Brytyjczycy masowo wybierają Polskę. Rafał Brzoska: Czas na drenaż mózgów
Polska staje się jednym z najpopularniejszych kierunków emigracji dla obywateli Wielkiej Brytanii. Dynamiczny rozwój gospodarczy nad Wisłą oraz stagnacja na Wyspach sprawiły, że liczba Brytyjczyków w naszym kraju wzrosła do blisko 185 tysięcy.
Wielka Brytania, która przez dekady była dla Polaków symbolem gospodarczego sukcesu i głównym celem emigracji zarobkowej, sama zaczyna mierzyć się z odpływem obywateli. Jak podaje portal Next.gazeta.pl, powołując się na dane ONZ oraz doniesienia brytyjskich mediów, Polska stała się siódmym najchętniej wybieranym państwem przez mieszkańców Wysp Brytyjskich. Skala tego zjawiska jest znacząca: jeszcze dziesięć lat temu w naszym kraju mieszkało około 41 tys. Brytyjczyków, podczas gdy w ubiegłym roku liczba ta wzrosła do blisko 185 tys. osób.
Na ten fenomen coraz częściej zwracają uwagę prestiżowe tytuły, takie jak "The Times" czy "The Telegraph", które analizują polski sukces gospodarczy. Zjawisko to przyciąga uwagę nie tylko demografów, ale i liderów biznesu. Rafał Brzoska, twórca i właściciel InPostu, w mediach społecznościowych wskazał, że ten trend może się jeszcze nasilić. "Ten trend exodusu Brytyjczyków i migracja do Polski ma szansę tylko narastać - powinniśmy zrobić wszystko, by trafili do nas najbardziej utalentowani, mający właściwe podejście do etosu pracy i budowania siły naszego kraju" – skomentował biznesmen na platformie X. Brzoska podkreślił, że kluczowe jest tu pojęcie "smartmigration", dzięki któremu Polska mogłaby stać się beneficjentem drenażu mózgów, zamiast być jego ofiarą.
Milioner szczerze do bólu. "Czułem się debilem"
Koniec ery dominacji Londynu
Eksperci wskazują, że zmiana kierunku migracji jest bezpośrednim wynikiem problemów strukturalnych, z jakimi boryka się Zjednoczone Królestwo. Dr Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao SA, w rozmowie z Next.gazeta.pl zauważył, że Wielka Brytania doświadcza stagnacji w zasadzie od kryzysu finansowego w 2008 roku. Powoduje to, że kraj ten staje się z roku na rok coraz mniej atrakcyjny, i to nie tylko dla przyjezdnych, ale i dla własnych obywateli. Jednocześnie dystans gospodarczy między oboma państwami drastycznie się skurczył.
Obecnie, biorąc pod uwagę PKB skorygowane o siłę nabywczą pieniądza, Polska jest już tylko o około 20-25 proc. biedniejsza od Wielkiej Brytanii. To kolosalna zmiana w porównaniu do sytuacji sprzed dekady, gdy różnica ta była dwukrotna. Przypomnijmy, że proces ten widać również w statystykach dotyczących Polonii. Jak zauważa Kamil Fejfer w opinii dla money.pl, liczba naszych rodaków na Wyspach systematycznie maleje. W rekordowym 2017 roku przebywało tam blisko 800 tys. Polaków, podczas gdy w 2024 roku liczba ta spadła do nieco ponad 400 tysięcy. Tylko między połową 2024 a połową 2025 roku saldo migracji Polaków do Wielkiej Brytanii było ujemne i wyniosło minus 19 tys. osób.
Polska goni zachodnie standardy życia
Analiza danych ekonomicznych potwierdza, że Polska skutecznie "podgryza" pozycję Wielkiej Brytanii. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w 2004 roku zamożność Brytyjczyków mierzona PKB per capita (PPP) wynosiła 33 tys. dolarów międzynarodowych, podczas gdy w Polsce było to zaledwie 14,5 tys. dolarów. Obecnie polski wskaźnik przekracza już 55 tys. dolarów, co oznacza, że wyprzedziliśmy poziom zamożności Wielkiej Brytanii sprzed dekady. Prognozy MFW wskazują, że do 2030 roku oba kraje mogą niemal zrównać się pod względem tego wskaźnika.
Poprawa sytuacji dotyczy również wynagrodzeń. Choć najświeższe porównywalne dane Eurostatu pochodzą z 2022 roku, trend jest jednoznaczny: w ciągu ostatnich kilkunastu lat polska mediana płac godzinowych wzrosła o ponad połowę, podczas gdy w Wielkiej Brytanii realnie odnotowano spadki. Do tego dochodzą czynniki pozaekonomiczne, które coraz mocniej wpływają na decyzje o relokacji. Polska oferuje obecnie jeden z najniższych wskaźników bezrobocia w Europie, dynamicznie rozwijającą się infrastrukturę oraz wysoki poziom bezpieczeństwa publicznego.
Wszystko to sprawia, że Polska przestaje być jedynie rezerwuarem taniej siły roboczej dla Zachodu, a staje się realną alternatywą dla specjalistów i przedsiębiorców z Europy Zachodniej. Jeśli tempo wzrostu zostanie utrzymane, w ciągu najbliższej dekady Polska może trwale zmienić swoją pozycję na mapie gospodarczej kontynentu, stając się regionalnym centrum przyciągającym kapitał ludzki z państw, które dotychczas były dla nas niedoścignionym wzorem dobrobytu.