Dziś Unia Europejska importuje ponad połowę zużywanej energii. Tymczasem kryzys goni kryzys, a świeży wciąż konflikt na Bliskim Wschodzie przyniósł skokowe wzrosty cen i niestabilność dostaw. Jak podaje Komisja Europejska, w ciągu zaledwie 111 dni konfliktu w Iranie UE wydała dodatkowe 50 mld euro na import paliw.
– Elektryfikacja gospodarki to budowanie bezpieczeństwa ekonomicznego i energetycznego, upowszechnianie nowoczesnych technologii, a także tworzenie nowych "silników" dobrobytu. A skutki dla klimatu, czyli obniżanie emisji, to bardzo pozytywne skutki uboczne. Atak prezydenta Donalda Trumpa na Iran, a także wcześniejsza agresja Władimira Putina na Ukrainę, obnażyły w całej pełni zarówno wszystkim nam w Europie, jak i w Polsce, negatywne skutki naszego uzależnienia od importu paliw kopalnych. Dlatego zaprezentowany przez Komisję Europejską Plan Elektryfikacji, czyli propozycja mapy drogowej zmniejszenia naszej zależności od importu ropy i gazu, jest tak bardzo potrzebny – komentuje Marcin Korolec, prezes Instytutu Zrównoważonej Gospodarki.
Milowy krok?
Największą zmianą, jaką przynosi Plan na rzecz Elektryfikacji, jest zmiana podejścia. Dotąd unijna polityka koncentrowała się na dekarbonizacji podaży energii: rozwoju OZE, sieci przesyłowych, redukcji emisji. Plan przesuwa środek ciężkości na dekarbonizację popytu. Komisja chce sprawić, by przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe faktycznie przechodziły z paliw kopalnych na energię elektryczną. Chce do tego wykorzystać regulacje cenowe, podatkowe i inwestycyjne. Chce także po raz pierwszy wpisać do unijnego prawa konkretny cel elektryfikacji do roku 2040, czyli określić, jaka część końcowego zużycia energii ma pochodzić wyłącznie z prądu i zapisać to w ramach nowego pakietu Energy Union.
WIDEOJest najbogatszym Polakiem. Mówi, jakie problemy w biznesie są najtrudniejsze
– Plan na rzecz elektryfikacji jest krokiem milowym w kierunku zwiększenia poziomu elektryfikacji krajowych gospodarek i obniżenia kosztów operacyjnych przemysłu – ocenia dr Katarzyna Harpak, analityczka Forum Energii. Według szacunków tej organizacji, zwiększenie poziomu elektryfikacji do nieco ponad 40 proc. do 2040 r. mogłoby przynieść ok. 15 proc. oszczędności w końcowym zużyciu energii w Polsce. Obecnie pod względem udziału energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii jesteśmy poniżej średniej unijnej, która wynosi 23 proc. Harpak zauważa, że Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu zakłada wzrost do około 22 proc. w 2030 r. i zaledwie 26 proc. do 2040 r. – Oznacza to, że tempo elektryfikacji przewidziane w KPEiK jest znacznie niższe od poziomu, który według analiz Forum Energii pozwoliłby w pełni wykorzystać potencjał poprawy efektywności energetycznej – zaznacza ekspertka.
50 proc. z ETS ma wrócić do przemysłu
Zgodnie z oczekiwaniami Komisja przedstawiła też założenia rewizji systemu EU ETS, w którym przemysł płaci za możliwość emitowania CO2. Zaproponowała, aby rządy przeznaczały co najmniej 50 proc. przyszłych przychodów z systemu ETS na dekarbonizację krajowych przedsiębiorstw. Jak pisze Reuters, "posunięcie to prawdopodobnie spotka się ze sprzeciwem ministerstw finansów, które wykorzystują te przychody do łatania luk w budżetach państw".
Od 2013 r. system ETS wygenerował 260 mld euro przychodu, a 80 proc. tej kwoty wróciło do budżetów krajowych rządów, z których, według szacunków Komisji, jedynie 5 proc. zainwestowano w przemysł. Taką sytuację mamy też od lat w Polsce, o czym szeroko pisałam TUTAJ.
Michał Grabka, analityk Fundacji Instrat, przypomina, że z perspektywy przemysłu kluczowe jest właśnie to, co dzieje się z pieniędzmi, które płacą emitujący za uprawnienia.
