizmie traciło nie tylko PZU. Miał on również dawać przewagę nad innymi brokerami, bo pośrednik korzystający z fasadowego podmiotu mógł przejąć klienta o wysokiej szkodowości i zaoferować mu cenę, której konkurent działający według standardowych zasad nie był w stanie uzyskać.

Zawiadamiający podejrzewał, że osoby odpowiedzialne za sprawy majątkowe PZU mogły działać na szkodę spółki. Wskazał art. 296 § 1 i § 1a kodeksu karnego, a na podstawie znanych sobie przypadków wyliczył szkodę na co najmniej 473 tys. zł. Zastrzegł przy tym, że jej rzeczywista wysokość mogła być znacznie większa.

Prokuratura przyjęła jednak inną kwalifikację. Policja przyjęła ustne zawiadomienie na przełomie listopada i grudnia, a 20 grudnia Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola wszczęła dochodzenie w kierunku oszustwa przy zawieraniu umów ubezpieczeniowych, czyli czynu z art. 286 § 1 kodeksu karnego. Grozi za niego do ośmiu lat więzienia.

Prokuratura tłumaczy, że nie jest związana kwalifikacją prawną wskazaną przez zawiadamiającego. "W dacie wydania decyzji o wszczęciu dochodzenia uznano, iż istnieją podstawy do zainicjowania postępowania w kierunku czynu z art. 286 § 1 k.k." – przekazała money.pl.

Znaczenie ma jednak nie tylko kwalifikacja czynu, lecz także forma postępowania. Dochodzenie jest prostszym trybem niż śledztwo i w przypadku oszustwa można je prowadzić, gdy wartość szkody nie przekracza 200 tys. zł. Co do zasady powinno zakończyć się w ciągu dwóch miesięcy, choć w szczególnie uzasadnionych przypadkach prokurator może ten termin przedłużać. Tymczasem już na początku postępowania prokuratura informowała nas telefonicznie, że sprawa jest skomplikowana i wymaga czasu.

Zapytaliśmy więc, dlaczego wszczęto dochodzenie, skoro w pisemnym zawiadomieniu szkoda została oszacowana na co najmniej 473 tys. zł. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba odpowiedział, że "w dacie wydania decyzji o wszczęciu postępowania przygotowawczego zawiadamiający nie wskazał konkretnej wysokości szkody".

Tyle że konkretna kwota w pisemnym zawiadomieniu widnieje.

Prokuratura nie wyjaśniła nam, co stało się z nią przy wyborze formy postępowania, jaką wysokość szkody sama przyjęła ani dlaczego uznała, że sprawę można prowadzić jako dochodzenie.

Jak wyjaśnił Skiba, kolejne przedłużenia dochodzenia nie wymagają za każdym razem zgody prokuratora nadrzędnego. Nie oznacza to jednak, że jednostka wyższego szczebla nie ma nad sprawą żadnych uprawnień. Prokuratura Okręgowa wkroczyła później w innym momencie – gdy trzeba było zdecydować o wydaniu 15 tys. zł na opinię biegłego.

Sprawę prowadzi prokurator Aleksander Reinisch. Od początku postępowanie toczy się "w sprawie", a nie przeciwko konkretnej osobie. Nikomu nie postawiono zarzutów.

Trzech świadków z PZU. Terminy się przesuwają

W pierwszych miesiącach 2025 r. prokuratura zbierała dokumenty i przesłuchiwała świadków. Na przełomie wiosny i lata tempo postępowania zaczęło jednak wyznaczać terminy przesłuchań pracowników PZU. Ubezpieczyciel ma w tej sprawie status pokrzywdzonego.

"Na przesłuchanie nie stawił się przedstawiciel PZU S.A., a bez jego przesłuchania dalsze prowadzenie sprawy będzie niezwykle utrudnione" – informował money.pl 24 czerwca 2025 r. Piotr Skiba.

Prokuratura nie wezwała konkretnej osoby. To PZU miało wskazać pracownika, który najlepiej zna sprawę. Spółka poprosiła jednak o zmianę terminu, tłumacząc, że wybór właściwej osoby "wymaga czasu".

Nowy termin wyznaczono na 4 lipca. Trzy dni wcześniej PZU poprosiło, aby zamiast jednej osoby przesłuchać trzech przedstawicieli spółki. Ostatecznie wszyscy zeznawali 17 lipca.

Kilka miesięcy później pojawiła się kolejna przeszkoda. 10 grudnia prokuratura poinformowała money.pl, że potrzebuje opinii biegłego z zakresu technik audiowizualnych. Ekspert miał zbadać ponaddwugodzinne nagranie rozmowy, które od początku było jednym z najważniejszych materiałów w tej historii.

