Notowania

Ceny prądu. Policzyliśmy, o ile wzrosną. Wesoło nam nie będzie

Czas rekompensat się kończy i zbliżają się podwyżki cen prądu. Ktoś musi zapłacić za drogie prawa do emisji dwutlenku węgla i zieloną energię. I tym kimś jest właśnie Kowalski. Oszacowaliśmy w money.pl, o ile wzrosną ceny. Proszę mocno trzymać się fotela.

Podziel się
Dodaj komentarz
(flickr.com)
Za prąd wkrótce zapłacimy dużo więcej. System rekompensat jest nie do utrzymania

Według danych Eurostatu, gospodarstwa domowe w Polsce mają jedne z najniższych cen energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Uwzględniając wszystkie podatki i akcyzę, taniej w UE ma tylko pięć krajów. Średnio w Unii ceny są o 47 proc. wyższe od naszych. Jednak już niedługo.

Ustawa o rekompensatach rządowych zamroziła ceny dla gospodarstw domowych tylko na rok 2019, a ten już niestety się kończy. Przepisy przyjęto w lipcu, dystrybutorzy energii dostaną zwrot, ale nie zanosi się, żeby utrzymano takie zasady w przyszłym roku. Czas się kończy, a konkretów brak.

W budżecie państwa nie ma też środków, by w nieskończoność utrzymywać ceny na nierentownym poziomie. Musi skończyć się podwyżkami. Pozostaje pytanie kiedy. Na ten moment wygląda, że nawet już w styczniu.

Zobacz też: Ceny żywności rosną. Przyczyną nie tylko susza

Mówi się nieoficjalnie o podwyżkach rzędu 40 proc. Na razie propozycje poszczególnych dystrybutorów nie są znane, ale da się co nieco wyciągnąć z ich raportów finansowych. I tu jest nasza rola. Oszacowaliśmy, jakiego rozmiaru podwyżki nas czekają.

Od 30 do nawet 60 proc.

I tak - Tauron swoją stratę i to, ile powinno mu oddać państwo (różnica ceny i rekompensata) oszacował na 821 mln zł w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku. Jednocześnie klientom "masowym" sprzedał energię za 2,26 mld zł. Żeby wyjść na zero i nie tracić na preferencjach dla gospodarstw domowych, podwyżka musiałaby wynosić 36 proc.

Grupa PGE rekompensaty wyliczyła na 977 mln zł przy sprzedaży detalicznej energii za 3,23 mld zł. Wychodzi ponad 30 proc.

Dużo niebezpieczniej wygląda to w przypadku Enei. Ta wyliczyła rekompensatę na 507 mln zł, a dla gospodarstw domowych sprzedała energię za 846 mln zł. Wniosek? Tylko podwyżka cen o 60 proc. byłaby satysfakcjonująca.

Trzeba oczekiwać, że o takie właśnie podwyżki będą wnioskować firmy dystrybuujące energię. Miejmy tylko nadzieję, że będzie to bliżej 30 niż 60 proc.

Jak to się ma do naszych rachunków? Opłata za samą energię elektryczną to około 40 proc. płatności. Jeśli na fakturze za prąd masz 100 zł miesięcznie, to znaczy, że za samą energię zapłaciłeś 40 zł. Podwyżka o 30 proc. będzie cię kosztowała 12 zł miesięcznie. Jeśli podwyżka wyniesie 60 proc., koszt wzrośnie do 24 zł miesięcznie.

(WP.PL)

Walka z CO2 opróżnia nasze kieszenie

Elektrownie tracą na sprzedaży energii gospodarstwom domowym, by nadrabiać to na firmach. A my potem płacimy w sklepach wyższe ceny towarów, żeby firmom zrekompensować wyższe ceny energii. Tak z grubsza wyglądał w tym roku schemat rynku energii w Polsce.

Całe zamieszanie wynika m.in. z rosnących cen praw do emisji CO2. Ograniczenie darmowych praw przez Komisję Europejską wywróciło rynek do góry nogami. Cena za jedną tonę poszła w górę do 24 euro. Choć i tak możemy się cieszyć, bo w lipcu było nawet 30 euro.

Największy emitent tego gazu w Polsce, czyli PGE, który w ciągu dziewięciu miesięcy 2019 roku wypuścił do atmosfery 33,4 mln ton, przy obecnych cenach zapłaciłby za to aż 801 mln euro, czyli 3,4 mld zł. To kwota równa aż 12 proc. przychodów firmy za ten okres.

Dotąd drożej za prąd płacili odbiorcy biznesowi, a na gospodarstwach domowych dystrybutorzy energii tracili, oczekując rekompensaty od rządu. Taki schemat jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Wymagałby udowadniania kosztów, kontroli, biurokracji. Będziemy musieli więc prawdopodobnie sięgnąć do kieszeni.

Członkostwo w klubie UE kosztuje

Ile byśmy zaoszczędzili, gdyby nie stosować restrykcyjnych postanowień klimatycznych Unii Europejskiej - dużo ostrzejszych niż postanowienia z Kioto? Wystarczy porównać z krajami, które się do nich nie stosują i nie mają parcia na wciąż droższą energetykę odnawialną. Tu też pomocne są dane Eurostatu.

Poza Unią najtańszą energię ma Ukraina, Kosowo i Serbia. Na Ukrainie ceny są o 71 proc. niższe niż w Polsce, a gdy odfiltrować wpływ podatków to o 62 proc. W Serbii, Kosowie i Macedonii Północnej jest o około 50 proc. taniej. Turcja ma energię o 36 proc. tańszą, a bez uwzględnienia podatków o 20 proc.

Licząc dla wspomnianych krajów średnią, można uznać, że już płacimy o 28 proc. więcej, niż przy łagodniejszej polityce środowiskowej. A wszystko wskazuje na to, że do tego dorzucimy już w przyszłym roku drugie tyle. Jeśli dobrze pójdzie.

To można doliczyć do naszych kosztów funkcjonowania w Unii Europejskiej. Członkostwo w ekskluzywnym klubie kosztuje. Oczywiście są też profity.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: podwyżki cen, ceny energii elektrycznej, ceny prądu 2020, gospodarka, wiadomości, energetyka
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
29-11-2019

TyleTo nie jet walka z CO2, to są ukryte podatki aby UE mogło powołać kolejne urzędy, które wprowadza kolejne podatki...

29-11-2019

quanoAle odkrycie że płacimy za prąd w UE najmniej, jak jesteśmy prawie najbiedniejsi to co mamy płacić najwięcej.

30-11-2019

RealistaBajońskie wynagrodzenie dla Tuska kosztuje -.stąd te opłaty od emisji. Niedługo nieroby z Brukseli każą nam płacić za to, że oddychamy!

Rozwiń komentarze (561)