W piątek 17 lipca Komisja Europejska ma pokazać projekt zmian w unijnym systemie handlu emisjami. Polska oraz dziewięć innych krajów UE (Włochy, Grecja, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Cypr i Estonia) w specjalnym liście podkreślają potrzebę złagodzenia obecnych założeń. Choć na poziomie politycznym liczy się na przełom, to branża energetyczna w Polsce nie spodziewa się jednak zasadniczego zwrotu.
Wiceprezes PGE Marcin Laskowski ocenił w czwartek, że zapowiadana korekta ETS nie usunie problemu wysokich cen energii elektrycznej w UE na tle rynków światowych. Zdaniem spółki pakiet trzeba będzie uzupełnić o rozwiązania, które ustabilizują handel uprawnieniami i ograniczą presję kosztową.
Celem reformy ETS powinno być ograniczenie kosztów energii dla gospodarki i odbiorców końcowych. Naszym kluczowym postulatem jest zwolnienie z obowiązku zakupu uprawnień do emisji jednostek wytwórczych pracujących do 1500 godzin rocznie. Takie rozwiązanie znacząco poprawiłoby ich rentowność oraz bezpieczeństwo pracy systemu elektroenergetycznego. Uwzględnienie tylko tego postulatu obniżyłoby średnie roczne ceny energii klientów w Polsce nawet o 10-15 proc. Z dużym zainteresowaniem oczekujemy publikacji propozycji Komisji Europejskiej - powiedział dziennikarzom w Brukseli wiceprezes PGE Marcin Laskowski.
Piwo tańsze niż woda. Ujawnia, jak to możliwe
Spółka wskazuje też na tempo zmniejszania liczby dostępnych uprawnień po 2030 r. Według PGE utrzymanie obecnego liniowego współczynnika redukcji emisji doprowadzi do wyczerpania puli jeszcze przed 2040 r. Firma chce takich poziomów wskaźnika, które ograniczą ryzyko skoku cen po 2030 r. i zapewnią podaż do 2050 r.
Grupa postuluje również zmianę zasad działania rezerwy stabilności rynkowej, czyli mechanizmu MSR. Gdy na rynku jest nadpodaż uprawnień, rezerwa wycofuje część z aukcji, a przy niedoborze może oddać je z powrotem. Spółka chce, by system szybciej reagował na zmiany i poprawiał płynność rynku, utrudniając nadmierną spekulację.
W części dotyczącej finansowania transformacji PGE chce utrzymania Funduszu Modernizacyjnego po 2030 r., przy udziale co najmniej 4,5 proc. całej puli uprawnień EU ETS. Spółka domaga się też większej elastyczności w programach finansowanych z tego źródła.
Informacje, które (do nas - red.) dochodzą, wskazują na to, że Komisja nie planuje rewolucji w systemie ETS. Tym bardziej będziemy chcieli rozmawiać na temat pewnych elementów reformy pod kątem naszych rodzimych potrzeb - podsumował wiceprezes PGE.
System ETS działa od 2005 r. i obejmuje przede wszystkim elektrownie, ciepłownie oraz energochłonne zakłady przemysłowe, m.in. rafinerie, huty, cementownie, zakłady chemiczne i papiernicze, a także lotnictwo na trasach objętych regulacjami UE. Od 2024 r. stopniowo włączany jest do niego również transport morski. Mechanizm opiera się na tym, że UE ustala malejący limit emisji, a przedsiębiorstwa muszą posiadać jedno uprawnienie EUA za każdą tonę wyemitowanego ekwiwalentu dwutlenku węgla.
Źródło: PAP.