Globalny popyt na prąd wystrzeli. "Jakby powstały dwie nowe UE"
Wzrost globalnego zużycia energii do 2030 r. będzie tak duży, jakby powstały ponad dwie nowe Unie Europejskie, a najbardziej pożądana będzie energia elektryczna – prognozuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w nowym raporcie. Eksperci piszą w nim: "Nadeszła era elektryczności".
10 lutego 2026 r. Parlament Europejski narzucił UE nowy, ambitny cel redukcji emisji gazów cieplarnianych netto – o 90 proc. do 2040 r. względem poziomu z 1990 r. To etap pośredni między już obowiązującym celem redukcji emisji o co najmniej 55 proc. do 2030 r. a osiągnięciem przez UE pełnej neutralności klimatycznej do 2050 r.
Przyjęte stanowisko wymaga zatwierdzenia przez Radę UE, jednak już teraz wyznacza kierunek polityki gospodarczej i inwestycyjnej. Ostatnio pojawiały się głosy, że Unia łagodzi klimatyczne cele, by zawalczyć o konkurencyjność europejskiej gospodarki. Decyzja PE sygnalizuje jednak przyspieszenie transformacji energetycznej i dekarbonizacji przemysłu, transportu czy budownictwa. Oczywiście, to wywołuje debatę o kosztach i zasobach, ale jednocześnie jest w globalnym trendzie.
Świat chce więcej prądu
Świeży raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) "Elektryczność 2026. Analizy i prognozy do 2030" prognozuje bowiem, że zapotrzebowanie na energię elektryczną do 2030 roku będzie rosło co najmniej 2,5 raza szybciej niż ogólne zapotrzebowanie na energię. Ciekawych liczb jest więcej: roczny wzrost zapotrzebowania na energię w ciągu najbliższych pięciu lat ma być średnio o 50 proc. wyższy w porównaniu ze średnią z poprzedniej dekady, a globalny popyt na nią ma rosnąć średnio o ponad 3,5 proc. rocznie do 2030.
Eksperci Agencji zwracają też uwagę, że w 2024 r. po raz pierwszy od trzech dekad (z wyłączeniem okresów związanych z kryzysem), globalne zapotrzebowanie na energię elektryczną przewyższyło wzrost gospodarczy. IEA porównuje tu dwie rzeczy rok do roku: dane, dotyczące wzrostu gospodarczego, pochodzące z Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz procentową zmianę w faktycznym i prognozowanym zużyciu energii. Normą w spokojnych latach — bez wojen czy kataklizmów — było dotąd, że zapotrzebowanie na prąd i gospodarka rosły równolegle. Dziś zużycie prądu rośnie szybciej niż PKB i to będzie nowy, trwały trend — prognozują eksperci w raporcie. Wynika to z szybkiego rozwoju nowych energochłonnych sektorów, jak choćby AI czy centra danych, a także elektryfikacja przemysłu.
Filarem wzrostu popytu na prąd wciąż będą gospodarki wschodzące – będą odpowiadać za prawie 80 proc. dodatkowego zużycia energii elektrycznej do 2030 r., a szczególnie ma wzrosnąć udział Indii oraz Azji Południowo-Wschodniej. Miniony rok jednak pobudził pod tym względem też rozwinięte gospodarki – pierwszy raz po 15 latach stagnacji.
OZE i atom wypłaszczą emisje
Mocno w raporcie wybrzmiewa też prognoza, że do 2030 r. OZE i energetyka jądrowa będą odpowiadać za 50 proc. światowej produkcji prądu (obecnie to 42 proc.). Rosnąć ma też znaczenie gazu ziemnego jako paliwa przejściowego. To te dane odpowiadają za wypłaszczenie się globalnych emisji sektora energetycznego. Według prognoz emisje ustabilizują się w latach 2026–2030, właśnie dlatego, że OZE i energia jądrowa będą miały coraz większy udział w wytwarzaniu energii.
Jak przypomina raport, wytwarzanie energii elektrycznej pozostaje największym źródłem emisji związanych z energią – to około 13,9 mld ton CO2 rocznie. "Po wzroście o średnio 1,4 proc. rocznie w latach 2022–2024, emisje CO2 z wytwarzania energii elektrycznej ustabilizowały się w 2025 r. W porównaniu z dekadą wcześniej globalna intensywność emisji CO2 z energii elektrycznej spadła o 14 proc. i przewiduje się, że będzie spadać jeszcze szybciej do 2030 r., ponieważ udział wytwarzania niskoemisyjnego nadal rośnie" – czytamy w raporcie.
Jakby dołożyć dwie Unie
W czasach znacznej niepewności na rynkach energii jedno jest pewne: globalne zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie znacznie silniej niż w ciągu ostatniej dekady. W erze elektryczności wzrost globalnego zużycia energii do 2030 roku ma być równoważny powstaniu ponad dwóch nowych Unii Europejskich – mówił po publikacji raportu jego współautor i dyrektor ds. rynków energii i bezpieczeństwa w IEA, Keisuke Sadamori.
Co ma na myśli, mówiąc o "ponad dwóch nowych Uniach Europejskich"? Według raportu szacunkowy przyrost globalnego zużycia energii w ciągu najbliższego pięciolecia wyniesie 5400 TWh. UE natomiast w 2025 r. zużyła około 2500 TWh. Globalny przyrost zapotrzebowania do końca dekady stanowi zatem ponad dwukrotność obecnego rocznego zużycia całej Unii.
– Aby sprostać temu zapotrzebowaniu, do 2030 roku konieczne będzie zwiększenie rocznych inwestycji w sieci o 50 proc. Kluczowe znaczenie będzie miała również rosnąca elastyczność, ponieważ sieci energetyczne będą się nadal rozwijać. Podobnie ważny będzie silny nacisk na bezpieczeństwo i odporność – dodał Sadamori.
Skąd ten popyt?
Coraz więcej energii elektrycznej pochłania elektryfikacja przemysłu. Wzrost popytu wynika też m.in. z upowszechniania się pojazdów elektrycznych, rosnącego wykorzystania klimatyzacji, a w końcu – rozwoju centrów danych i sztucznej inteligencji. Widać to wyraźnie na pochodzącym z raportu IEA wykresie:
Wróćmy więc do miksu energetycznego. Jak informował think tank Ember, w pierwszej połowie 2025 r. po raz pierwszy w historii odnawialne źródła energii wyprzedziły globalnie węgiel w miksie elektroenergetycznym. Ich udział wzrósł do 34,3 proc., z 32,7 proc. w analogicznym okresie roku 2024. Udział węgla spadł z 34,2 do 33,1 proc.
Ciekawy jest też przypadek Chin, które – choć wciąż mocno stoją węglem – cały wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną pokryły energią ze źródeł odnawialnych (których udział w chińskim miksie także sukcesywnie rośnie).
I w końcu Polska, która – jak mówi raport EIA – również zużywa coraz więcej prądu, bo w 2025 r. zapotrzebowanie wzrosło o ponad 3 proc. My też, kiedy spojrzeć na liczby, wyraźnie odchodzimy od węgla – w czerwcu 2025 r., po raz pierwszy w historii, Polska wyprodukowała więcej energii z OZE niż z węgla, głównie dzięki fotowoltaice.
Do 2030 r. odnawialne źródła energii mogą dostarczać już ponad połowę prądu w Polsce, podczas gdy produkcja energii z węgla będzie systematycznie spadać – prognozują autorzy raportu "Elektryczność 2026". Zauważają też rolę budującej potencjał na Bałtyku energetyki morskiej oraz plany budowy pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej w Choczewie, której start zaplanowano na 2033 r.
Wyzwania dla sieci przesyłowych
Popyt i dynamiczny rozwój odnawialnych źródeł energii powoduje jednak nowe wyzwania. Przy specyficznych warunkach pogodowych powstaje np. więcej prądu, niż sieć może przyjąć, a wraz z tym pojawia się tzw. mechanizm ujemnych cen i choćby konieczność eksportu nadwyżek energii, których nie ma gdzie przechować.
Procedury dotyczące różnego rodzaju pozwoleń i przyłączy do sieci ciągną się zbyt długo, co paraliżuje rozwój. O części z tych problemów – wyraźnie występujących na gruncie polskim – m.in. o długotrwałych procesach wydawania decyzji środowiskowych czy braku dostępnych mocy przyłączeniowych pisałam tutaj.
Nie jest więc zaskoczeniem rekomendacja ekspertów z IEA, iż w najbliższym czasie niezbędne będą inwestycje w magazyny energii, które pomogą ustabilizować system, a także w szybką i efektywną rozbudowę sieci elektroenergetycznych i zwiększenie elastyczności systemu. Rynki takie jak Kalifornia, Niemcy, Teksas, Australia Południowa i Wielka Brytania odnotowały w ostatnich latach silny wzrost liczby instalacji magazynów energii na skalę przemysłową – czytamy w raporcie.
Ale nie wszędzie jest tak różowo, więc eksperci zalecają "wzmożone wysiłki w celu poprawy bezpieczeństwa i odporności systemów energetycznych na całym świecie, które są narażone na rosnące zagrożenia związane ze starzejącą się infrastrukturą, ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, cyberzagrożeniami i innymi pojawiającymi się lukami w zabezpieczeniach".
Wąskie gardło transformacji
Zgadzają się z nimi eksperci polskiego think tanku Forum Energii w raporcie Modernizacja czy marginalizacja. Elektryfikacja przemysłu w Polsce jest nieunikniona – przekonują – ale jej powodzenie zależy od rozbudowy i modernizacji sieci elektroenergetycznych, inwestycji przemysłu w efektywność i elastyczność oraz rozwój własnych i kontraktowych źródeł OZE.
Największym wyzwaniem dla elektryfikacji jest ograniczona podaż energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych – czytamy w raporcie.
Polski przemysł dla zachowania konkurencyjności w galopującym świecie musi się elektryfikować. Ogranicza to również uzależnienie od importu energii, co jest polską racją stanu. W najnowszym raporcie Forum Energii wskazujemy, że choć 17 z 24 branż przemysłu można w pełni zelektryfikować już dziś, to ograniczeniem jest fizyczna przepustowość sieci, która musi być gotowa na zwiększony pobór energii elektrycznej – mówi Marcin Dusiło, Koordynator Programu Przemysł w Forum Energii.
Co szykuje Unia?
Jako jedną z kluczowych barier dla skutecznej elektryfikacji Forum Energii wskazuje właśnie przewlekłość procedur. Odpowiedź z Unii Europejskiej może przyjść już pod koniec lutego, wraz z ogłoszeniem Industrial Accelerator Act, czyli dyrektywy ws. przyspieszenia rozwoju przemysłu. Z przecieków, do jakich doszło przed pierwszym terminem ogłoszenia IAA w styczniu, wiemy m.in., że przewiduje on skrócenie i usztywnienie terminów wydawania pozwoleń dla projektów uznanych za strategiczne. Powołuje się przy tym i wzmacnia przepisy Aktu w sprawie przemysłu neutralnego emisyjnie (Net-Zero Industry Act, NZIA).
Państwa członkowskie miałyby też stworzyć u siebie mechanizm "jednego okienka", a mianowicie jedną instytucję prowadzącą inwestora przez cały proces uzyskiwania pozwoleń – koordynującą decyzje środowiskowe, budowlane i energetyczne. Taki organ miałby też nie później niż 45 dni od otrzymania wniosku potwierdzić, że jest on kompletny lub żądać uzupełnienia brakujących informacji. Dotąd zdarzało się, że procedury administracyjne trwały nawet kilka lat.
Czy Polska to uniesie?
Czy regulacje z IAA są realne do wprowadzenia w Polsce? Czy mogą faktycznie ułatwić polskim przedsiębiorcom elektryfikację i dekarbonizację? Pytam o to Marcina Dusiłło: – Odpowiedź brzmi: tak, ale … – mówi ekspert.
Ekspert wyjaśnia, że z jednej strony IAA proponuje cały wachlarz rozwiązań, które mogą skrócić proces uzyskiwania pozwoleń: od tzw. milczącej zgody (uznania braku odpowiedzi urzędu w terminie za zgodę), przez utworzenie wspomnianego jednego punktu kontaktu na linii inwestor-państwo, aż po nadanie najważniejszym projektom statusu nadrzędnego interesu publicznego.
– Z drugiej jednak strony pełna implementacja oznaczałaby prawdziwe trzęsienie ziemi w administracji. Obecnie każda instytucja, czy to RDOŚ, czy Wody Polskie, czy jednostki samorządowe, pracuje w silosach z bardzo ograniczoną wymianą informacji, za to z bardzo ściśle określonym zakresem kompetencji oraz kar za ich przekroczenie. IAA wymagałby zmiany co najmniej mentalnej, by to państwo – w postaci jednego organu koordynującego – brało odpowiedzialność za przepływ dokumentacji i dotrzymywanie terminów, a nie inwestor. Istnieje również ryzyko wydawania decyzji odmownych, by... nie przekroczyć terminów – dodaje Dusiłło.
Jego zdaniem bardzo obiecującym rozwiązaniem w IAA jest wymóg wyznaczenia przez każde państwo co najmniej jednego tzw. obszaru przyspieszenia przemysłowego. – To strefa, w której to państwo bierze na siebie ciężar przygotowania terenu, np. przeprowadzenia badań środowiskowych. Ma to maksymalnie skrócić czas uzyskiwania pozwoleń przez inwestora. Dodatkowo wnioski o przyłączenia do sieci elektroenergetycznej w tych strefach miałyby być rozpatrywane priorytetowo, a samo ich uzyskanie bardziej prawdopodobne, ze względu na konieczność uwzględnienia tych stref w planach inwestycyjnych operatorów – wyjaśnia ekspert.
Termin ogłoszenia ostatecznej wersji Industrial Accelerator Act Komisja Europejska wyznaczyła na 4 marca.
Aleksandra Majda, vicepresident ESG Impact Network, ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju