Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Krystian Rosiński
Krystian Rosiński
|
aktualizacja

Argentyna walczy, by nie utonąć. Mieszkańcy wkrótce będą zmagać się ze 100-proc. inflacją

39
Podziel się:

W środę Polska zmierzy się z Argentyną w meczu, którego stawką jest awans z grupy C na Mistrzostwach Świata w Katarze 2022. Gospodarczo to nasz kraj prezentuje się lepiej. Polacy narzekają na niemal 17,5-procentową inflację. Z kolei Argentyńczycy muszą mierzyć się ze wskaźnikiem wzrostu cen pędzącym do poziomu 100 proc. – Ludzie już poddają się tej sytuacji, są już przyzwyczajeni – słyszmy od mieszkającej tam Polki.

Argentyna walczy, by nie utonąć. Mieszkańcy wkrótce będą zmagać się ze 100-proc. inflacją
Inflacja w Argentynie zmierza w kierunku 100 proc. – Upadek gospodarczy i kryzys bankructwa to już pewna rutyna w tym kraju, bo ma to miejsce ok. raz na 10 lat – słyszymy od mieszkającej w Argentynie Polki (Getty Images, Franco Origlia)

Kilka godzin przed ceremonią otwarcia Mistrzostw Świata 2022 w Katarze piłkarską część polskiego internetu obiega mem zapowiadający mecz Polska-Argentyna. Jeden z internautów zauważa, że "Biało-czerwoni" w tym meczu będą mieli procent posiadania piłki niższy od wskaźnika inflacji. Post, który w założeniu miał być krytyką defensywnego nastawienia drużyny Czesława Michniewicza, szybko doczekał się jednak błyskotliwej reakcji.

Otóż kolejny internauta zauważył, że to samo można powiedzieć o Argentynie. W tym kraju inflacja jest znacznie, ale to znacznie wyższa niż nad Wisłą.

Trzycyfrowa inflacja już wkrótce

W Polsce w listopadzie ceny rosły przeciętnie o 17,4 proc., natomiast w Argentynie wskaźnik inflacyjny w październiku wyniósł 88 proc. I pędzi w kierunku 100 proc.

Według sondażowni kierowanej przez ekonomistkę Marinę dal Pogetto, trzycyfrowa inflacja w tym kraju pojawi się już grudniu. Profesor Agustin Salvia, socjolog i wieloletni dyrektor Laboratorium Długu Publicznego Uniwersytetu Katolickiego Argentyny (UCA), na początku listopada w artykule opublikowanym w portalu pagina12.com.ar, cytowanym przez Polską Agencję Prasową, pisał:

W następstwie tak wysokiej inflacji argentyńskie społeczeństwo ponownie przeżywa okres wzrostu społecznych nierówności, społecznego marginalizowania i wykluczenia, które naznaczą je w sposób niezwykle głęboki.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Inflacja w 2023 r. Prof. Marian Noga: w drugiej połowie roku spadnie, ale ceny nadal będą rosły

Powołał się na najnowsze badania społecznych następstw inflacji, z których wynika, że aż jedna piąta (20 proc.) Argentyńczyków żyje w niepewności, czy tego dnia będzie jadła. 9 proc. natomiast jest skazanych na częste niedojadanie. W rozmowie z money.pl Marcelo Villa, szef biura Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAiH) w Buenos Aires, podkreśla, że na początku roku wzrost cen był na poziomie 60 proc., a za moment Argentyna "prześcignie" Turcję.

Wszystkie kraje prowadzą różnego rodzaju politykę monetarną, aby spróbować kontrolować sytuację. Dla nas jednak nie jest to nowy problem. To cykl, który powtarza się przez lata – stwierdza Marcelo Villa.

