Donald Trump nie zgodził się z zarzutami, wskazując, że jego sukcesy giełdowe to efekt ogólnej hossy na rynku i rekordowych wzrostów na Wall Street.
Prezydent zapewniał też, że jego syn Eric prowadzi rodzinny biznes i że sam nie interesuje się szczegółami inwestycji.
- Nie rozmawiam z nim o takich rzeczach. Myślę, że wolno by mi było, nawet nie jestem pewien, jaki jest status prawny, ale nie robię tego — powiedział. Odniósł się w ten sposób do doniesień, że w portfelu jednego z zarządzających jego majątkiem funduszy znalazły się akcje Nvidii. - Coś tam mam. To jedna z wielu spółek, w które ta firma inwestuje. Nie obchodzi mnie to — dodał.
Trump nie widzi nic złego w wzbogacaniu się
Zapytany o kryptowaluty i o ujawnione w tym tygodniu w oświadczeniu majątkowym ponadprzeciętne zyski, jakie na tym rynku osiągnęła rodzina prezydenta, Trump odparł, że nie wiedział o kryptowalutowych przedsięwzięciach swoich bliskich. - Nie wiedziałem (...) ale mogłem wiedzieć. Nie ma w tym nic nielegalnego, nie ma w tym nic złego. Mogłem wiedzieć - twierdził.
Gdy prowadzący wywiad Joe Kernen przywołał przepisy zobowiązujące urzędników federalnych do wyłączania się z decyzji dotyczących ich interesów finansowych - z czego prezydent i wiceprezydent są jednak wyłączeni - Trump odparł: "Wiesz, nawet o tym nie wiedziałem".
Twierdził też, że doradzał dzieciom, by "trzymały się z daleka od czego mogą się trzymać z daleka". Dodał jednak, że "one też mają swoje życie".