"Niezwykła droga". Chorwacki ekonomista chwali Polskę. Wyłożyli 100 mld euro

Polska w ostatnich dekadach przeszła niezwykłą drogę: z kraju socjalistycznego przekształciła się w 20. gospodarkę świata pod względem PKB – mówi money.pl Marko Primorac, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego. – Chcemy zmobilizować szerokie grono inwestorów, aby wspierali nowatorskie firmy. W Polsce najnowszym beneficjentem naszego programu jest Allegro – dodaje.

Marko Primorac dla money.plMarko Primorac, wiceprezes Grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego, były minister finansów Chorwacji
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, GETTY | Mateusz Wlodarczyk, Simon Wohlfahrt
Grzegorz Siemionczyk
  • Wiceszef EBI Marko Primorac przekonuje w wywiadzie dla money.pl, że zielona transformacja to nie tylko kwestia klimatu, ale też sposób na niezależność Europy.
  • EBI deklaruje większe zaangażowanie w energetykę, technologie, sztuczną inteligencję i obronność, ale wyklucza finansowanie produkcji broni i amunicji.
  • Primorac przekonuje, że doświadczenia Chorwacji z euro są pozytywne, ale decyzja o wejściu Polski do strefy euro należy do obywateli.
  • Europa nie chce wojny handlowej z Chinami, ale musi ograniczać ryzyko uzależnienia od jednego dostawcy – także w fotowoltaice, magazynach energii i sieciach - twierdzi nasz rozmówca.

Grzegorz Siemionczyk, money.pl: W ubiegłym roku Grupa Europejskiego Banku Inwestycyjnego zainwestowała w Polsce 8 mld euro, o 23 proc. więcej niż w rekordowym dotąd pod tym względem 2021 r. Całkowita wartość nowych inwestycji Grupy EBI w 2025 r. sięgnęła 100 mld euro. To oznacza, że udział Polski w tych wydatkach był większy niż udział w unijnym PKB. Co sprawia, że jesteście tak aktywni akurat nad Wisłą?

Marko Primorac, wiceprezes Grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego: Polska w ostatnich kilku dekadach przeszła niezwykłą drogę: z kraju socjalistycznego przekształciła się w 20. gospodarkę świata pod względem PKB. Rolą EBI jest wspieranie rozwoju europejskich gospodarek, pomagamy przekuwać europejską politykę gospodarczą w konkretne projekty. To właśnie robiliśmy i robimy w Polsce, inwestując tu łącznie już około 100 mld euro. Miniony rok rzeczywiście był wyjątkowy, bo zwykle nasze roczne nakłady w Polsce wynosiły 5-5,5 mld euro. Rekord był częściowo konsekwencją cyklu życia dużych projektów infrastrukturalnych, które wymagają wieloletnich przygotowań, w tym np. uzyskania pozwoleń itp. Przykładowo, w 2025 r. aż 2 mld euro przeznaczyliśmy na wsparcie budowy morskich farm wiatrowych. To nie będzie wydatek powtarzający się co roku.

Druga kwestia to popyt. Barierą dla naszej działalności nie są możliwości finansowe, tylko dostępność dobrze przygotowanych projektów, które możemy sfinansować. W 2025 r. w Polsce takich projektów było akurat dużo.

Można też spojrzeć na to z innej perspektywy. Być może Polska na tle innych państw UE jest zapóźniona w transformacji energetycznej i cyfrowej, których wspieranie jest jednym z priorytetów EBI, i z jakiegoś powodu nie jest atrakcyjna dla inwestorów prywatnych?

Nie wydaje mi się, żeby to było właściwe spojrzenie na rolę EBI w Polsce. Po pierwsze, EBI zwykle nie finansuje projektów samodzielnie, a oferuje część potrzebnych środków. Nie jest więc tak, że te projekty są nieatrakcyjne dla inwestorów prywatnych. Tym, co my wnosimy, są na przykład dłuższe terminy zapadalności naszych pożyczek. W niektórych projektach mogą one wynosić 25, 30, a nawet 35 lat. Wykonujemy też pracę doradczą, która pomaga w przygotowaniu projektów tak, żeby mogły pozyskać finansowanie z innych źródeł.

