Dziecięcy Szpital Kliniczny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozpisał konkurs ofert dla ratowników medycznych i pielęgniarek pracujących na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Według informacji opublikowanych przez środowisko ratowników odrzucono 40 ofert złożonych przez osoby, które dotychczas pracowały na oddziale.
Jak opisuje "GW", sprawa wywołała niepokój, ponieważ chodzi o jeden z dwóch SOR-ów na Mazowszu przeznaczonych wyłącznie dla dzieci. Placówka jest również Centrum Urazowym z zapleczem ortopedycznym, chirurgicznym i neurochirurgicznym. Trafiają tam najciężej poszkodowani mali pacjenci, również transportowani śmigłowcami z całego województwa. Oddział przyjmuje około 150 dzieci dziennie.
22 września o przyczyny konkursu i sytuację kadrową zapytano rzeczniczkę Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM. Barbara Mietkowska nie chciała komentować sprawy, tłumacząc, że trwają negocjacje z personelem. Zapowiedziała przekazanie informacji w późniejszym terminie.
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Nieoficjalne informacje z placówki przedstawiają jednak sytuację inaczej niż wpis środowiska ratowników - opisuje "Gazeta Wyborcza". Według osoby związanej z dyrekcją nie chodziło o obniżenie stawek, lecz o brak zgody na ich podniesienie. Dotychczasowa stawka miała wynosić około 90 zł brutto za godzinę, a część personelu domagała się zwiększenia jej do około 100 zł. Do tego dochodziły dodatki za pracę w nocy, święta i weekendy.
Spór dotyczy warunków nowych kontraktów
Według rozmówcy z kręgu dyrekcji część pracowników ostatecznie porozumiała się ze szpitalem i pozostała na dotychczasowych warunkach. Placówka miała też podpisać kontrakty z sześcioma nowymi osobami, które rozpoczną pracę 1 października.
Inaczej sytuację przedstawia ratownik medyczny, który obecnie pracuje na SOR-ze i od października ma odejść. Rozmówca, który chce zachować anonimowość, twierdzi, że wraz z nim z oddziałem pożegna się 39 osób – ratowników i pielęgniarek.
Jak wyjaśnia, zespół ratowniczo-pielęgniarski liczy około 55 osób. Około 15 z nich jest zatrudnionych na etatach, a pozostali pracują na kontraktach zawieranych po corocznym konkursie ofert.
Ratownik przekonuje, że problem dotyczył nie tylko wysokości stawek. W przypadku pielęgniarek dyrekcja miała usunąć z nowych kontraktów dodatek w wysokości 5 zł za godzinę dla osób pracujących ponad 240 godzin miesięcznie. Personel chciał więc podnieść podstawową stawkę, aby zachować dotychczasowy poziom wynagrodzenia.
Ratownicy z kolei domagali się zrównania swoich stawek ze stawkami pielęgniarek. Jak podkreśla rozmówca, obie grupy wykonują na SOR-ze te same zadania i wzajemnie się zastępują.
Nowe umowy miały być przy tym zawierane aż na dwa lata. Zdaniem ratownika oznaczało to, że personel musiałby zaakceptować niekorzystne – w jego ocenie – warunki na dłuższy czas.
Co z bezpieczeństwem dzieci?
Największe obawy dotyczą tego, jak oddział poradzi sobie po 1 października. Według ratownika w przypadku braków kadrowych możliwe jest skierowanie na SOR pracowników z innych oddziałów szpitala albo ratowników z SOR-u dla dorosłych przy ul. Lindleya.
Rozmówca zwraca jednak uwagę, że praca na dziecięcym SOR-ze wymaga specyficznych umiejętności. Jako przykład podaje intubację niemowlęcia czy prowadzenie resuscytacji dziecka, która – jak twierdzi – wymaga jednoczesnego udziału pięciu osób.
Według jego informacji od października zespół ratowniczo-pielęgniarski ma liczyć 15 pracowników etatowych i sześć osób zatrudnionych na kontraktach. Ratownik uważa, że tak duża zmiana składu zespołu może wpłynąć na funkcjonowanie oddziału.
Osoba związana z dyrekcją zapewnia natomiast, że nie ma zagrożenia dla działania SOR-u i bezpieczeństwa pacjentów. Jak przekonuje, szpital jest przygotowany na sytuacje kryzysowe i ma zapewnić dzieciom odpowiednią opiekę - podaje "Gazeta Wyborcza".