Trump na krawędzi wojny z Iranem. Atak uruchomi domino konsekwencji
Jeśli dojdzie do eskalacji i nastąpi atak USA na Iran, skutki będą globalne. Tą decyzją Trump uruchomi domino konsekwencji. Pierwsza zareaguje ropa, a za nią paliwa, gaz, złoto, giełdy. Zatrzeszczą łańcuchy dostaw, wzrosną ceny frachtu oraz ryzyko światowego kryzysu. Stawka jest więc wysoka.
Temperatura wokół Iranu rośnie. Atak USA na dużą skalę przeciwko temu krajowi jest coraz bardziej prawdopodobny. Jak oceniają analitycy, największa koncentracja amerykańskich sił powietrznych od czasu inwazji na Irak w 2003 roku może oznaczać gotowość do szeroko zakrojonej operacji przeciwko Iranowi, znacznie przekraczającej punktowe uderzenia z czerwca ubiegłego roku.
Tak wielkie siły obejmujące lotniskowce, lotnictwo, przesuwanie wojsk w ościennych krajach, dają szerokie możliwości i mogą sugerować większą kampanię. Choć o inwazji lądowej nikt nie mówi - komentuje dla money.pl dr Robert Czulda, adiunkt z Katedry Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Łódzkiego, analityk Fundacji Pułaskiego.
Teheran również pręży muskuły i zapowiada odwet za każdy atak. Rozmieścił na wodach Zatoki Perskiej ponad 20 miniaturowych okrętów podwodnych klasy Ghadir i prowadzi wspólne ćwiczenia z Rosją i Chinami w rejonie kluczowej Cieśniny Ormuz.
Wybory na Węgrzech. Ekspert o Orbanie: "Ojciec chrzestny ruchu MAGA"
Rządy ajatollahów zastąpi demokracja? "Naiwne myślenie"
Jak podkreśla analityk, USA mają przewagę, aby zdominować całą przestrzeń powietrzną w rejonie, ale i przeprowadzać ataki rakietowe spoza niego.
- Pytanie, jaki byłby cel tej operacji. Obalić reżim operacją z powietrza? Mało prawdopodobne i trudno wykonalne. Ograniczone uderzenia wycelowane w program jądrowy, instalacje rakietowe i komórki Strażników Rewolucji? Maksymalnie osłabienie państwa umożliwiający przewrót siłom wewnętrznym? - wylicza potencjalne możliwości dr Czulda.
Jakakolwiek byłaby odpowiedź, atak na Iran to nie będzie specjalna operacja w Wenezueli. - Naiwna jest myśl, że po amerykańskim ataku w Teheranie rządy ajatollahów zastąpi demokracja. Gdyby doszło do obalania reżimu, w Iranie zapanuje chaos, jaki obserwujemy Syrii - podkreśla ekspert.
Konsekwencje ataku będą globalne
Doradcy Trumpa ostrzegają, że amerykański prezydent traci cierpliwość i choć nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, coraz bardziej skłania się ku atakowi na dużą skalę przeciwko Iranowi.
Jak donosi Axios, opowiadający się za amerykańską operacją Izrael przygotowuje się na wybuch wojny w ciągu kilku dni. Z kolei odpowiedzialni za bezpieczeństwo członkowie administracji USA mieli przekazać Trumpowi, że armia jest gotowa do uderzenia na Iran już w sobotę.
- Siły, które zgromadziły USA w regionie, są na tyle duże, że atak może rzeczywiście nastąpić. Z drugiej strony rozmowy w Omanie, choć nie przyniosły postępu, nie zostały zerwane. Może być to więc próba wywarcia jeszcze większego nacisku na Teheran. Wg informacji, jakie do mnie docierają od znajomych w Iranie, internet już jest tam wyłączany. To może oznaczać, że władza się szykuje do potencjalnego ataku Amerykanów - podkreśla dr Czulda.
Uderzenie sił USA na Iran uruchomi bowiem domino konsekwencji.
