Chińskie autobusy to kropla w morzu? "Już mamy powtórkę z rynku aut osobowych"
Nie zgadzam się, że "będziemy mieli powtórkę" sytuacji z rynku samochodów osobowych. Już ją mamy – mówi money.pl Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, pytany o ekspansję autobusów elektrycznych z Chin. Podkreśla, że chińskie autobusy powinny być produkowane w Europie, a nie importowane. Inaczej będziemy tracić miejsca pracy.
W 2025 r. w Polsce zarejestrowano łącznie 2683 nowe autobusy, czyli o 16,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego dla money.pl, w tej liczbie 31 to autobusy chińskie. Tylko kropla w morzu? W 2023 r. chińskich aut osobowych w Polsce zarejestrowano zaledwie 370, a rok później już 11 tys. Ekspansja Chińczyków również na rynku elektrycznych autobusów to tylko kwestia czasu.
"Powtórka z rynku aut osobowych? Już ją mamy"
– Nie zgadzam się, że "będziemy mieli powtórkę" sytuacji z rynku samochodów osobowych. Już ją mamy. W niektórych krajach w Europie chińskie autobusy elektryczne zdobyły już 30-proc. udział w rynku - ostrzega Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w rozmowie z money.pl.
Jak pisaliśmy w money.pl, na razie Yutong to jedyny liczący się chiński producent na polskim rynku autobusów. Portal Wyborcza.biz policzył, że w latach 2024-2025 Yutong wygrał przetargi na 219 autobusów, więcej miał tylko Solaris – 327. Reszta rynku została daleko w tyle.
Chińskie auta szpiegują? Ekspert komentuje
Ile unijnych dotacji płynie do Chin? "Nie posiadamy statystyk"
Tak jak boom na chińskie samochody napędza ich niższa cena, wspierana dodatkowo rządowymi dopłatami dla aut elektrycznych, tak w przypadku elektrycznych autobusów mowa o niższej cenie i krajowych oraz unijnych dopłatach na zakup i wymianę taboru autobusowego na zero- i niskoemisyjny. Ile pieniędzy z unijnych dopłat dotychczas trafiło do producenta z Chin?
– Centrum Unijnych Projektów Transportowych ocenia wyłącznie zgodność projektów z kryteriami konkursowymi i kwalifikowalność wydatków. W związku z tym nie posiadamy statystyk, w ilu postępowaniach startowali lub wygrywali producenci z Chin, ani jakie liczby pojazdów czy kwoty dofinansowania mogły ich dotyczyć – stwierdza Marta Pytkowska z CUPT, w odpowiedzi na pytania money.pl. To jednostka podległa Ministerstwu Infrastruktury.
Kolejny taki konkurs z programu FEnIKS, w którym na dopłaty przeznaczono pulę 700 mln zł, rusza za niespełna dwa tygodnie. Zgodnie z jego dokumentacją kupowany w ramach projektów przez jednostki samorządu terytorialnego i operatorów transportu publicznego tabor "może być produkowany przez dowolnego producenta", o ile spełni on poniższe kryteria:
- parametry techniczne wymagane w zamówieniu publicznym na zakup taboru,
- obowiązujące przepisy,
- kryteria kwalifikowalności wydatków.
– Beneficjent wybiera dostawcę taboru w oparciu o przepisy zamówień publicznych i z uwzględnieniem zasady konkurencyjności. Dostawca jest zobowiązany przedstawić Beneficjentowi certyfikaty CE, potwierdzające zgodność wyprodukowanego autobusu z normami polskimi i wspólnotowymi – dodaje Pytkowska.
W odpowiedzi na nasze pytania przedstawiciele miast, w których dostarczono, bądź zakontraktowano już po kilkadziesiąt autobusów elektrycznych marki Yutong, podkreślili, że producent ten posiada zarówno homologację, jak i certyfikat bezpieczeństwa oraz cyberbezpieczeństwa. A z punktu widzenia zamawiającego to właśnie homologacja jest kluczowa.
Lekcja z USA. Chińskie autobusy? Tak, ale nie z importu
– Statystyczny "Jan Kowalski" kupuje chińskie auto, bo mu się podoba i jest tańsze. Miasto, w którym mieszka, kupuje chińskie autobusy. Z drugiej strony, mniejsza produkcja w europejskich zakładach motoryzacyjnych, oznacza zwolnienia. Dlatego tak ważne jest, żeby chińskie pojazdy były produkowane w Europie. Nie dostrzegamy jeszcze tego związku przyczynowo-skutkowego, ale Amerykanie już go zauważyli. I dlatego bronią swojego rynku, nie tylko przed Chińczykami – mówi Jakub Faryś.
O regułach rządzących w USA przekonał się też polski Solaris, dla którego ekspansja na rynku zeroemisyjnych autobusów w Stanach Zjednoczonych to jeden ze strategicznych celów na najbliższe lata.
– To rynek, na którym od wielu lat obowiązują jasne i konsekwentnie egzekwowane regulacje. Jeżeli producent chce uczestniczyć w przetargach publicznych finansowanych ze środków federalnych, musi spełniać wymogi Buy American Act. W praktyce oznacza to obecność produkcyjną na miejscu — budowę zakładów, tworzenie miejsc pracy, odprowadzanie podatków oraz korzystanie z komponentów wytwarzanych przez lokalnych dostawców – mówi money.pl Mateusz Figaszewski z Solaris Bus&Coach. W Unii Europejskiej wymogu lokalnej produkcji nie ma.
BYD od 2013 r. ma fabrykę autobusów w Lancaster w Kalifornii, gdzie zatrudnia ponad 1000 osób. Również dlatego Airbus otworzył w 2015 r. zakład produkcyjny w Mobile w stanie Alabama i ulokował tam linie końcowego montażu (FAL) dla samolotów A320 i A220 dla klientów z USA. A gdy Donald Trump ogłosił cła na import samochodów w Europie, koncern Stellantis ogłosił inwestycję 13 mld dol. w amerykańską produkcję swoich aut.
Przewaga producentów z Chin. "Elektryczny autobus tańszy nawet o 30 proc."
– Inaczej niż w przypadku samochodów osobowych, produkcja autobusów miejskich to praca w dużej mierze ręczna, bo zamówienia są bardzo indywidualne. Zarówno gdy mowa o układzie foteli, ich tapicerce, malowaniu, ale także konfiguracji drzwi, co oznacza zmiany w nadwoziu. Na przykład, w Szwecji zdarza się, że lokalne autobusy mają często jedno skrzydło drzwiowe z przodu i dwa na środku, a w Polsce trzy albo cztery pary podwójnych drzwi. I to oczywiście również wpływa na cenę, bo niemal każdy zjeżdżający danego dnia z linii produkcyjnej autobus jest innym produktem – wyjaśnia Jakub Faryś z PZPM.
Z czego zatem wynika przewaga chińskich producentów, którzy oferują podobny produkt ale za wyraźnie niższe pieniądze?
– Mechanizm jest ten sam jak w przypadku samochodów osobowych. W autobusach elektrycznych Chińczycy również dysponują przewagą w postaci taniej siły roboczej i skali produkcji, bo Chiny są największym producentem autobusów na świecie. Dzięki temu ich autobus elektryczny może być nawet o 30 proc. tańszy. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie ma klauzuli pochodzenia i decydujące jest kryterium ceny, to jest to wielka szansa dla chińskich producentów – dodaje nasz rozmówca.
Cła na chińskie "elektryki", na autobusy już nie
Rodzimy przemysł motoryzacyjny bije na alarm. Już dziś znajduje się pod silną presją kosztową producentów z Państwa Środka. Widać to szczególnie na rynku samochodów osobowych.
– Osiągnięcie przez chińskich producentów importowanych spoza Europy samochodów 15-proc. udziału w rynku będzie oznaczało, że 1,5 mln samochodów nie zostanie wyprodukowanych w Europie. Jednak trudno oczekiwać, aby konsument w decyzjach zakupowych kierował się daleko idącym myśleniem o przyszłości gospodarki kraju i kondycją przemysłu. To powinno być rolą rządów – mówi Faryś.
Mimo wcześniejszych zapowiedzi, uruchamiając ostatni program dopłat "NaszEauto" nie zdecydowano się na zapis wykluczający z niego auta elektrycznych objęte cłami (czyli importowanych głównie z Chin). Teraz Niemcy przeznaczą 3 mld euro na nowy program dopłat do "elektryków", który również obejmie chińskie auta, choć jednym z założeń jest wsparcie krajowego przemysłu motoryzacyjnego.
Komisja Europejska podjęła działania w odniesieniu do tańszych chińskich samochodów elektrycznych. Po wszczętym w październiku 2023 r. dochodzeniu Bruksela uznała, że rząd w Pekinie dofinansowuje produkcję samochodów elektrycznych, dzięki czemu mogą sprzedawać je po sztucznie zaniżonych cenach. Skończyło się to rok później nałożeniem dodatkowych ceł na auta elektryczne "made in China" – nawet 35,3 proc. ponad standardowe 10 proc.
– Dochodzą do nas informacje, że były prowadzone rozmowy z Komisją Europejską na temat przeprowadzenia podobnego dochodzenia jak w przypadku aut elektrycznych, ale w przypadku autobusów nie ma żadnych konkretów – mówi nam prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Kilku się interesowało, ofertę złożył tylko Chińczyk
Z jednej strony samorządy i spółki komunalne nie uwzględniają kryterium pochodzenia w ogłaszanych przez siebie przetargach, otwierając drogę producentom spoza UE, z drugiej – rodzime firmy niektóre z przetargów oddają walkowerem, jak w Białymstoku.
– W przetargu na dostawę 20 autobusów w 2022 r. było czterech oferentów, 30 autobusów w 2024 było również czterech, a ofertę na dostawę 60 sztuk w 2026 złożył tylko jeden, chociaż ogłoszeniem interesowało się kilku – wyjaśnia money.pl Anna Szerszunowicz z Urzędu Miejskiego w Białymstoku.
Na zamówienie 60 elektrycznych autobusów i 15 ładowarek Białystok planował przeznaczyć budżet w wysokości 210 mln zł. Jedyna oferta złożona przez Busnex, importera marki Yutong, opiewała na kwotę o ponad 55 mln zł niższą – 153,7 mln zł.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl