Atak USA na Wenezuelę. Ekspert: Nie ufałbym w pełni deklaracjom Trumpa
Jeśli amerykańska operacja w Wenezueli rzeczywiście była tak skuteczna, jak twierdzi Donald Trump, konflikt może zakończyć się bardzo szybko – ocenia dr Karol Szulc z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego zdaniem idealnym dla USA scenariuszem byłaby zmiana reżimu, ale możliwych wariantów jest znacznie więcej.
Amerykanista z Uniwersytetu Wrocławskiego dr Karol Szulc w rozmowie z PAP ocenił, że jeśli działania USA w Wenezueli były tak skuteczne, jak przedstawia to Donald Trump, konflikt może zakończyć się nawet bardzo szybko. Jednocześnie podkreślił, że rozwój wydarzeń pozostaje niepewny i możliwych scenariuszy jest wiele.
W sobotę nad ranem w Caracas słychać było eksplozje i nisko przelatujące samoloty. Prezydent USA potwierdził później, że za ataki odpowiadają Stany Zjednoczone. Trump napisał w mediach społecznościowych, że USA przeprowadziły "zakrojony na szeroką skalę atak" na Wenezuelę, a przywódca kraju Nicolás Maduro wraz z żoną miał zostać pojmany i wywieziony z kraju.
Dom marzeń z haczykiem. Jak dostali kredyt 2 proc. ?
Zmiana reżimu jako "idealny scenariusz"
Zdaniem dr. Szulca najbardziej korzystnym dla Waszyngtonu rozwiązaniem byłaby zmiana reżimu i przejęcie władzy przez wenezuelską opozycję. Jak zaznaczył, w takim wariancie władzę mogłaby objąć m.in. María Corina Machado lub inna postać związana z opozycją.
– Dochodzi do zmiany reżimu, cały świat się cieszy, sypią się inwestycje i pieniądze, a transformacja okazuje się skuteczna – wskazał rozmówca PAP, opisując najbardziej pozytywny scenariusz.
Groźba chaosu i analogie do Iraku
Ekspert zwrócił jednak uwagę, że równie realny jest wariant znacznie bardziej pesymistyczny. Wskazał na analogię do Libii po obaleniu Muammara Kaddafiego, gdzie destabilizacja doprowadziła do długotrwałego chaosu wewnętrznego.
Dr Szulc podkreślił też, że należy zachować ostrożność wobec komunikatów płynących z Białego Domu. Jego zdaniem deklaracje Trumpa niejednokrotnie rozmijały się w przeszłości ze stanem faktycznym.
Politolog dostrzega również podobieństwa do amerykańskiej interwencji w Iraku w 2003 r., kiedy – jak przypomniał – USA uzasadniały inwazję walką z terroryzmem i bronią masowego rażenia. – W Iraku nie było miliardowych zysków, za to doszło do destabilizacji regionu – ocenił.
Według dr. Szulca obecna eskalacja może mieć także wymiar polityki wewnętrznej. Zwrócił uwagę, że George W. Bush w 2003 r. zyskał poparcie dzięki retoryce wojennej, a podobny mechanizm – jego zdaniem – może dziś działać na korzyść Trumpa.
Źródło: PAP