Elektropaństwa kontra petropaństwa. Co naprawdę rozstrzygnie się w Antalyi?

Elektropaństwa kontra petropaństwa. Co naprawdę rozstrzygnie się w Antalyi?Elektropaństwa kontra petropaństwa. Co naprawdę rozstrzygnie się w Antalyi?
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Soonthorn, ZipZapic.com, chitsanupong

Państwa będą szukać sposobów na "podłączenie się do gniazdka elektrycznego", a debata może się przesunąć z poziomu abstrakcyjnych procentów na cele bliższe obywatelom. Tak o forum klimatycznym COP31 przed jego startem mówi Katarzyna Snyder, doświadczona w negocjacjach klimatycznych. Polska jedzie na ten szczyt z konkretnymi zadaniami.

Coroczny globalny szczyt klimatyczny pod auspicjami ONZ odbędzie się między 9 a 20 listopada, tym razem w tureckiej Antalyi. Tegoroczny COP ma nietypową strukturę: gospodarzem i państwem sprawującym prezydencję jest Turcja, natomiast Australia odpowiada za prowadzenie formalnych negocjacji między państwami. Funkcję przewodniczącego negocjacji obejmie więc australijski minister klimatu i energii Chris Bowen, a prezydencji – turecki minister środowiska Murat Kurum. Turcja będzie koordynować tzw. Agendę Działań (Action Agenda) – nieformalną część prac, skupioną na wdrażaniu rozwiązań.

– W tym roku nie spodziewam się fajerwerków w negocjacjach – ocenia Katarzyna Snyder, członkini polskiej delegacji oraz ekspertka Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, która ma ponad 20-letnie doświadczenie w negocjacjach klimatycznych, m.in. w ramach COP. – Generalnie rzecz ujmując: świat już ustalił, dokąd zmierzamy. Mamy ustalone ramy i reguły – mówi, przywołując m.in. ustalenia Porozumienia paryskiego, i dodaje, że teraz pytanie brzmi: jak tam dotrzeć w warunkach, jakie mamy, kto za to zapłaci i jak to zrobić sprawiedliwie?


WIDEO
"Nikt nie jest przygotowany". Polak wrócił do OpenAI i ostrzega

Elektryfikacja na negocjacyjnym stole

Na COP31 będzie więc dużo o geopolityce i energetyce. Snyder wymienia trzy zapowiadane przez Turcję tematy przewodnie:

  • Po pierwsze "35 by 35" – Turcja chce zgromadzić koalicję na rzecz zwiększenia udziału energii elektrycznej w końcowym zapotrzebowaniu na energię na świecie z około 20 proc. obecnie do 35 proc. w 2035 r.
  • Drugi cel zakłada ograniczenie o połowę wzrostu ilości wytwarzanych odpadów do 2035 r. i działania na rzecz redukcji emisji metanu.
  • Trzeci dotyczy zmniejszenia o co najmniej 25 proc. energochłonności sektora budynków do 2035 r.

Przy czym to pierwszy punkt wydaje się szczególnie ważny dla tureckiej prezydencji – stąd m.in. strategiczne partnerstwo na COP31 z Międzynarodową Agencją Energetyczną (IEA) i współpraca z Międzynarodową Agencją Energii Odnawialnej (IRENA). W raporcie "Elektryczność 2026" IEA przewiduje, że do 2030 r. globalne zużycie energii elektrycznej ma rosnąć co najmniej 2,5 raza szybciej niż całkowite na nią zapotrzebowanie. Unia Europejska w Planie Elektryfikacji (Electrification Action Plan) zakłada z kolei, że do 2040 r. udział energii elektrycznej w finalnym zużyciu się podwoi (z ok. 23 proc. do 46 proc.).

Cel "35 by 35" to efekt wydarzeń geopolitycznych ostatnich lat i związanych z nimi wzrostów cen paliw kopalnych lub ich niedoborów. Antalya może być więc dobrym forum do rozmów dla państw, które coraz częściej patrzą na transformację energetyczną nie tylko przez pryzmat redukcji emisji, ale też bezpieczeństwa dostaw, cen energii i konkurencyjności gospodarki.

W tym dla Polski. Na elektryfikację jako szansę dla Polski wskazuje rodzimy biznes. Komitet ds. Zrównoważonego Biznesu Krajowej Izby Gospodarczej opublikował stanowisko, w którym zachęca polską delegację na COP31, by przedstawiała elektryfikację jako szansę na zwiększenie konkurencyjności gospodarki, ograniczenie zależności od importowanych paliw kopalnych i rozwój krajowych źródeł energii.

