Wyścig o surowce przyszłości. Albo zrobimy coś razem, albo ktoś nam wyłączy komputery [OPINIA]
W świecie, w którym sztuczna inteligencja może być mnożnikiem siły państw, a przerwanie łańcuchów dostaw oznacza, że nie da się naprawić nawet lodówki, stawka jest jasna. Albo coś spróbujemy zrobić razem, by nie dać się szantażować Chinom, albo w niedalekiej przyszłości, ktoś nam wyłączy komputery - pisze w opinii dla money.pl ekonomista Piotr Arak.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Pod przewodnictwem USA odbył się w Waszyngtonie kolejny już szczyt z udziałem przedstawicieli 54 państw, w tym Wielkiej Brytanii, Japonii, Australii, Indii oraz Unii Europejskiej. Celem spotkania było nadanie impetu tworzeniu bloku handlowego w obszarze minerałów krytycznych - tak, by zabezpieczyć dostawy surowców niezbędnych dla wszystkiego: od iPhone’ów po myśliwce i rakiety.
Dziś prawdziwymi punktami ciężkości są: krzem, lit, kobalt, metale ziem rzadkich, energia, moce rafinacyjne i zdolność do recyklingu. Kontrola nad tymi segmentami przesądza nie tylko o przewadze technologicznej, ale też o długofalowym wzroście gospodarczym i bezpieczeństwie narodowym. Nieprzypadkowo administracja Donalda Trumpa planuje przeznaczyć około 12 mld dolarów na strategiczne rezerwy minerałów krytycznych.
Niewypowiedzianym celem szczytu było osłabienie dominacji Chin w globalnym łańcuchu dostaw surowców krytycznych — zadanie, które każda duża gospodarka chciałaby zrealizować, ale żadna nie jest w stanie wykonać samodzielnie. Jak mówił wiceprezydent USA J.D. Vance:
Stoimy dziś przed szansą na samowystarczalność, w której nie będziemy musieli polegać na nikim innym poza sobą nawzajem, jeśli chodzi o minerały krytyczne niezbędne do utrzymania naszych gospodarek i wzrostu.
"Samowystarczalność pozostaje iluzją"
Plan administracji Trumpa przewiduje niewiążące zobowiązania dotyczące pozwoleń, wydobycia, przetwarzania i finansowania, a także propozycję minimalnych cen, które miałyby chronić producentów przed zalewaniem rynku przez dominujących graczy. Nie wszystkie kraje wydobywające patrzą na to przychylnie, zwłaszcza Australia, która dysponuje jednymi z większych rezerw na świecie.
Samowystarczalność pozostaje jednak iluzją. W Brukseli strategie dotyczące surowców krytycznych od lat przedstawiane są jako "decoupling" od Chin. Być może było to realne dwie dekady temu, gdy Pekin dopiero zaczynał inwestować państwowy kapitał w zagraniczne projekty wydobywcze. Dziś Chiny są wiodącą globalną rafinerią wielu surowców uznawanych za krytyczne. W przypadku metali ziem rzadkich kontrolują ponad połowę światowej produkcji i niemal 90 proc. przetwarzania i rafinacji. Twierdzenie, że można je całkowicie wyeliminować z systemu, to myślenie życzeniowe.
Chińska dominacja już wymusiła realną współpracę transatlantycką. Dobrym przykładem jest Lobito Corridor — wspólny projekt UE i USA w Afryce Środkowej o wartości około 5 mld dolarów, który ma połączyć bogate w surowce regiony DR Konga i Zambii z portem w Angoli.
Ryzyko nadmiernej zależności
Frekwencja na szczycie pokazuje, że ryzyko nadmiernej zależności wreszcie zaczyna być dostrzegane. Jeśli USA i UE przez lata ignorowały skalę zagrożenia, w październiku lekcja została brutalnie przypomniana. To wtedy Chiny wstrzymały eksport metali ziem rzadkich w ramach wojny handlowej z USA. Europa, importująca całość tych surowców z Chin, znalazła się wówczas w roli bezradnego obserwatora.
Odpowiedzią Waszyngtonu stał się Project Vault — publiczno-prywatna rezerwa minerałów krytycznych, mająca zabezpieczyć Zachód przed powtórką październikowego manewru Pekinu.
Coraz więcej państw zaczyna kopiować chiński model działania. Pekin oferował "pakiety inwestycyjne": kopalnie, elektrownie, porty i drogi w jednym. Dziś kraje Zatoki Perskiej wykorzystują kapitał i gwarancje państwowe, by zabezpieczać dostęp do surowców w Afryce, a Turcja, Indie i inni szybko podążają tym tropem. W listopadzie amerykański Export-Import Bank zadeklarował 100 mld dolarów na zabezpieczenie łańcuchów dostaw minerałów krytycznych, energii jądrowej i LNG.
Stawka jest jasna
Tymczasem unijny plan RESourceEU, zaprezentowany w grudniu, mobilizuje 3 mld euro w ciągu 12 miesięcy i obejmuje tworzenie zapasów surowców krytycznych. Na razie jednak audyt UE ostrzega, że Wspólnota zmierza do niewykonania własnych celów na 2030 r., zakładających wydobycie 10 proc. potrzebnych w UE surowców krytycznych i przetwarzanie 40 proc. z nich na terenie Unii.
Gdy UE ogłosiła zamiar podpisania partnerstwa surowcowego z Waszyngtonem, Pekin natychmiast zaprotestował. Chińskie MSZ ostrzegło przed "małymi grupami" narzucającymi reguły podważające międzynarodowy porządek gospodarczy i handlowy. Trudno o większą ironię: to właśnie zachodnia wiara w samoregulujące się rynki i otwartość, a także konsekwentna odmowa Chin, by się do nich zobowiązać, pozwoliły Pekinowi przejąć kontrolę nad globalnym łańcuchem dostaw surowców krytycznych.
W świecie, w którym sztuczna inteligencja staje się mnożnikiem siły państw, a przerwanie łańcuchów dostaw oznacza, że nie da się naprawić nawet lodówki, stawka jest jasna. Albo spróbujemy działać razem, by nie dać się szantażować Chinom, albo w niedalekiej przyszłości ktoś może wyłączyć komputery, prąd, zatrzymać produkcję, a nam pozostanie tylko oburzenie.
Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, senior fellow Atlantic Council