- Zdecentralizowane OZE są zdecydowanie bardziej odporne na gwałtowne zmiany pogody niż konwencjonalne źródła energii, w tym atom - twierdzi Kristina Haverkamp.
- Z wojny na Bliskim Wschodzie płyną dwie ważne lekcje: musimy dalej rozwijać sieci energetyczne i zrozumieć, że kryzysy przestają być wyjątkiem - mówi nam szefowa Deutsche Energie-Agentur.
- Dyskusja o unijnym systemie handlu emisjami ETS nie jest może tak ożywiona jak w Polsce, ale toczy się również w Niemczech - przyznaje nasza rozmówczyni.
Tomasz Setta, money.pl: Kiedy rozmawiamy, Europa mierzy się z falą rekordowych upałów. Sądzi pani, że niemiecki system energetyczny - ale też szerzej: europejski - jest gotowy na takie ekstremalne temperatury?
Kristina Haverkamp, dyrektor zarządzająca Niemieckiej Agencji Energetycznej: Nie mogę wypowiadać się w imieniu całej Europy, ponieważ miks energetyczny w poszczególnych krajach członkowskich Unii jest bardzo różny. W przypadku Francji mówimy o bardzo dużym udziale energetyki jądrowej, podczas gdy w Niemczech mamy stosunkowo duży i stale rosnący udział fotowoltaiki. W związku z tym fale upałów będą wpływać na poszczególne kraje w różny sposób.
We wspomnianej Francji rzeki będą się nagrzewać, co utrudni chłodzenie elektrowni. W Niemczech natomiast produkcja prądu ze słońca gwałtownie wzrośnie, ale to można regulować. W uzasadnionych przypadkach można taką produkcję ograniczyć lub wyłączyć wybrane instalacje. Dzięki temu nie dojdzie do przeciążenia naszej sieci energetycznej.
"Od 2032 roku zabraknie prądu". Sołowow ostrzega przed kryzysem
Zdecentralizowane odnawialne źródła energii są zdecydowanie bardziej odporne na gwałtowne zmiany pogody. To, czego dziś potrzebujemy, to jednak znacznie wyższy poziom cyfryzacji. W Niemczech nie dysponujemy jeszcze wysoko rozwiniętymi inteligentnymi sieciami energetycznymi tzw. smart grids. Kiedy jest gorąco, potencjał do przesyłu energii rośnie, ale sieć musi mieć zdolność do szybkiego reagowania na te zmiany. Nie jesteśmy dziś do tego przygotowani w wystarczający sposób. Zrobiliśmy już w tym kierunku pierwsze kroki, ale mamy jeszcze wiele pracy do wykonania.
Jak wiemy, Niemcy zrezygnowały wiele lat temu z energetyki jądrowej. Nie byłoby łatwiej i bezpieczniej, gdyby takie elektrownie wciąż były w zasobie?
Nie, byłoby wręcz odwrotnie. Jak już wspominałam, elektrownie jądrowe wymagają stałego chłodzenia. To warunek konieczny dla ich funkcjonowania. Ograniczenie wydajności systemów chłodzenia może doprowadzić do przegrzania reaktora, a w rezultacie do katastrofy. Dziś elektrownie tego typu wykorzystują do chłodzenia wodę pochodzącą z rzek. Przy rosnących temperaturach używanie tego zasobu staje się kłopotliwe. To właśnie z tego powodu Francja była zmuszona w zeszłym roku wyłączyć część swoich elektrowni jądrowych i ograniczyć ich moc.
Tu z pomocą przychodzi nam coraz lepiej zintegrowana ze sobą europejska sieć elektroenergetyczna, która zwiększa naszą odporność na tego typu zjawiska pogodowe. Kiedy Francja ogranicza produkcję energii z atomu, my jesteśmy w stanie przesłać im w tym samym czasie prąd wyprodukowany dzięki fotowoltaice - i rzeczywiście tak się już działo w przeszłości. Z drugiej strony Francja - dzięki temu, że ma odmienny miks energetyczny - mogła pomóc Niemcom w tych okresach, kiedy mieliśmy zbyt mało wiatru lub słońca.
