"Abstrakcja". Zdumienie po propozycji Czarnka ws. skupu pustostanów
Poseł i wiceprezes PiS Przemysław Czarnek stwierdził, że problem rosnącej liczby pustostanów w Polsce wynika z sytuacji demograficznej kraju. Kandydat na premiera zasugerował, że powinny one zostać przejęte mocą ustawy przez samorządy za "jakąś odpłatnością". Pytamy, co o tym pomyśle sądzi branża i samorządy.
Przemysław Czarnek udzielił szerokiego wywiadu Wirtualnej Polsce, a jednym z wątków, które poruszył, była sytuacja na rynku nieruchomości. Poseł PiS mówił o rosnącej liczbie pustostanów, ale też o problemach przy sprzedaży domów usytuowanych dalej od miast z uwagi na wygórowane ceny rynkowe.
Wiele osób - i ja do nich też należę - boryka się z tym, że ma jakiś dom rodzinny, którego nikt nie chce kupić. Gdyby samorząd dostał pieniądze i odkupił te nieruchomości, np. za połowę ceny, to mógłby mieć ofertę dla tych, którzy chcieliby przyjechać z zagranicy do Polski i zamieszkać w danej gminie. Ten program można poszerzyć na Polaków z innych części Europy i świata. Jest coraz więcej rodzin w Anglii, które chcą wracać do Polski, bo środowisko, w którym dzisiaj żyją w Londynie, jest zupełnie inne niż środowisko, do którego przyjeżdżali 20 lat temu. Jest mnóstwo Polaków, którzy chcieliby wrócić do Polski, tylko nie ma dla nich poważnej oferty - powiedział WP Czarnek.
O odniesienie się do pomysłu rzuconego przez polityka czołowej partii opozycyjnej zapytaliśmy eksperta rynku nieruchomości oraz związek zrzeszający największe samorządy w Polsce. Czy w ogóle jest możliwość stworzenia "oferty" poprzez zaangażowanie się samorządu i państwa w rynek?
Zaczął w kawalerce po babci. Dziś pracuje u niego 10 tys. osób
Politycy próbują znaleźć antidotum. Zapowiedzi dotyczące mieszkań wybrzmiewają w kampanii, a po wyborach znikają. Co do pomysłu, jest on bardzo ogólny, odbieram to jako marketing polityczny. To się nie trzyma kupy. Jeśli mówimy o własności prywatnej, to każdy właściciel ma prawo dysponować nią, jak chce. Konstytucja chroni własność. Jeżeli płaci się sumiennie podatki, to dom może stać 50 lat pusty. Jedyny warunek - nie może on stwarzać zagrożenia dla sąsiedztwa - wskazuje w rozmowie z money.pl Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości.
Gminy i spekulacja na nieruchomościach?
Jak ocenia, pomysły PiS oznaczają powrót do polityki mieszkaniowej znanej z zamierzchłej przeszłości. - Co to znaczy przejęcie za okazyjną cenę? Rozumiem, że chodzi o pieniądze samorządów, nawet jeśli dotowane przez państwo, ale co wtedy z oficjalną wyceną i ofertami? Gminy będą spekulowały na nieruchomościach? To jakaś abstrakcja - stwierdza wprost Błeszyński.
I dodaje, że taki obrót spraw przyniósłby problemy z innej strony. - Właściciele podupadłych nieruchomości, z wadami lokalizacyjnymi, chcieliby sprzedawać je gminom za dobre pieniądze, na zasadzie pozbycia się "kukułczego jaja" - zwraca uwagę nasz rozmówca.
Rynkowe prawa popytu i podaży wpływają na cenę. Jeśli ktoś nie może sprzedać domu, to ma dwa wyjścia - czekać, aż się pojawi kontrahent albo obniżyć cenę. Jeżeli obniży cenę, to nabywcy zapewne się pojawią. Ale wprowadzanie instrumentu z udziałem gminy i państwa, żeby transferowały na ten cel pieniądze, jest niebezpieczne - podsumowuje ekspert ds. nieruchomości.
ZMP: pomysł koliduje z prawem własności
Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich, zrzeszającego największe polskie samorządy, przekonuje, że propozycja koliduje z prawem własności. - Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Mamy wiele narzędzi do budowy mieszkań na własność i wynajem. Ostatnie lata przynoszą spory postęp. Każde kolejne narzędzie musi szanować prawo własności, a tutaj mamy ingerencję w nie - mówi nam przedstawiciel władz ZMP.
To, że są i będą takie domy, opuszczone i zaniedbane, to nie zmienia faktu, że ktoś jest ich właścicielem. Jeżeli byłaby forma przekonywania ekonomicznego, by zechcieli sprzedawać, to wtedy tak. Zwróćmy uwagę, że na Zachodzie powszechne jest zjawisko bardzo tanich nieruchomości, jeśli są zaniedbane. W Hiszpanii, Włoszech, wschodnich Niemczech. Można je tam kupić za niewielkie pieniądze, ale po własności rynkowej - dodaje Wójcik.
Według danych z Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 roku, w Polsce znajdowało się ok. 1,8 mln niezamieszkałych nieruchomości - niemal dwa razy więcej niż dekadę wcześniej. Stanowiło to 11,7 proc. całego zasobu mieszkaniowego. Jeśli chodzi o wyróżnienie zasobów gminnych, według Banku Zasobów Lokalnych w 2022 r. niezamieszkałych pozostawało 72 885 takich lokali.
Bartłomiej Chudy, dziennikarz i wydawca money.pl