Dwadzieścia dni później, 30 grudnia, prokuratura zawiesiła postępowanie. Podstawą był art. 22 § 1 kodeksu postępowania karnego, który pozwala na taki krok, gdy pojawia się długotrwała przeszkoda uniemożliwiająca prowadzenie sprawy. W tym przypadku miało nią być oczekiwanie na opinię biegłego.

Opinia za 15 tys. zł. Termin: 2028 r.

Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji wyceniło opinię na 15 tys. zł. Termin jej przygotowania: marzec 2028 r. Oznaczało to ponad dwa lata oczekiwania na ekspertyzę w sprawie, która już wtedy trwała ponad rok.

28 kwietnia 2026 r. wniosek o sfinansowanie opinii trafił do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jeszcze tego samego dnia zastępca prokuratora okręgowego Wojciech Klemens Sitek odmówił zgody na wydatek. Decyzję uzasadnił "możliwością skorzystania z nowej funkcjonalności systemu informatycznego prokuratury".

Zapytaliśmy, co dokładnie kryje się pod tym określeniem. Prokuratura odpowiedziała, że zamiast opinii biegłego zastosowała inne rozwiązanie, które miało dać "analogiczny efekt".

Tym rozwiązaniem okazał się "portal AI".

Za jego pomocą sporządzono transkrypcję nagrania i dołączono ją do akt. Dopytaliśmy więc, czy śledczy mają specjalistyczną opinię albo inny dowód pozwalający potwierdzić autentyczność nagrania, wykryć ewentualną ingerencję w jego treść i ustalić, do kogo należą zarejestrowane głosy.

"Z uwagi na treść nagrania prokuratura nie widzi konieczności ustalania autentyczności nagrania" – odpowiedziała.

Jednocześnie śledczy przekonują, że rezygnacja z biegłego przyspieszyła sprawę i pozwoliła zaoszczędzić publiczne pieniądze.

"Odmowa nie spowodowała opóźnienia w prowadzonym postępowaniu, a w gruncie rzeczy przyspieszyła wykonanie czynności, pozwoliła również zaoszczędzić środki publiczne" – przekazała nam prokuratura.

Tyle że postępowanie nadal pozostawało zawieszone.

Biegłego nie będzie. Zawieszenie trwa dalej

28 kwietnia było już wiadomo, że prokuratura nie zamówi opinii, z powodu której cztery miesiące wcześniej zawiesiła dochodzenie. Mimo to postępowania nie wznowiono.

Stało się to dopiero 15 września – 140 dni później. Łącznie sprawa pozostawała zawieszona przez 259 dni.

Zapytaliśmy, dlaczego po rezygnacji z opinii biegłego postępowanie przez kolejne miesiące nadal pozostawało zawieszone i czy istniała w tym czasie inna przeszkoda uniemożliwiająca jego prowadzenie.

Odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

A co w tym czasie zrobiło PZU?

PZU informuje, że zdecydowało się zmodyfikować zasady współpracy ze wszystkimi brokerami. Jednocześnie zapewnia, że współpraca z pośrednikami jest cyklicznie audytowana, a przeprowadzony w ubiegłym roku audyt nie wykazał "istotnych nieprawidłowości".

Rekomendacje po kontroli dotyczyły "usprawnienia procesu i aktualizacji funkcjonujących zasad (np. procedur) dla wszystkich pośredników".

Do samych zdarzeń z 2024 r. opisanych w zawiadomieniu PZU ponownie się nie odniosło. Kiedy pracowaliśmy nad pierwszym artykułem, spółka informowała nas, że jej wewnętrzne postępowania wyjaśniające nie wykazały nieprawidłowości.

Świadek, którego nie było w Polsce

W czasie, gdy postępowanie pozostawało zawieszone, prokuratura czekała również na przesłuchanie ostatniego świadka. Termin wyznaczono na 17 lipca, ale już tydzień wcześniej śledczy poinformowali money.pl, że do przesłuchania nie dojdzie i trzeba będzie ustalić nową datę. Jednocześnie zapowiadali, że po wykonaniu tej czynności sprawa zostanie wznowiona.

Kolejny termin wyznaczono na 10 września. Do przesłuchania ponownie nie doszło. Jak wyjaśniła prokuratura, świadek jest obcokrajowcem i przebywał wtedy poza Polską. Według naszych nieoficjalnych ustaleń chodzi o obywatela Litwy.

Ostatniego świadka nie przesłuchano, ale pięć dni później, 15 września, prokuratura mimo to wznowiła dochodzenie. Termin jego zakończenia wyznaczyła na 15 października. Do tego czasu miną ponad dwa lata od złożenia zawiadomienia i blisko 22 miesiące od wszczęcia postępowania. Co więcej, śledczy przekazali nam, że nie planują już żadnych dalszych czynności.

Wybrane dla Ciebie