Jeśli zaś chodzi o zieloną transformację, to wszędzie – nie tylko w Polsce – jesteśmy w nią mocno zaangażowani. W 2025 r. jedna trzecia nowych inwestycji Grupy EBI dotyczyła właśnie sektora czystej energii: zarówno źródeł tej energii, jak i infrastruktury przesyłowej oraz magazynów. Wsparliśmy połowę realizowanych w UE inwestycji sieciowych, co trzecią inwestycję w lądowe farmy wiatrowe i niemal każdą inwestycję w morskie farmy wiatrowe, a także co piątą inwestycję w elektrownie słoneczne. Dlatego EBI bywa nazywany zielonym bankiem Europy.

Unijna polityka klimatyczna budzi dziś w niektórych krajach UE coraz silniejszy sprzeciw. Wiele osób, także w Polsce, widzi w niej przyczynę wysokich cen energii, które osłabiają konkurencyjność europejskiego przemysłu. Krytycy twierdzą, że niektóre z instalacji OZE – w szczególności zaś morskie farmy wiatrowe – są tak kosztowne w budowie, że nawet w dalszej perspektywie nie obniżą cen energii. Forsowanie zielonej transformacji to błąd?

Transformacja energetyczna nie jest tylko kwestią klimatu. Zasoby paliw kopalnych są ograniczone i wymagają ciągłych inwestycji dla utrzymania produkcji. W jednym z raportów Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacowała, że tylko w celu podtrzymania produkcji ropy i gazu na obecnym poziomie, sektor musiałby znacząco zwiększyć nakłady w najbliższych dwóch dekadach. Dodatkowo zaś opieranie energetyki na paliwach kopalnych skazuje Europę na ich import.

Jeśli więc chcemy zapewnić naszym gospodarkom możliwość rozwoju, zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na energię związane choćby z elektryfikacją transportu i rozbudową centrów przetwarzania danych, musimy wykorzystywać alternatywne źródła energii. OZE są tu naturalnym wyborem, ale przyglądamy się też energetyce jądrowej, w szczególności postępom w dziedzinie małych reaktorów modułowych (SMR).

Mandat EBI pozwala inwestować w energetykę jądrową?

Obecnie badamy możliwości inwestycji w elektrownie SMR. W naszym portfolio mamy też projekty związane z tradycyjną energetyką jądrową, dotyczące m.in. zarządzania cyklem paliwowym, modernizacji, wydłużania życia istniejących elektrowni oraz poprawy ich bezpieczeństwa.

Czyli inwestycje w zielone źródła energii nie są tylko elementem polityki klimatycznej, ale też kwestią bezpieczeństwa energetycznego Europy?

Agenda klimatyczna jest dla nas ważna, dekarbonizacja europejskiej gospodarki to jeden z naszych priorytetów. Dążenie do suwerenności energetycznej Europy to kolejny argument na rzecz zielonej transformacji.

Nowym projektem z waszej agendy klimatycznej, realizowanym w Polsce wspólnie z Santander Consumer Bank, jest program preferencyjnych pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorstw na zielone inwestycje, w tym na zakup pojazdów elektrycznych oraz instalacje fotowoltaiczne. Zarówno samochody elektryczne, jak i panele słoneczne, w dużej mierze importowane są z Chin. Dlatego właśnie elektryfikacja europejskiej gospodarki wymieniana jest jako jedna z przyczyn narastającego deficytu UE w handlu z Chinami. Jak to się wpisuje w dążenie do suwerenności energetycznej UE?

Przyglądamy się temu importowi, m.in. pod kątem cyberbezpieczeństwa. Dotyczy to elektrowni słonecznych, ale też magazynów, czy sieci. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektóre komponenty, np. falowniki, muszą podlegać bacznej obserwacji, żebyśmy nie znaleźli się w sytuacji nadmiernego uzależnienia od dostaw z jednego źródła, które znajduje się poza Europą.

W Brukseli toczy się obecnie debata na temat tego, czy UE powinna zwiększyć ochronę europejskiego przemysłu, któremu coraz trudniej konkurować z chińskimi przedsiębiorstwami, często wspieranymi przez tamtejszy rząd. Czy Unia powinna pójść w ślady USA i radykalnie podnieść cła na chińskie towary, czy działać ostrożnie, zgodnie z regułami Światowej Organizacji Handlu, co może mieć ograniczoną skuteczność?