Poziom życia jest coraz niższy

Nasz rozmówca zwraca uwagę na to, że koszty życia są droższe, przez to realna wysokość wynagrodzenia znacznie spadła. Obecny rząd ma jednak wprowadzać zmiany, które spowolnią wzrost inflacji. Nie będzie jednak dramatycznych ruchów, gdyż w 2023 r. w Argentynie będą wybory, podobnie jak w Polsce. A przez lata partie polityczne skupiały się na rekompensatach oraz świadczeniach socjalnych.

O tym, że spadek poziomu życia jest odczuwalny, mówi też w rozmowie z money.pl Karolina Barmuta-Pawelek – Polka mieszkająca od 12 lat w Argentynie, prowadząca własną firmę Pola Posta Consulting, a wcześniej związana m.in. z Polsko-Argentyńską Izbą Gospodarczą i polskim konsulatem. Podkreśla, że kiedy prezydent Mauricio Macri zdawał urząd prezydenta w grudniu 2019 r., to inflacja wynosiła ok. 30 proc.

Dodatkowo obecny rząd zniósł dofinansowania rachunków za wodę, gaz i prąd. Tylko niewielkiej grupie osób obecnie należą się te subsydia, choć wcześniej korzystali z nich niemal wszyscy. To też wpłynęło na poziom życia i wydatki w gospodarstwach domowych – opowiada Karolina Barmuta-Pawelek.

Decyzja ta jest związana z pożyczką od Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). W marcu Argentyna otrzymała 44 mld dolarów w ramach pilnej kroplówki finansowej – inaczej groziło jej kolejne bankructwo, już dziesiąte w historii. W zamian władze kraju zobowiązały się, że w drodze ewolucji uzdrowią sytuację gospodarczą. Decyzja o przerwaniu dotowania rachunków do energii ma być jednym z wielu kroków, które do tego doprowadzą. Odbija się ona jednak na jakości życia obywateli.

Widoczny jest podział społeczeństwa na warstwy: ubogą, średnią i wyższą. Obecna sytuacja wpływa przede wszystkim na tę pierwszą grupę. Przedstawiciele klasy średniej i wyższej mają zatrudnienie, ubezpieczenia i małe oszczędności, więc w jakiś sposób sobie radzą. Widać to zresztą na ulicach, gdzie pojawiło się więcej bezdomnych i tzw. cartoneros, czyli ludzi zbierających produkty do recyklingu ze śmietników – opowiada mieszkanka Argentyny.

Rozwarstwienie widać też w układzie miasta – dzielnice slumsów i luksusowych, strzeżonych osiedli, gdzie mieszkają milionerzy, politycy i celebryci niemal ze sobą sąsiadują. – Niemniej jednak system publiczny działa, do szpitali mają dostęp wszyscy, choć nie mówimy tu o tych najlepiej wyposażonych placówkach. Podobnie jest z urzędami. Działają one wolno, jest dużo biurokracji, ale zarazem wszyscy mają do nich równy dostęp – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Peso traci na wartości, a w obiegu są cztery kursy dolara

Ile zatem peso potrzeba, by spokojnie przeżyć miesiąc? Polka podaje przykład czteroosobowej rodziny: rodziców i dwójki dzieci, zaklasyfikowanych jako osoby znajdujące się na granicy ubóstwa.

Aby nie przekroczyć tej granicy, ta rodzina potrzebuje 120 tys. peso, czyli ok. 750 dolarów według oficjalnego kursu. Nie mówimy tu jednak o spokojnym i godnym przeżyciu, lecz o zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Jeżeli porównywać to ze standardami europejskimi, to na czteroosobową rodzinę w wynajmowanym mieszkaniu potrzeba ok. 300-400 tys. peso, a i tak nie byłoby to życie w luksusach. Nie bierzemy też pod uwagę takich kwestii, jak: auto, wakacje czy prywatne szkoły – wyjaśnia Karolina Barmuta-Pawelek.

Podkreśla zarazem, że w Argentynie w obiegu są dwie waluty – peso i dolar, choć tylko pierwszą można płacić na co dzień w punktach handlowych. Jest też ustalony odgórny limit – miesięcznie można wypłacić 200 dolarów, jeżeli posiada się konto bankowe. Ograniczenie bierze się z tego, że argentyński bank centralny ma niskie rezerwy walutowe (w październiku wynosiły ok. 3,25 mld dolarów).

Jednak wymiana peso na dolary nie dość, że jest ograniczona, to jeszcze doliczyć do niej trzeba różnej maści opłaty i podatki, jakie nakłada państwo. Łącznie – jak opowiada nam Polka – stanowią one nawet 60 proc. wartości całej transakcji.

Więcej dolarów można kupić od ulicznych handlarzy walutą sprzedających w tzw. cuevas (pol. jaskinie). Dolar "blue", bo tak jest nazywany pieniądz pozyskany od takich sprzedawców, nie ma żadnych limitów i nie jest kontrolowany przez władze. Haczyk? Jego kurs jest niemal dwukrotnie wyższy niż oficjalny wynoszący ok. 160 peso za dolara. Na ulicy za amerykańską walutę zapłacimy ok. 310 peso.

Różnego rodzaju dolarów jest jednak więcej. Sprzedawców soi obowiązuje np. dolar "soja", zachęcający ich do eksportu. "Sojowy" dolar jest obwarowany mniejszymi podatkami, ma też wyższy kurs. Przed kilkoma dniami argentyńskie Ministerstwo Gospodarki ustanowiło go do 30 grudnia na poziomie 230 peso za dolara (co zresztą nie podoba się MFW, gdyż narusza warunki pożyczki). Dzięki temu rolnicy mają nie magazynować plonów w oczekiwaniu na poprawę kursu, lecz sprzedawać je za granicę.

Jak podaje Bloomberg, kiedy podobny mechanizm rząd ustanowił we wrześniu, to sprzedawcy soi zwiększyli eksport do 8 mld dolarów. A po co taki krok? Dzięki niemu ma udać się "zwiększenie rezerw walutowych tak, aby gospodarka dotarła do końca roku z dostępem do 10 mld dolarów" – powiedział w rozmowie z radiem Futurok sekretarz przemysłu Jose de Mendiguren, cytowany przez Agence France-Presse.

Natomiast dla miłośników piłki nożnej wybierających się do Kataru obowiązuje dolar "qatar". Przy zakupie biletów lotniczych i rezerwacji miejsc w hotelach w Katarze kurs wymiany był dla kibiców inny niż oficjalny – oczywiście wyższy – choć jego wyliczenie jest dość skomplikowane i uzależnione m.in. od posiadanego majątku. W ten sposób rząd chce ograniczyć wywóz obcej waluty z kraju.

Ceny rosną, choć są regulowane

W Argentynie od dłuższego czasu obowiązuje też mechanizm cen regulowanych na podstawowe produkty (m.in. mleko, mąka, ryż czy niektóre detergenty), o czym pisaliśmy w money.pl w ubiegłym roku. Ceny ustalane są po spotkaniach przedstawicieli izb gospodarczych, gdzie producenci najpierw wskazują koszty produkcji ograniczanych cenowo artykułów.

Dzięki ustalonemu limitowi cenowemu produkty podstawowej potrzeby nie reagują aż tak bardzo na inflację. Wszystko po to, by zachować ich dostępność dla najbiedniejszej warstwy społecznej – tłumaczy Karolina Barmuta-Pawelek.

Dodaje, że niektóre produkty, np. pszenica i mąka, obwarowane są obowiązkiem sprzedaży w pierwszej kolejności na krajowym rynku, a dopiero potem ewentualnie przeznacza się je na eksport. Dzięki temu po wybuchu wojny w Ukrainie ceny mąki nie podskoczyły tak, jak można się było tego spodziewać.