"Popieramy transformację w kierunku elektryfikacji poprzez ograniczenie importowanych paliw kopalnych oraz rozwój odnawialnych źródeł energii i energetyki jądrowej" – napisano w stanowisku. Organizacja podkreśliła jednocześnie potrzebę m.in. krajowego planu elektryfikacji przygotowanego w konsultacji z biznesem, konkurencyjnych i przewidywalnych cen prądu czy rozbudowy sieci i mocy dyspozycyjnych w tempie rosnącego popytu.

Sprawiedliwa transformacja pod egidą Polski

Polska chce wykorzystać zmianę narracji na COP31 i zamierza promować ESSA (Energy Security and Strategic Autonomy Alliance) – inicjatywę, która zakłada, że odchodzenie od importu paliw kopalnych to element budowania bezpieczeństwa i suwerenności gospodarczej państw. I nie chodzi tu jedynie o zmniejszenie importu, ale też rozbudowę krajowych, czystych źródeł energii. ESSA ma łączyć państwa o różnych interesach: dla Polski istotne jest ograniczenie ryzyka szantażu ze strony Rosji; dla Indii, Japonii czy Korei – bezpieczeństwo importu ropy i gazu; dla państw afrykańskich – odporność gospodarek na kryzysy energetyczne oraz bezpieczeństwo żywnościowe.

To pod przewodnictwem Polski, a konkretnie wiceministra klimatu i środowiska Krzysztofa Bolesty, będą też toczyć się rozmowy o sprawiedliwej transformacji. Miejsca pracy, inwestycje, przekwalifikowanie pracowników czy przystępne ceny energii – to ważny temat dla samej Polski z naszym doświadczeniem z regionów górniczych. Po COP30 w Belém uzgodniono, że będzie rozwijany nowy Mechanizm Sprawiedliwej Transformacji (The Just Transition Mechanism, JTM). Teraz trzeba ustalić, czemu dokładnie ma on służyć i jak działać.

Unia Europejska, w tym Polska, stoi na stanowisku, że JTM powinien być narzędziem wymiany doświadczeń z rynku pracy i polityki społecznej oraz opierać się na już istniejących organizacjach. Kraje globalnego Południa, a wraz z nimi Chiny, chcą, by mechanizm przyczyniał się do niwelowania nierówności między Północą a Południem. Chcą nowej instytucji z dostępem do finansowania, technologii i większego udziału w wartości dodanej powstającej w nowych gałęziach przemysłu. To tu będzie w negocjacjach przebiegać oś sporu.

Katarzyna Snyder spodziewa się też, że w kontekście coraz silniejszych, widocznych dla nas, skutków zmiany klimatu, w rozmowach może wrócić temat Funduszu Strat i Szkód (Fund for responding to Loss and Damage, FRLD). – Część krajów ponosi ogromne straty i potrzebuje konkretnej pomocy – podkreśla ekspertka i jako przykłady podaje państwa wyspiarskie czy Nepal, który mierzy się właśnie ze skutkami tegorocznej niszczycielskiej powodzi oraz osuwisk.

Powołany w latach 2022–2023 FRLD, jak wynika z nowego sprawozdania, zgromadził dotąd deklaracje dobrowolnych wpłat na kwotę 822,71 mln dol., z czego wpłynęło 485,97 mln dol. Niewiele, zważywszy na globalną skalę katastrof. W październiku bieżącego roku fundusz przyznał Nepalowi wstępne wsparcie rzędu 21,6 mln dol.

Petro- i elektropaństwa. Zimna wojna 2.0?

Na COP31 zobaczymy też zmianę układu sił przy stole negocjacyjnym. Po ograniczeniu zaangażowania Stanów Zjednoczonych w międzynarodową politykę klimatyczną rośnie znaczenie Chin.

– Chociaż Pekin jak dotąd unika roli aktywnego globalnego lidera w rozmowach, to żadne istotne rozstrzygnięcie nie może dziś zapaść bez jego zgody lub przynajmniej milczącego przyzwolenia. Z kolei Unia Europejska nie pełni już, jak kiedyś, roli pomostu między krajami rozwiniętymi i rozwijającymi się. Dziś, bez wsparcia asertywnych Stanów Zjednoczonych, coraz częściej musi samodzielnie i stanowczo bronić własnych interesów – wyjaśnia Katarzyna Snyder.

Zwraca uwagę, że coraz częściej z Europą ścierają się państwa arabskie, grupa BASIC (Brazylia, RPA, Indie, Chiny) oraz grupa Like-Minded Developing Countries (Chiny, Indie, Arabia Saudyjska, Iran, Pakistan, Indonezja, Malezja, Egipt, Wenezuela, Kuba).

Ekspertka wskazuje też na inny, silny podział: na czerpiące zyski z paliw kopalnych petropaństwa oraz wyłaniające się coraz częściej elektropaństwa, budujące przewagę na taniej energii z OZE, bateriach, samochodach elektrycznych, technologiach niskoemisyjnych. – To jest zimna wojna 2.0, która osadza się na tym, jak gospodarki metabolizują energię – mówi Snyder i zwraca uwagę na odrębne interesy tych grup.

– Petropaństwa często podkreślają znaczenie technologii, takich jak wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla. Nie chcą również, aby paliwa kopalne były stygmatyzowane. To dlatego sformułowania takie jak "odchodzenie od paliw kopalnych", "stopniowe wygaszanie paliw kopalnych" czy nawet "dekarbonizacja" są dla nich trudne do zaakceptowania. Z kolei elektropaństwa zazwyczaj popierają szybszy rozwój energii odnawialnej oraz silniejsze polityki dekarbonizacyjne – tłumaczy.

Najoczywistsze przykłady petropaństw to Rosja, Wenezuela, Katar, Kuwejt czy Arabia Saudyjska. Choć ta ostatnia, mimo że bazuje wciąż na eksporcie ropy, to też intensywnie inwestuje w energię odnawialną. Mniej oczywiste: Norwegia czy Kanada. Jako elektropaństwa wskazywane są z kolei np. Islandia (geotermia), Chile (fotowoltaika), ale też Chiny, jako lider w produkcji paneli fotowoltaicznych czy baterii.

Czego się spodziewać, a czego zupełnie nie?

COP31 będzie się toczył w cieniu międzynarodowych konfliktów. – Mierzymy się z wojnami, z napięciami handlowymi, z wycofaniem się Stanów Zjednoczonych ze współpracy klimatycznej i Porozumienia paryskiego. Musimy sobie też radzić z kryzysem zaufania między globalnymi Północą i Południem – mówi Katarzyna Snyder. Dodaje jednak, że paradoksalnie ta sama geopolityka, która utrudnia współpracę, zwiększa też zainteresowanie czystą energią, rozmową o bezpieczeństwie energetycznym, o kosztach importowania paliw kopalnych.

– Debata klimatyczna może przesunąć się z poziomu abstrakcyjnych procentów i celów redukcyjnych na kwestie bliższe obywatelom: bezpieczeństwo dostaw energii i jej niższe koszty, konkurencyjność przemysłu i większą niezależność od państw wykorzystujących surowce energetyczne jako narzędzie nacisku politycznego – przewiduje ekspertka IZG.

Z rozmowy ze Snyder wynika, że po COP31 przede wszystkim nie należy się spodziewać wielkiego przełomu. Architektura Porozumienia paryskiego funkcjonuje, a priorytetem jest jej wdrażanie – przekonuje ekspertka. Nie będzie też prawdopodobnie definitywnego rozstrzygnięcia w zakresie paliw kopalnych, bo interesy petro- i elektropaństw pozostają rozbieżne.

Poza formalnymi negocjacjami, Agenda Działań – obejmująca setki inicjatyw i deklaracji – jest dobrowolna. Ich znaczenie potwierdzają jednak inwestycje: według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2026 r. światowe nakłady na energię odnawialną wyniosą 2,2 bln dol., czyli blisko dwie trzecie z 3,4 bln dol. przewidywanych inwestycji w energetykę. Na każdego dolara przeznaczonego na ropę, gaz i węgiel przypadnie więc ok. 1,80 dolara wydanego na OZE. Przesunięcie akcentów na bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjność nie zawiesza bowiem konieczności działań przeciw ociepleniu klimatu.

Według analiz Programu Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP) przekroczenie progu 1,5°C względem epoki przedindustrialnej jest w najbliższych latach nieuniknione. W debacie klimatycznej zagościło pojęcie overshoot jako czasowego przekroczenia założonego progu ocieplenia, a następnie próby "zaatakowania go od góry" działaniami mitygującymi.

Jak wskazuje UNEP w raporcie "Limiting Overshoot", taki powrót jest możliwy, ale wymaga ograniczenia skali i czasu trwania takiego przekroczenia. Kluczowe będą radykalne redukcje emisji gazów cieplarnianych, w tym metanu, szybkie odchodzenie od paliw kopalnych, a w dalszej perspektywie także osiągnięcie ujemnych emisji netto.

Wybrane dla Ciebie