W dyskusjach, które toczą się w UE, i w już podjętych działaniach nie widzę dążenia do wojny handlowej z Chinami czy z kimkolwiek innym. Chodzi raczej o strategiczną autonomię Europy.

W ostatnich kilku latach widzieliśmy, że różne towary, w tym surowce energetyczne, mogą być wykorzystywane w sposób nieprzyjazny, ich dostawy stały się niepewne. Priorytetem Europy stała się więc dywersyfikacja źródeł dostaw takich towarów. To nie dotyczy wyłącznie energetyki, całe łańcuchy produkcyjne w krytycznych sektorach muszą być bardziej odporne, bezpieczniejsze.

Wróćmy jeszcze do polityki klimatycznej. Pod wpływem protestów części państw, UE zgodziła się na odroczenie o rok, do 2028 r., terminu rozszerzenia ETS – czyli systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych - na kolejne sektory, w tym transport i budownictwo. Niewykluczone zresztą, że do tego czasu ETS zostanie zmodyfikowany. Czy to zmniejszy zainteresowanie państw członkowskich inwestycjami w zieloną energetykę?

Uważam, że opóźnienie wdrożenia ETS2 było krokiem we właściwym kierunku, biorąc pod uwagę okoliczności. Z tego samego powodu popieram pakiet Omnibus (uproszczenie, złagodzenie oraz odroczenie niektórych regulacji związanych z tzw. zrównoważonym rozwojem – red.). Musimy pamiętać o zagrożeniach, jakie wiążą się ze zmianami klimatu i jednocześnie dbać o konkurencyjność europejskiej gospodarki. W EBI mamy szereg instrumentów, które pozwalają na szybkie uruchomienie inwestycji, które pomogą krajom członkowskim osiągać obydwa te cele.

Jeśli chodzi o konkurencyjność, były prezes EBC Mario Draghi w głośnym raporcie sprzed dwóch lat szacował, że UE musi wydawać dodatkowo około 750-800 mld euro rocznie na inwestycje, aby zasypać lukę technologiczną między Europą a USA i Chinami. Bezpośrednią odpowiedzią EBI na to wyzwanie jest uruchomiony w zeszłym roku program TechEU, który ma zmobilizować w ciągu trzech lat 250 mld euro. To duża kwota, ale wciąż niewielka w porównaniu do potrzeb. Skąd UE ma wziąć resztę?

Europejski Bank Inwestycyjny nie może samodzielnie rozwiązać problemu, o którym mówi Draghi. Możemy jednak pomóc i to robimy. Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma gorszego scenariusza niż ten, w którym ludzie z pomysłami oraz odwagą do ich realizacji muszą szukać finansowania dla swoich innowacyjnych przedsięwzięć na innym kontynencie. Tacy przedsiębiorcy często zabierają ze sobą nie tylko jedną firmę, ale cały swój intelektualny potencjał.

W Europie nie brakuje pieniędzy, chociaż zdarza się, że leżą one na rachunkach bankowych i nie finansują innowacyjnych pomysłów. Poprzez TechEU próbujemy to zmienić. Chcemy zmobilizować szerokie grono inwestorów, aby wspierali nowatorskie firmy i tworzyli w ten sposób środowisko, dzięki któremu ich założyciele będą chcieli zostać w Europie. W Polsce najnowszym beneficjentem tego programu jest Allegro, które otrzymało łącznie 1 mld zł na program badań i rozwoju w zakresie e-commerce i sztucznej inteligencji.

Komisja Europejska w reakcji na niedawną decyzję amerykańskiego rządu, która doprowadziła do wyłączenia przez firmę Anthropic jej najnowszego modelu sztucznej inteligencji, oświadczyła, że uwypukla to potrzebę suwerenności technologicznej Europy. Czy dostrzegacie w UE firmy, które mają potencjał, aby konkurować w dziedzinie sztucznej inteligencji z przedsiębiorstwami z USA i Chin? Jesteście zaangażowani w inicjatywy, które mogą wzmocnić pozycję UE w tym sektorze?

Nie będę wymieniał nazw konkretnych firm, ale EBI jest zaangażowany w wiele projektów, na różnych etapach zaawansowania, związanych z AI. Dotyczą m.in. budowy centrów danych i tzw. gigafabryk AI. Jednym z trendów, które obserwujemy i chętnie wspieramy, jest łączenie takich projektów z inwestycjami w instalacje OZE. Sektor AI jest bowiem bardzo energochłonny.

W wielu krajach UE, w tym w Polsce, priorytetowo traktowane są dziś inwestycje w obronność. Czy EBI może się angażować w takie projekty? I czy tego rodzaju inwestycje wypierają z waszego portfela inne, potencjalnie bardziej rozwojowe?

To nie wypieranie, a raczej komplementarność. Szeroko rozumiane bezpieczeństwo Europy jest jednym ze strategicznych priorytetów Grupy EBI. Nasza aktywność w tym obszarze jest coraz większa. I nie chodzi tylko o technologie podwójnego zastosowania, które finansowaliśmy już wcześniej. Teraz jesteśmy otwarci na finansowanie szerokiego spektrum inwestycji w obronność, z wyjątkiem tych bezpośrednio związanych z produkcją broni i amunicji.

Możemy natomiast finansować infrastrukturę wojskową, badania i rozwój w firmach z sektora bezpieczeństwa i obronności, małe i średnie firmy wplecione w łańcuchy dostaw itp. Udzielamy tego finansowania bezpośrednio oraz pośrednio, poprzez banki komercyjne i banki rozwoju, takie jak BGK. Wspieramy też fundusze private equity zorientowane na sektor obronności. W 2025 r. znacząco zwiększyliśmy tego rodzaju nakłady, do ponad 4 mld euro. To jednak nie oddaje w pełni skali wpływu EBI, ponieważ nie finansujemy projektów sami. Nasza rola polega na przyciąganiu także innych inwestorów oraz na łączeniu finansowania z różnych źródeł.

Po zmianie władzy Węgry jako kolejny kraj Europy Środkowo-Wschodniej deklarują chęć szybkiego przystąpienia do strefy euro. Chorwacja ma już ten krok za sobą, euro przyjęła z początkiem 2023 r., gdy był pan ministrem finansów. W tym roku do unii walutowej przystąpiła Bułgaria. Czy pańskim zdaniem, biorąc pod uwagę doświadczenia chorwackie, wprowadzenie euro byłoby dla Polski korzystne?

Przy podejmowaniu takiej decyzji trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników i ostatecznie jest to decyzja obywateli Polski, czy i kiedy wejść do strefy euro - lub też nie. Powiem, jak to wyglądało z perspektywy Chorwacji.

Wejście do strefy euro bardzo ograniczyło ryzyko walutowe w różnych obszarach gospodarki. Dotyczy to również długu publicznego, co miało pozytywny wpływ na oceny wiarygodności kredytowej kraju, które dziś są najwyższe w historii. Oczywiście nie wynikało to wyłącznie z eliminacji ryzyka walutowego i spadku kosztów obsługi zobowiązań, ale też z reform strukturalnych, które przeprowadziliśmy przed przyjęciem euro. W Chorwacji, gdzie istotną rolę w gospodarce odgrywa turystyka, dużą korzyścią z wprowadzenia euro było obniżenie barier dla zagranicznych gości. Przyjazd do Chorwacji stał się dla nich łatwiejszy.

Chorwacja w ostatnich latach należała do najszybciej rozwijających się państw UE. Od końca 2019 r., ostatniego roku przed pandemią COVID-19, chorwacki PKB zwiększył się realnie o ponad 23 proc., a polski o ponad 18 proc. Czy przygotowania do przyjęcia euro, a następnie jego wdrożenie, były kołem zamachowym tego wzrostu?

Doświadczenia Chorwacji z euro są pozytywne, ale tak szybki wzrost naszej gospodarki w ostatnich latach miał kilka przyczyn. Mocno skorzystaliśmy z unijnego Funduszu Odbudowy, utworzonego po pandemii. Ostatnie lata przyniosły też silne ożywienie w turystyce w całej południowej Europie. Doświadczenie EBI pokazuje też, że niezależnie od waluty obowiązującej w Polsce, możemy bardzo dobrze współpracować. Wskazuje na to chociażby rekordowe 8 mld euro inwestycji w zeszłym roku.

***

Marko Primorac jest chorwackim ekonomistą, byłym ministrem finansów i wicepremierem Chorwacji. W marcu 2026 r. został powołany na stanowisko wiceprezesa Grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego. W tej roli odpowiada m.in. za projekty związane z finansowaniem transformacji energetycznej w Europie.

Wybrane dla Ciebie