One powinny wracać do gospodarki jako wsparcie w finansowaniu inwestycji dekarbonizacyjnych. Fundacja Instrat od lat zwraca uwagę na ten problem: przychody z systemu ETS w znacznej części nie finansują długoterminowych projektów energetycznych czy przemysłowych, które docelowo obniżyłyby emisyjność tych sektorów i obniżyły ich koszty. Żeby było jasne, Polska nie łamie prawa europejskiego, bo pieniądze z ETS są wydatkowane na rozliczanie inwestycji środowiskowo-infrastrukturalnych, np. kolei, ale te akurat środki powinny być bardziej celowane i dopasowane do źródeł emisji – wyjaśnia Grabka.
– Kluczowe jest nie tylko to, na co wydawane są środki z EU ETS, ale przede wszystkim to, czy skutecznie ograniczają emisje. Brak skutecznej redukcji emisji stoi w kontrze z celem dyrektywy. Finansowanie powinno wspierać inwestycje przynoszące trwałą redukcję CO2 i wspierające długoterminową konkurencyjność gospodarki. Dlatego potrzebujemy większej transparentności w wydatkowaniu dochodów z EU ETS oraz lepszej oceny efektów finansowanych działań – dodaje Anna Frączyk, prawniczka z Fundacji Client Earth.
Komisja zaproponowała m.in. powołanie Banku Dekarbonizacji Przemysłu z budżetem 100 mld euro, funduszu inwestycyjnego ETS Investment Booster (30 mld euro, 400 milionów zezwoleń) oraz wydłużenie działania Funduszu Modernizacyjnego, czyli mechanizmu wspierającego modernizację energetyki w mniej zamożnych państwach UE. To ostatnie było postulatem m.in. Polski, bo jesteśmy największym beneficjentem Funduszu Modernizacyjnego spośród krajów członkowskich. Fundusz ma działać jeszcze w latach 40. wraz z większą liczbą bezpłatnych pozwoleń na emisję CO2. Ale jest warunek i jest to nowość: darmowe uprawnienia do emisji mają być przyznawane wyłącznie tym firmom, które realnie i w 100 procentach inwestują w redukcję emisji na unijnym rynku.
Zaproponowano jednocześnie spowolnienie tempa zaostrzania systemu poprzez obniżenie tzw. liniowego współczynnika redukcji – z obecnych 4,3 proc. do 3,7 proc. od 2031 r. i 1,7 proc. od 2036 r. Bruksela przekonuje, że mimo tego spowolnienia ETS nadal pozwoli osiągnąć unijny cel klimatyczny na 2040 r., czyli redukcję emisji netto o 90 proc.
Nowe rachunki za prąd?
Komisarze mówią wprost, że wysoka cena energii elektrycznej jest dziś największą barierą elektryfikacji. Według danych Eurostatu prąd w UE kosztuje średnio niemal trzy razy więcej niż gaz. Przejście na pompę ciepła czy elektryczny piec przemysłowy często się więc zwyczajnie nie opłaca. Żeby to zmienić, Komisja proponuje m.in. zmiany w rachunkach za prąd, które miałyby być "odporne" (future-proof). Chodzi o to, by podatki, opłaty i koszty sieci przestały zawyżać cenę energii elektrycznej. Wyznaczono też konkretny cel: do 2030 r. prąd może być maksymalnie 2,5 raza droższy od gazu dla gospodarstw domowych. Dla przemysłu ten stosunek ma wynieść maksymalnie 2.
– Reforma opłat sieciowych ma obniżyć rachunki i promować efektywne wykorzystanie sieci. Z kolei instrumenty takie jak preferencyjny leasing socjalny czy niższy VAT przy zakupie pomp ciepła, magazynów energii czy samochodów elektrycznych powinny pomóc gospodarstwom domowym poradzić sobie z kosztami początkowymi inwestycji w elektryfikację – zauważa Halina Jagielska, analityczka Instytutu Reform.
W leasingu socjalnym państwo dopłaca do elektryfikacji mniej zamożnych gospodarstw, a one płacą jedynie niewielką miesięczną ratę za auto elektryczne czy pompę ciepła. Wzorem jest tu Francja, gdzie rata za auto elektryczne wynosi poniżej 200 euro miesięcznie. Komisja zapowiedziała też europejskie ramy umożliwiające obniżanie VAT m.in. na pompy ciepła, samochody elektryczne, magazyny energii i elektryfikację przemysłu. Dotąd były to wyłącznie decyzje krajowe.
Anna Frączyk podkreśla, że elektryfikacja będzie skuteczna tylko wtedy, gdy odbiorcy energii staną się aktywnymi uczestnikami rynku. – Dlatego obok wsparcia dla inwestycji potrzebne są rozwiązania ułatwiające rozwój energetyki obywatelskiej, w szczególności społeczności energetycznych. Wspierają one świadome zarządzanie zużyciem energii i zmianę codziennych nawyków na bardziej zrównoważone. Dzięki nim gospodarstwa domowe, małe i średnie przedsiębiorstwa i samorządy mogą wspólnie produkować, magazynować i dzielić się energią z OZE, obniżając koszty oraz wzmacniając lokalne bezpieczeństwo energetyczne. Aby wykorzystać ten potencjał, potrzebne są pilne zmiany regulacyjne - zaznacza.
Rozwiązania, takie jak obniżenie VAT na samochody elektryczne czy pompy ciepła, to dobry kierunek. Nie wiem tylko, jak na to zareagują ministrowie finansów poszczególnych państw – ocenia Marcin Korolec.
– Komisja wskazuje cel rozwojowy, który jest co do zasady potrzebny, ale ciężar związany z realizacją tej wizji i zaproponowane instrumenty są poza obszarem jej kompetencji. Osobnym pytaniem jest: jak doprowadzić do sytuacji, w której obniżenie podatków od produktów przemysłów cleantech (czyste technologie - przyp. red.) będzie wspierało bardziej przemysł i utrzymanie miejsc pracy w Europie niż w Chinach? Na nie na razie nie znamy odpowiedzi – dodaje.
Jagielska podsumowuje natomiast: – Państwa, które najszybciej wdrożą takie rozwiązania, nie tylko zwiększą dostępność taniej energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, ale także wzmocnią konkurencyjność własnego przemysłu, zapewniając mu wczesną możliwość rozwoju na nowych rynkach.
"Propozycje na stole. Czas na polski rząd"
Korzystne dla Polski w ogłoszonym przez KE planie mogą być też mniej oczywiste wątki. Przewiduje on bowiem np. unijne wsparcie dla sieci ciepłowniczych, wykorzystania ciepła odpadowego z fabryk i serwerowni oraz finansowanie lokalnych planów ciepłowniczych, a Polska ma jedne z największych systemów ciepłowniczych w Europie, które i tak muszą przejść modernizację.
Kolejna rzecz to atom. Komisja po raz pierwszy tak wyraźnie stawia energetykę jądrową obok odnawialnych źródeł, traktując ją jako element taniej energii elektrycznej. Zapowiada współpracę przy szybszym licencjonowaniu reaktorów czy wsparcie dla małych reaktorów SMR, które mają ruszyć na początku lat 30., a to może być dobra wiadomość dla polskiego programu jądrowego.
Formalne propozycje legislacyjne mają się pojawić do końca 2026 r. Po opublikowaniu muszą zostać wynegocjowane i zatwierdzone przez Parlament Europejski oraz państwa członkowskie, a proces ten trwa miesiącami. Kierunek jest jednak jasny: Bruksela chce, by elektryfikacja się opłacała i jest gotowa na ten cel przekierować pieniądze.
– Propozycja KE jest już na stole, teraz czas na polski rząd. W kolejnych miesiącach kluczowe jest zbudowanie koalicji w Brukseli, by w ramach negocjacji zapewnić sprawiedliwe warunki transformacji dla przemysłu w naszym regionie, a także przygotować się do wykorzystania nowych środków w ramach szerszej strategii transformacji przemysłowej. Warto to budować na ogłoszonym w czerwcu przez ministra finansów Andrzeja Domańskiego programie wsparcia czystych technologii – komentuje Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform. Wspomniany program zakłada pięć impulsów mających zwiększyć skalę prywatnych i publicznych inwestycji:
- większy program grantowy do 2035 r.,
- wsparcie dla czystych technologii (CISAF),
- wzmocnienie Polskiej Strefy Inwestycji,
- reformę gwarancji KUKE,
- uruchomienie programu Accelerate_PL dla startupów technologicznych.
Dr Katarzyna Harpak z Forum Energii podsumowuje: – Reforma systemu ETS oraz Plan na rzecz Elektryfikacji powinny stać się impulsem do realizacji transparentnej i skoordynowanej transformacji przemysłu w Polsce. Bez strategicznego podejścia, stabilnych regulacji i jasno określonego planu działania polski przemysł będzie pogłębiał kryzys konkurencyjności, a dystans dzielący go od najbardziej innowacyjnych gospodarek europejskich będzie się powiększał.