W ramach dyskusji o zmianach klimatycznych dużo mówi się o ograniczaniu emisji. Ale może właśnie znaleźliśmy się w punkcie, w którym jest już trochę za późno na takie inwestycje, a główny nacisk powinniśmy położyć na adaptację do nowych warunków?
Moim zdaniem nie jest jeszcze za późno na ograniczanie emisji i spowolnienie globalnego ocieplenia. Oczywiście, działamy w tej sprawie wolniej niż powinniśmy, ale nadal mamy szansę na to, żeby ograniczyć tempo zachodzenia zmian klimatycznych do takiego poziomu, z którym będziemy sobie w stanie poradzić.
Uważam, że trzeba podążać w obu tych kierunkach jednocześnie: z jednej strony potrzebujemy dalszej redukcji emisji, a z drugiej musimy zacząć myśleć o tym, czego potrzebują poszczególne kraje i Europa jako całość, by wzmocnić naszą odporność na skutki zmian klimatu. Tych działań może być bardzo dużo: od zazieleniania miast po nowy sposób projektowania budynków, tak by ograniczyć nagrzewanie się ich wnętrz.
W naszej dyskusji dużo miejsca poświęcamy ogrzewaniu budynków, które podnosi ich efektywność energetyczną. W tym samym czasie wiele domów nawet na południu Europy wciąż nie jest projektowanych z myślą o ochronie przed intensywnymi upałami. Musimy to zmienić. Kolejnym zadaniem będzie wzmocnienie ochrony wybrzeży, ponieważ trzeba liczyć się ze zmianą, czyli wzrostem poziomu mórz.
Rozmawiamy w trakcie konferencji Energize EU w Warszawie, gdzie dużo mówi się o polsko-niemieckiej współpracy w dziedzinie energetyki. Jakie są te najważniejsze wspólne projekty?
Za pośrednictwem Niemiecko-Polskiej Platformy Energetycznej nasza agencja była dotychczas zaangażowana przede wszystkim w trzy projekty transgraniczne.
Pierwszy z nich nosi nazwę UNITED HEAT. Dotyczy on rozwoju wspólnego i neutralnego klimatycznie systemu ciepłowniczego w regionie przygranicznym, a konkretnie pomiędzy polskim Zgorzelcem a niemieckim Görlitz. Projekt jest wspierany zarówno przez niemieckie finansowanie krajowe, jak i przez środki europejskie. Strona polska będzie odpowiedzialna za produkcję energii, natomiast strona niemiecka za jej zużycie.
Najważniejszym elementem tej inicjatywy jest jednak planowane przejście na odnawialne źródła energii. Zaledwie kilka tygodni temu oficjalnie zainaugurowano fazę realizacji projektu, w obecności przedstawicieli obu rządów, co pokazuje, że to wzorcowy przykład współpracy, która ma zwiększyć bezpieczeństwo dostaw i zagwarantować społecznie akceptowalne ceny ogrzewania dla lokalnej społeczności.
Drugim podobnym przedsięwzięciem jest TWIN HEAT, realizowany w Słubicach i sąsiednim Frankfurcie nad Odrą. Tamtejsze systemy ciepłownicze po obu stronach granicy są połączone już od dekady, a obecnie planowane są pierwsze kroki w kierunku ich wspólnej dekarbonizacji.
Trzecia i najnowsza inicjatywa dotyczy współpracy w obszarze energii elektrycznej oraz technologii power-to-heat. Chodzi o utworzenie zintegrowanej elektrowni obejmującej farmy wiatrowe oraz instalacje fotowoltaiczne, które będą wykorzystywane do zasilania lokalnych przedsiębiorstw i gospodarstw domowych zieloną energią elektryczną. Projekt zakłada również budowę połączeń infrastrukturalnych pomiędzy polskim Gubinem a niemieckim Guben.
Tego rodzaju współpraca transgraniczna ma ogromne znaczenie. Jednocześnie jest to aspekt często niedoceniany przez Komisję Europejską, której regulacje koncentrują się przede wszystkim na wymianie energii za pośrednictwem dużych sieci przesyłowych. Oczywiście są one bardzo ważne, ale równocześnie potrzebujemy też coraz większej integracji na poziomie sieci średniego i niskiego napięcia.
Poza zmianami klimatu Europa doświadcza też kolejnego kryzysu energetycznego - tym razem związanego z wojną na Bliskim Wschodzie. Co wynika dla nas z tego konfliktu, czego możemy się nauczyć?
Lekcja numer jeden brzmi: nie można ufać Donaldowi Trumpowi (śmiech). W kontekście przyspieszenia transformacji energetycznej - bo, jak rozumiem, o to pan pyta - mamy co najmniej dwa wyzwania.
Pierwsze z nich to sieci energetyczne, które wymagają rozbudowy i większej liczby wzajemnych połączeń, a to proces rozłożony w czasie. Uważam, że unijny pakiet dotyczący rozwoju takich sieci to ważny krok i dobre rozwiązanie, o ile te propozycje zawierają wiele praktycznych działań, takich jak przyspieszenie procedur administracyjnych czy szybsze wydawanie niezbędnych pozwoleń. Dziś, mimo tych ułatwień, powstawanie nowych sieci trwa ponad 10 lat, z czego znaczną część czasu pochłaniają właśnie procedury. Z tych powodów nie jesteśmy dzisiaj w stanie odpowiedzieć na nagły i nieprzewidziany wcześniej kryzys za pomocą zwiększenia mocy dostępnych odnawialnych źródeł energii.
Po drugie - i co równie ważne - kryzysy coraz częściej przestają być wyjątkiem i stają się regularnym zjawiskiem, zwłaszcza w świecie z rosnącą niestabilnością geopolityczną. Dlatego najważniejszą lekcją, jaka płynie dla nas z tych ostatnich wydarzeń, jest zachęta do podejmowania zdecydowanych działań i robienia wszystkiego, co w danej chwili jest możliwe do wykonania.
Rozumiem, że drugim wyzwaniem - poza rozwojem sieci - są ceny energii i społeczna akceptacja dla wysokich kosztów?
Tak, to również bardzo ważna kwestia. Niestety, nie zawsze możemy działać tak szybko, jak byłoby to możliwe pod kątem technicznym czy regulacyjnym, gdyby całość tych kosztów przerzucić wyłącznie na społeczeństwo i podatników. Osiągnięcie sprawiedliwego systemu podziału kosztów wymaga podjęcia wielu trudnych decyzji i nie ma prostych rozwiązań tego problemu.
Nie wiem, na ile uważnie śledzi pani debatę publiczną w Polsce, ale od czasu do czasu wraca postulat rezygnacji z unijnego systemu handlu emisjami ETS. Rozszerzenie tego mechanizmu o system ETS2 też budzi poważne wątpliwości części polityków. Jak debata na ten temat wygląda w Niemczech?
Dyskusja w Niemczech nie jest może tak intensywna jak w Polsce, ale przebiega w podobnym kierunku. Niemcy mają bardzo wysoki udział przemysłu w wytwarzaniu PKB, o wiele wyższy niż w wielu innych krajach członkowskich Unii Europejskiej, dlatego zależy nam na konkurencyjnych cenach energii elektrycznej, szczególnie dla tych najbardziej energochłonnych gałęzi. Jednocześnie widzimy, że CBAM (unijny podatek graniczny, uwzględniający poziom emisji CO2 przy produkcji dóbr - red.) nie działa tak, jak powinien. Tu problem stanowią przede wszystkim Chiny: nie jesteśmy w stanie ochronić europejskiego rynku przed napływem taniej produkcji stali z tego kierunku tylko dzięki mechanizmowi CBAM.
Kolejnym wyzwaniem są ogromne obciążenia administracyjne związane z tymi rozwiązaniami. Dlatego systemy te wymagają pilnej reformy tak, aby przestały generować zbędną biurokrację i mogły być realnym wsparciem dla europejskich przedsiębiorstw. Mówię o tym wszystkim dlatego, że dopóki CBAM nie będzie działał tak, jak powinien, powinniśmy utrzymać bezpłatny przydział uprawnień do emisji dla przemysłu w ramach ETS1. W obecnych uwarunkowaniach nie możemy wygaszać tej preferencji. Można ewentualnie rozważać dodatkowe wymagania dotyczące efektywności energetycznej dla przemysłu energochłonnego, ale sektor ten już teraz podejmuje bardzo wiele działań w tym zakresie.
Drugim zagadnieniem, które pan poruszył, jest system ETS2, który obejmie emisje generowane w budownictwie i transporcie. W Brukseli trwa obecnie dyskusja o tym, jak wprowadzić zabezpieczenia ograniczające ceny tych uprawnień i uważam, że jest to słuszny kierunek. System wycen oparty wyłącznie o wolnorynkowe reguły może się sprawdzać w przypadku przedsiębiorstw, ale zwykli konsumenci mieliby problem z przewidzeniem jego skutków.
Na przykład ktoś, kto zamieszkuje dany budynek i nie jest jego właścicielem, będzie miał bardzo ograniczone możliwości dostosowania się do rosnących cen energii. Dlatego ważne jest zapewnienie społecznie wyważonej alokacji kosztów oraz utrzymywanie tych cen na akceptowalnych i przewidywalnych poziomach dla konsumentów.
W polskiej debacie na temat zmian klimatu część ekspertów zwraca uwagę na gigantyczne koszty związane z transformacją. Zastanawiam się, czy to słuszne podejście, bo może jest tak, że za zupełny brak działań zapłacimy w praktyce jeszcze więcej?
Alternatywą nie jest na pewno brak działań, a w centrum unijnej debaty nie są rozważania, czy mamy przeciwdziałać zmianom klimatu, tylko jak chcemy to skutecznie robić. Niemniej, zgodzę się, że jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Koszty ewentualnej bezczynności, o której pan mówi, z pewnością ujawniłyby się z całą mocą w przyszłości, choć w zasadzie już dziś są coraz częściej odczuwalne - wystarczy spojrzeć na minioną falę upałów.
Musimy przy tym dokładnie przeanalizować strukturę miksu energetycznego i sposób podziału kosztów transformacji pomiędzy przemysł, gospodarstwa domowe - te zamożniejsze i mniej zamożne - oraz budżet państwa. Trzeba też odpowiedzieć sobie na pytanie, czy finansowanie to powinno pochodzić z wyższych podatków, z pieniędzy podmiotów, które mają interes w transformacji energetycznej, czy też z redystrybucji dochodów, na przykład z handlu uprawnieniami do emisji z powrotem do obywateli. Prawdopodobnie najlepsza możliwa odpowiedź brzmi: "każde z powyższych rozwiązań".
Nie istnieje jedna, prosta recepta dla tego złożonego zagadnienia. To kombinacja bardzo wielu różnych instrumentów, ale też, przyznaję, trudnych decyzji politycznych.
*Deutsche Energie-Agentur (Niemiecka Agencja Energetyczna) - państwowa spółka, która wspiera biznes i społeczeństwo w realizacji celów klimatycznych oraz szeroko pojętej transformacji energetycznej. Rozmowę przeprowadziliśmy na marginesie konferencji Energize EU w Warszawie, zorganizowanej przez Forum Energii.