Naftowy szok
Pierwsza zareaguje ropa naftowa. Notowania już teraz odzwierciedlają nerwowość na rynkach, podbijając cenę baryłki do poziomów niewidzianych od września ubiegłego roku. Notowania ropy Brent przebiły w czwartek poziom 70 dol. za baryłkę.
Jak ocenia w rozmowie z money.pl Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w europejskim zespole IEEFA (Instytutu Ekonomiki, Energetyki i Analiz Finansowych), wpływ sytuacji w Iranie na dostawy ropy naftowej będzie nieporównywalnie większy niż Wenezueli, mimo że jej zasoby należą do największych na świecie (303 mld baryłek ropy, ok. 17,5 proc. światowych zasobów tego surowca - wynika z raportu EBSCO).
Iran jest jednym z najważniejszych producentów ropy na świecie. Jego zasoby szacuje się na 21,8 mld ton dobrego jakościowo surowca. Mimo ubiegłorocznych uderzeń izraelsko-amerykańskich przemysł naftowy w tym kraju dalej funkcjonuje.
- To zasadniczo inny przypadek niż Wenezuela. Kraj ten pod koniec 2024 r. odpowiadał za tylko około 1 proc. światowej produkcji ropy naftowej - przypomina analityczka IEEFA. Dla porównania, w tym samym okresie objętym sankcjami Iran odpowiadał za 4,7 proc. światowej produkcji. Wciąż pozostaje on ponad czterokrotnie większym dostawcą "czarnego złota" na światowy rynek niż Wenezuela.
Jak pisaliśmy w money.pl, Teheran wydobywa więcej ropy, niż się powszechnie sądzi. Wzrost produkcji kondensatu i płynów gazu ziemnego pozwolił w 2024 roku osiągnąć niemal 5,1 mln baryłek dziennie, co było rekordem od początku istnienia Republiki Islamskiej (1979 r.). Według danych OPEC, w końcówce roku 2025 wydobycie nieco spadło, ale wciąż było to około 3,5 mln baryłek dziennie. Choć USA nałożyły na Iran drastyczne sankcje, kraj ten - korzystając z tzw. floty cieni - eksportuje średnio około 2,2 mln baryłek ropy dziennie, a głównym ich odbiorcą pozostają Chiny.
Wojna i bombardowania Iranu wpłyną na rynek naftowy nie tylko przez potencjalną utratę ok. 3,5 mln baryłek dziennie i wahania wynikające z nerwowości i niepewności inwestorów, ale także w wyniku możliwych ograniczeń dostaw z całego regionu.
- Jeśli Iran zostanie przyparty do muru, a reżim nie będzie miał już nic do stracenia. Będzie mógł próbować paraliżować ruch w rejonie kluczowej dla transportu ropy naftowej Cieśniny Ormuz, stawiając miny morskie, a nawet bezpośrednio atakując przepływające nią tankowce i gazowce - ocenia dr Czulda.
Cieśnina Ormuz leży na szlaku wiodącym z Zatoki Perskiej do Morza Arabskiego. To jedyna trasa, którą z Zatoki mogą przepływać transporty ropy naftowej. Przez cieśninę transportowanych jest dziennie 18 mln baryłek ropy. W przypadku jej blokady zaledwie 6,5 mln baryłek można przekierować na inną trasę.
- W 2024 roku przepływ ropy przez cieśninę wynosił średnio 20 mln baryłek dziennie, czyli równowartość około 20 proc. światowego zużycia płynów naftowych. Bezpieczeństwo energetyczne Europy może być zagrożone m.in. przez zakłócenia w dostawach, wzrost zależności od importu, zmienność cen oraz niepewność rynkową - ocenia Ana Maria Jaller-Makarewicz.
Dla zobrazowania: dane Eurostatu wskazują, że import ropy do UE z krajów Zatoki Perskiej, z których trasa morska prowadzi przez Ormuz, stanowił około 13 proc. całego unijnego importu naftowego. Główne kierunki to Arabia Saudyjska, która w 2024 r. wysłała do UE 0,66 mln b/d (baryłek dziennie) i Irak dostarczający ok. 0,57 mln b/d. W sumie można szacować, że ok. 1,23 mln baryłek dziennie ropy trafiającej do UE pochodzi z krajów, których transport prowadzi przez Ormuz. Tylko do Polski w okresie tym 51 proc. dostaw ropy pochodziło z Arabii Saudyjskiej, co według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego przekładało się na około 14 mln ton surowca.
- Wojna z Iranem nie doprowadzi do całkowitego zamknięcia Zatoki Perskiej, ale będzie czynnikiem windującym ceny surowców energetycznych, frachtu morskiego i ograniczeń w transporcie lotniczym - wylicza dr Czulda. To z kolei przełoży się na ceny paliw na stacjach benzynowych i dalej na transport, a więc - w konsekwencji - na ceny produktów i usług.
Gaz idzie w parze
Problem dotyczy zarówno tankowców, jak i gazowców. Zatoka Perska to bowiem również zagłębie produkujące LNG. - W miarę narastania problemów geopolitycznych rośnie ryzyko zatorów w dostawach tak ropy, jak i gazu ziemnego. Zakłócenie w Cieśninie Ormuz mogłoby wpłynąć na 20 proc. światowego handlu LNG - ocenia Jaller-Makarewicz.
W samym 2025 r. polski koncern Orlen podał, że do terminalu LNG w Świnoujściu dotarło w sumie 81 ładunków, z czego 17 z Kataru, co mogło się według naszych szacunków przełożyć na ok. 1,2-1,3 mln ton LNG.
Chociaż Azja jest głównym celem LNG z Kataru i ZEA, bezpieczeństwo energetyczne Europy może również zostać zagrożone, jeśli eksport paliwa z tych źródeł zostanie przerwany. Europa ograniczyła import LNG z Kataru, ale te wolumeny nadal są znaczące. W 2025 roku 11 proc. przepływów LNG przez Cieśninę Ormuz zostało wysłanych do Europy, co stanowi spadek z 14 proc. w 2024 roku - zaznacza analityczka IEEFA.
Podobnie jak w przypadku ropy naftowej, tu też istnieje możliwość importu z innych kierunków, ale taka zmiana oznacza koszty.
- Przekierowanie przepływów gazu i LNG skutkowałoby dłuższymi i droższymi podróżami. Przepływy LNG przez trasę żeglugową Morza Czerwonego doświadczyły znacznych zakłóceń z powodu ataków bojowników Houthi z Jemenu, które rozpoczęły się pod koniec 2023 roku. Większość statków LNG nadal omija ten obszar, woląc dłuższą, droższą trasę wokół Przylądka Dobrej Nadziei - dodaje Jaller-Makarewicz.
Gospodarcze domino
Trzeba dodać, że konflikt w tak newralgicznym punkcie będzie rezonował również na łańcuchy dostaw i globalny handel oparty o transport morski i lotniczy. Poza tym wpłynie na giełdy, a co za tym idzie - na gospodarkę. Złoto już osiąga rekordowe ceny, a wraz z rosnącym zagrożenie rośnie na nie popyt.
Cena złota w transakcjach natychmiastowych wzrosła o 0,7 proc. do 5 012,83 dol. za uncję, a kontrakty terminowe w USA o 0,4 proc. Również srebro drożeje o 2,7 proc. do 79,24 dol. za uncję, a - w związku z obawami inwestorów o konflikt długoterminowy - drożeje także platyna i pallad.
Jak wskazywali analitycy JPMorgan, od 1979 r. miało miejsce aż osiem przypadków zmian reżimów w głównych krajach produkujących ropę naftową. Ceny ropy rosły średnio o 76 proc. w szczytowym momencie w następstwie tych zmian, zanim spadły i stabilizowały się na poziomie o około 30 proc. wyższym niż poziom sprzed kryzysu.
Bank za przykład podawał niemal trzykrotny wzrost cen od połowy 1979 r. do połowy 1980 r. po tym, jak rewolucja islamska obaliła szacha i doprowadziła do powstania Republiki Islamskiej. To zaś wywołało światową recesję gospodarczą.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl