Amerykanie masowo wycofują kapitał z Wall Street. To największa ucieczka od 16 lat
Amerykańscy inwestorzy w niespotykanym od ponad dekady tempie rezygnują z akcji na rodzimym rynku. Jak donosi Reuters, powołując się na dane LSEG/Lipper, kapitał płynie szerokim strumieniem na rynki wschodzące i do Europy. Powodem są nie tylko wyceny spółek technologicznych, ale także polityka gospodarcza Waszyngtonu.
Statystyki są nieubłagane dla nowojorskiego parkietu. W ciągu zaledwie pierwszych ośmiu tygodni 2026 roku z amerykańskiej giełdy wyparowało 52 mld dolarów. Jeśli spojrzymy na perspektywę ostatnich sześciu miesięcy, kwota ta rośnie do 75 mld dolarów. Analitycy LSEG/Lipper wskazują, że tak gwałtownego odwrotu od amerykańskich akcji na początku roku nie obserwowano od co najmniej 2010 roku.
Nowe kierunki geograficzne
Lutowe badanie Bank of America potwierdza zmianę sentymentu: uwaga graczy giełdowych w najszybszym tempie od pięciu lat przesuwa się z USA na rynki wschodzące. W bieżącym roku amerykańscy inwestorzy ulokowali tam już około 26 mld dolarów. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się giełda w Korei Południowej, która przyciągnęła blisko 3 mld dolarów, oraz parkiet brazylijski. Decyzja o dywersyfikacji zapada mimo faktu, że słabszy dolar teoretycznie podraża zakupy aktywów zagranicznych dla posiadaczy amerykańskiej waluty.
Decyzje o relokacji kapitału mają twarde podłoże w stopach zwrotu. Choć kluczowy indeks S&P 500 wzrósł w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 14 proc., na tle globalnej konkurencji wynik ten nie imponuje. W przeliczeniu na dolary, japoński Nikkei zyskał w tym samym czasie ponad 40 proc., a seulski KOSPI podwoił swoją wartość rynkową. Wyraźnie lepsze wyniki od amerykańskiego benchmarku odnotowały także parkiety w Europie (indeks STOXX) oraz w Chinach.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Koniec bezkrytycznej wiary w technologie
Istotnym czynnikiem wypychającym kapitał z USA są wyceny spółek. Inwestorzy z coraz większą ostrożnością podchodzą do sektora technologicznego, który w ubiegłym roku bił rekordy dzięki boomowi na sztuczną inteligencję. Obecnie rynek obawia się ryzyka korekty związanego z bardzo wysokimi wycenami gigantów cyfrowych.
Wskaźnik ceny do zysku (P/E) dla spółek z indeksu S&P 500 wynosi niemal 22. Dla porównania, w przypadku spółek europejskich mnożnik ten oscyluje w granicach 15, a w Chinach wynosi zaledwie 13,5. Ta dysproporcja skłania zarządzających portfelami do poszukiwania okazji w tradycyjnych spółkach przemysłowych oraz w tak zwanych akcjach defensywnych – czyli takich, które są odporne na wahania koniunktury. Tego typu podmioty odgrywają znaczącą rolę na parkietach w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii.
Polityka Trumpa a rynki
Nie bez znaczenia dla przepływów kapitałowych pozostaje klimat polityczny w Stanach Zjednoczonych. Reuters zwraca uwagę na niepokój wywołany nieobliczalnymi decyzjami handlowymi prezydenta Donalda Trumpa oraz jego próbami podważenia pozycji szefa Rezerwy Federalnej, Jerome'a Powella. Konflikt na linii Biały Dom – bank centralny oraz spory o cła wprowadzają element niepewności, którego rynki finansowe starają się unikać.
Dane LSEG/Lipper pokazują interesującą zmianę trendu w porównaniu do pierwszej kadencji obecnego prezydenta. Od czasu inauguracji Trumpa w styczniu ubiegłego roku, inwestorzy z USA ulokowali prawie 7 mld dolarów w europejskie akcje. Stanowi to wyraźny kontrast wobec lat 2017–2021, kiedy to z rynków europejskich odpłynęło około 17 mld dolarów amerykańskiego kapitału.