Brak ustawy, brak nadzoru. Klienci firm krypto muszą uważać
Nie wszystkie firmy z rynku kryptowalut zamierzają zaprzestać świadczenia usług mimo braku zezwolenia. Resort finansów radzi inwestorom, by sami sprawdzili, czy trzymają środki na kontach autoryzowanych dostawców - pisze we wtorek "Rzeczpospolita".
1 lipca podmioty pośredniczące w obrocie kryptowalutami, zgodnie z unijnym rozporządzeniem MiCA, nie będą mogły działać legalnie bez zezwolenia. "Rz" przypomniała, że w skali Unii Europejskiej zdobyło je 20 proc. firm, co w Polsce jest niemożliwe, bo prezydent zawetował ustawę o kryptoaktywach.
Kryptowaluty traktowane jak banki. Członek RPP ostrzega: to nie jest wiedza tajemna
Nowe zasady dla kryptowalut. Państwo ma związane ręce
Gazeta zapytała Ministerstwo Finansów, czy państwo polskie pozostanie bezsilne wobec firm działających bez licencji. Resort odpowiedział, że "brak wyznaczonego organu nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów bardzo ogranicza możliwość reakcji państwa na niepożądane zjawiska na tym rynku", a "trzykrotnie zawetowana przez prezydenta ustawa przyznawała KNF szereg narzędzi nadzorczych i kontrolnych".
Rzecznik KNF wyjaśnił "Rz", że w związku z tym "KNF nie jest właściwa, jeśli chodzi o nadzór nad rynkiem kryptowalut, nie licencjonuje giełd kryptowalut i nie posiada wobec nich prawnych narzędzi oddziaływania".
Z odpowiedzi udzielonej gazecie przez resort finansów wynika, że "klienci są proszeni o sprawdzenie, czy ich dostawca posiada autoryzację MiCA w rejestrze ESMA, a w razie jej braku o przeniesienie kryptoaktywów do autoryzowanego podmiotu CASP".
"W razie trudności powinni w pierwszej kolejności skontaktować się ze swoim dostawcą" - cytuje resort finansów "Rz".