Porodówki będą zamykane? Minister zdrowia odpowiada
- Nie możemy uciekać od tego, że jest demografia taka, jak jest w Polsce. Na pewno takie procesy, jeśli będą niezbędne, to pewnie należy się ich spodziewać - tak na antenie Radia ZET ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, odpowiadała na pytanie, czy należy się spodziewać zamykania kolejnych porodówek.
Minister zdrowia podkreśla, że decyzje dotyczące porodówek "zapadają przede wszystkim w regionach, również poprzez decyzje właścicieli i dyrektorów szpitali". Szefowa resortu zdrowia zaznacza, że zdecydowanie wspiera kobiety i chce, żeby rodziły bezpiecznie.
To nie sam pieniądz decyduje o tym, że porodówki są zamykane, ale liczba porodów na danej porodówce – mówiła na antenie Radia ZET minister.
Porody na SOR-ach? Lewica i PiS mówią jednym głosem. "Fatalny kierunek"
- My zabezpieczamy kobiety tym, że jest profesjonalna obsługa położnej, miejsce do narodzin, które gdyby nie dojechała, gdyby była taka potrzebna powinny być zabezpieczone – komentuje minister Sobierańska-Grenda.
Dopytywana, ile takich pokojów narodzin zostało już otwartych odpowiedziała że "to nowy produkt rozliczeniowy, dopiero są plany i rozmowy w tej kwestii".
"Znikają nawet najlepsze małe porodówki"
- Nawet najwyżej ocenione przez kobiety porodówki są zamykane, bo przy obecnej demografii nie są w stanie się utrzymać - powiedziała PAP prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku Joanna Pietrusiewicz. Dodała, że żaden szpital powiatowy bez wsparcia nie utrzyma oddziału położniczego.
Kobiety w 2025 r. najwyżej oceniły porodówkę w Myszkowie (woj. śląskie) – wynika z opublikowanego na początku lutego rankingu Fundacji Rodzić po Ludzku. Szpital w Myszkowie 8 grudnia czasowo na pół roku zawiesił działalność oddziału położniczego z blokiem porodowym i oddziału neonatologii.
- Ze względu na ekonomię żaden szpital powiatowy bez wsparcia państwa nie utrzyma oddziału porodowego. Na dobrych porodówkach sercem wszystkiego są ludzie. Standardy pracy, ludzie, którzy to wypracowali, i oni się rozchodzą po innych miejscach – to jest wielka strata – dodała.
Oceniła, że rozwiązanie MZ, jakim są "pokoje narodzin" w szpitalach, w których nie ma porodówek, są kosztowne.
- Szacunkowo jest to koszt około 3 mln zł rocznie, a jeśli szpital chce dodatkowo zapewnić opiekę lekarską, to 5 mln zł - zaznaczyła. - Słyszymy narrację, że poród w szpitalu bez porodówki to jednostkowe sytuacje, że tych przypadków będzie mało. Może się więc okazać, że jeden poród będzie kosztował kilka mln zł - powiedziała.