Ceny rosną, lecz dla Argentyńczyków to nic nowego

Jednak do skoku cenowego doszło. Przykład? Nasza rozmówczyni wskazuje, że na początku roku kilogram mąki kosztował 80-90 peso, a obecnie – 180. Do tego dochodzą też powszechne spekulacje cenowe, związane z "podwójnym" obiegiem dolara w gospodarce. – Produkt – i to nie tylko żywnościowy, ale i elektronika, wyposażenie domu itp. – w jednym punkcie znajdziemy np. za 100 peso, a w drugim za 500. Nie ma wspólnej polityki cenowej – opowiada Polka.

Ogólnie jednak sytuacja w Argentynie jest stabilna. Mimo kryzysu i rosnącej inflacji ludzie już poddają się sytuacji, bo są przyzwyczajeni do takich wahnięć gospodarczych. Upadek gospodarczy i kryzys bankructwa to już pewna rutyna w tym kraju, bo ma to miejsce ok. raz na 10 lat. Dużą rolę nadal ogrywa peronizm (populistyczny nurt w Argentynie, oparty na sprawiedliwości społecznej i nacjonalizmie – przyp. red.). Naród wierzy, że ludzie sprawujący władzę chcą dla nich jak najlepiej. To właśnie przez tę ideologię nie ma tu masowych protestów czy ulicznych rewolucji – zauważa Karolina Barmuta-Pawelek.

– Wszyscy jednak czekają na wybory, które odbędą się w 2023 r. Na zmianę szczególnie liczy klasa średnia, która wierzy w reformę na poziomie systemowym, a nie na zasadzie łatania dziur tu i tam, jak działa obecny rząd – kończy nasza rozmówczyni.

Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca money.pl (współpraca: Piotr Bera)

Jeśli chcesz być na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami ekonomicznymi i biznesowymi, skorzystaj z naszego Chatbota, klikając tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(39)
Adam N 1973
2 miesiące temu
Możemy niedługo osiągnąć poziom PKB na głowę Francji, tylko pod warunkiem że do władzy nie wróci Targowica, która ma za zadanie POdporządkować Polskę Niemcom i rozmyć sprawę reparacji od Niemiec. Jeśli Targowica obejmie rządy, to spadniemy do poziomu Rumunii, albo jeszcze niżej. Chleb zamiast 3 zł jak obecnie, będzie kosztować 10 zł. Rządy liberałów w latach dziewięćdziesiątych opóźniły nas o 15 lat rozwoju. Obecny poziom PKB i zarobków mogliśmy mieć w 2007 roku. Na początku lat 2000 wielu polskich naukowców miało sporo wynalazków. Jednak z powodu tego że liberałowie zniszczyli państwowy przemysł i dusili rozwój naszych firm prywatnych, nie było możliwości by te wynalazki trafiły do produkcji w Polsce. Zostały opatentowane na Zachodzie, głównie w USA i obecnie często znane są jako tam wynalezione. Do 2015 nic się nie polepszało. Co się stało z polskim grafenem za rządów PO-PSL??? Gdyby teraz rządziła PO to inflację mielibyśmy najwyższą w Europie. Stopy procentowe byłyby powyżej owej POwskiej najwyższej inflacji. Raty kredytów byłyby 4 razy większe. Ale nie to byłoby najgorsze, bo bez pracy byłoby 6 milionów osób. Ludzie traciliby nie tylko pracę, ale też dach nad głową
Emeryt
2 miesiące temu
To ile razy już MFW ich wyprowadzał z bankructwa??????
Proszęopomoc....
2 miesiące temu
Dobry wieczór... zbieram pieniążki aby dzieciom zrobić niespodziankę Na święta ponieważ mnie poprostu nie stać A one zasługują na wszystko co najlepsze mam 3 córeczki 24109025900000000151835993 dziękuję .... Elwira Jankowska
J 25
2 miesiące temu
U nas jest podobnie to już takie kraje w których nigdy normalnie nie było i nie będzie
8 Gwiazdek
2 miesiące temu
ZA PIS BEDZIE W POLSCE TO SAMO
...
Następna strona