UE coraz bliżej wojny handlowej z Chinami. Jaką broń ma w arsenale Bruksela?

Wśród liderów państw UE rodzi się konsensus, że chińscy producenci mają zbyt szeroki dostęp do europejskiego rynku. Postępowania antydumpingowe i wybiórcze cła nie wystarczą już, aby chronić rodzime firmy przed nieuczciwą konkurencją. Nawet Berlin, który dotąd obawiał się konfrontacji z Pekinem, zdaje sobie sprawę, że jej unikanie może okazać się równie kosztowne.

 Bruksela może nauczyć się od Waszyngtonu wiele w podejściu do Chin. Na zdj. przewodnicząca KE Ursula von der Leyen
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Getty Images | Anadolu, BillionPhotos.com, ZipZapic.com
Grzegorz Siemionczyk

Poniższa analiza jest wprowadzeniem do drugiej rundy 23. edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem tematem przewodnim jest rosnący import UE z Chin. Zastanawiamy się, czy stanowi to zagrożenie dla europejskiej gospodarki oraz czy i jak Bruksela powinna temu przeciwdziałać. Równolegle z tym tekstem publikujemy dwugłos prof. Jana Hagemejera, prezesa think-tanku CASE oraz dra Konrada Popławskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich. Wcześniej głos w tej dyskusji zabrali prof. Piotr Dominiak i dr. hab. Joanna Wolszczak-Derlacz, ekonomiści związani z gdańskimi uczelniami, oraz dr Wojciech Paczos, pracownik naukowy Uniwersytetu w Cardiff oraz Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

Wymiana handlowa Chin z UE to gra o sumie dodatniej, czyli taka, na której obie strony korzystają – zapewniała na konferencji prasowej pod koniec maja rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning. Podkreślała, że Chiny nie dążą celowo do nadwyżki w handlu towarowym z UE, a ogół stosunków handlowych – z uwzględnieniem usług i kapitału – jest dużo bardziej zrównoważony.

Było to w przeddzień posiedzenia Komisji Europejskiej poświęconego rosnącej nadwyżce Chin w handlu z UE. Jego wyniki wskazują, że stanowisko Pekinu ma w Europie coraz mniej zwolenników. W komunikacie podsumowującym spotkanie KE napisała, że "obecny stan relacji handlowo-inwestycyjnych nie jest do utrzymania" oraz że potrzebna będzie "bardziej solidna i spójna odpowiedź".

Trump zdradził szczegóły rozmowy z Xi. "Duża deklaracja"

Chińskie MSZ zareagowało ostrzeżeniem, że jakiekolwiek jednostronne działania Brukseli wycelowane w import z Chin spotkają się ze "zdecydowaną odpowiedzią" Pekinu. W kolejnych dniach napięcia w stosunkach handlowych UE z Chinami jeszcze narastały. W tym tygodniu dziennik "Financial Times" poinformował, że chińscy dyplomaci z niewielkim wyprzedzeniem odwołali dwa zaplanowane na czerwiec spotkania wysokiego szczebla z przedstawicielami UE. To sygnał przed zaplanowanym na najbliższy czwartek posiedzeniem Rady Europejskiej, które poświęcone będzie m.in. kwestii "konkurencyjności i globalnych wyzwań gospodarczych", że Pekinowi nie podoba się kierunek, w jakim zmierza unijna debata na temat polityki handlowej wobec Chin.

Szokujące wnioski ekonomistów z OECD

Deficyt UE w handlu towarowym z Chinami w 2025 r. sięgnął około 360 mld euro, w porównaniu do 312 mld euro rok wcześniej. Kraje UE sprowadziły z Państwa Środka towary za 560 mld euro, a na tamtejszym rynku sprzedały towary warte niespełna 200 mld euro. W tym roku ta nierównowaga zwiększa się nawet szybciej niż w ubiegłym. Z danych chińskiej administracji celnej wynika, że do maja eksport Chin do UE przewyższył import o niemal 144 mld euro. To wzrost o ponad 23 proc. w porównaniu do tego samego okresu 2025 r., gdy z kolei nadwyżka Chin zwiększyła się o 22 proc. w stosunku do pierwszych pięciu miesięcy 2024 r.

UE od dawna kupuje z Chin więcej niż tam sprzedaje, ale
UE od dawna kupuje z Chin więcej niż tam sprzedaje, ale nierównowaga w tej wymianie handlowej szybko narasta © money.pl | Wojciech Kozioł

W niektórych krajach UE, np. we Francji, ekspansja chińskich producentów na europejskim rynku budzi niepokój już od lat. W innych jednak, szczególnie w Niemczech, przeważał dotąd pogląd, że dostęp do tanich komponentów i materiałów z Chin jest warunkiem konkurencyjności europejskich producentów bardziej zaawansowanych towarów. Ale coraz silniejsza pozycja chińskich firm w branżach, w których dominowały koncerny znad Renu, szczególnie zaś w motoryzacji, sprawia, że i w Niemczech potrzeba zaostrzenia polityki handlowej wobec Chin jest wyraźniej dostrzegana. "Konfrontacja z Chinami z pewnością będzie kosztowna, ale im dłużej będziemy zwlekali, tym te koszty będą większe" – powiedział cytowany przez tygodnik "The Economist" przedstawiciel niemieckiego przemysłu.

Do zbliżenia poglądów unijnych liderów w sprawie polityki wobec Chin przyczynił się też głośny raport OECD z początku czerwca. Wynika z niego, że w latach 2005-2024 chińskie firmy otrzymały od władz kilkakrotnie większe wsparcie niż ich konkurencji z państw zrzeszonych w paryskiej organizacji. To, jak wyliczyli ekonomiści OECD, w niemal 60 proc. tłumaczy wzrost udziału chińskich firm w globalnym rynku towarów. Gdyby nie hojność Pekinu, wielu tamtejszych producentów czekałoby bankructwo. Nierentownych jest bowiem aż 32 proc. chińskich firm przemysłowych.

Czego Bruksela może się nauczyć od Waszyngtonu

Jak UE może chronić swoje firmy przed nieuczciwą konkurencją z Chin? To pytanie zadaliśmy ekonomistom w ankiecie wprowadzającej do 23. edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl. Wyniki tej sondy wskazują, że o porozumienie co do tego, jakich konkretnie instrumentów użyć, aby wyrównać pole rywalizacji między firmami z UE i z Chin, może być nawet trudniej niż o zgodę co do tego, że taka zmiana w polityce handlowej jest w ogóle potrzebna.

Ekonomiści są sceptyczni co do tego, że WTO zapewnia UE wystarcz
Ekonomiści są sceptyczni co do tego, że WTO zapewnia UE wystarczającą ochronę przed nieuczciwą konkurencją © money.pl

Spośród 55 ekonomistów, którzy wzięli udział w naszej ankiecie, blisko 44 proc. uważa, że aby ograniczyć import z Chin, UE powinna korzystać wyłącznie z instrumentów zgodnych z regułami Światowej Organizacji Handlu (WTO), takich jak postępowania antydumpingowe. Stanowiłoby to kontynuację dotychczasowej polityki Brukseli. Przeciwko temu podejściu opowiedziało się 49 proc. ankietowanych.

Z drugiej strony większość ekonomistów nie zgadza się z tym, że UE powinna zaostrzyć politykę handlową wobec Chin tak mocno, jak USA pod rządami Donalda Trumpa. Z tezą, że "UE powinna wprowadzić równie surowe ograniczenia importu z Chin co USA, w tym znacząco podwyższyć cła na chińskie towary", zgodziło się 27 proc. ankietowanych. Przeciwnego zdania było 56 proc. z nich.

W ocenie ankietowanych przez money.pl ekonomistów, UE nie może
W ocenie ankietowanych przez money.pl ekonomistów, UE nie może kopiować polityki celnej USA © money.pl

- Skoro jesteśmy członkami WTO, to należy się stosować do obowiązujących procedur. Jeżeli tego nie będziemy robić, to druga strona też tego nie będzie robić – przekonuje prof. Andrzej Cieślik z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Wojny handlowe niewiele dają. USA i Chiny od wielu lat taką wojnę toczą bez wyraźnych skutków. Lepiej trzymać się reguł, a ewentualne niestandardowe narzędzia stosować dopiero po rozmowach i negocjacjach. Zarówno Chiny, jak i UE mają swoje problemy strukturalne, które najlepiej rozwiązywać poprzez dialog – dodaje dr Radosław Piwowarski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Wśród uczestników "Ringu ekonomicznego" przeważa jednak pogląd, że Chiny już dziś reguł WTO nie przestrzegają, a uparte trzymanie się ich przez UE jest przejawem naiwności.

Wiara w WTO to dziś naiwność

- Niestety WTO w ostatnich latach stała się instytucją niewydolną i niedostosowaną do realiów gospodarczych XXI wieku. System rozstrzygania sporów WTO jest sparaliżowany, a procedury trwają latami. Ponadto reguły WTO były pisane dla gospodarek rynkowych, a nie dla systemu państwowego quasi-kapitalizmu z elementami socjalistycznej gospodarki centralnie sterowanej, gdzie granice między sektorem państwowym a prywatnym są niezbyt jasne. Ograniczenie się wyłącznie do WTO w sytuacji, gdy druga strona te reguły systemowo i sprytnie omija, to ekonomiczna naiwność – argumentuje Tomasz Rachwał, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

- UE musi posiadać i skutecznie stosować autonomiczne, szybkie narzędzia obronne, takie jak cła wyrównawcze i antysubsydyjne, aby przywracać równe warunki konkurencji dla europejskich przedsiębiorstw zanim zostaną trwale wyparte z rynku – dodaje. Jak jednak podkreśla, kopiowanie agresywnej polityki celnej USA nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ gospodarka UE jest znacznie bardziej zależna od handlu międzynarodowego i globalnych łańcuchów dostaw niż gospodarka USA.

- Taka polityka uderzyłaby rykoszetem w europejskich producentów, którzy importują z Chin komponenty, a w konsekwencji także w konsumentów, co ostatecznie mogłoby prowadzić do niepokojów społecznych i bankructwa wielu firm. Cła powinny więc być nakładane precyzyjnie i tylko w takich działach przemysłu, gdzie Chiny stosują nieuczciwe subsydia, a nie jako uniwersalna bariera zaporowa dla napływu wszelkich produktów chińskich. Można jest stosować również w pewnych kluczowych działach gospodarki, uznanych za element strategicznego bezpieczeństwa na wypadek silnych konfliktów i kryzysów światowych – tłumaczy ekonomista z UEK.

- USA używają tępych narzędzi, a Unia powinna myśleć bardziej sektorowo i uderzać tam, gdzie są problemy – zgadza się dr Łukasz Rachel, wykładowca University College London. Do takich precyzyjnych instrumentów, które są dyskutowane na forum UE, zaliczyć można m.in. preferowanie w zamówieniach publicznych produktów z dużym udziałem europejskiej wartości dodanej oraz zobowiązanie firm do dywersyfikacji źródeł dostaw, aby zagwarantować bezpieczeństwo produkcji.

UE ma jedną przewagę: regulacje

- Nie chodzi o to, żeby Europa ścigała się z USA na wysokość ceł. Chodzi o to, żeby przestała być naiwna – podkreśla prof. Sławomir Kalinowskiego z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa w Polskiej Akademii Nauk. - Warto pamiętać, że UE nie może uniezależnić się od Chin samymi cłami. Musi też poszukiwać alternatyw. Umowa handlowa z Mercosurem jest krokiem w tym kierunku: więcej partnerów, więcej kierunków handlu, mniej zależności od jednego dostawcy. Europa nie może jedną ręką mówić o autonomii strategicznej, a drugą odrzucać każdą umowę, która tę autonomię może wzmacniać – dodaje, odnosząc się do porozumienia UE z krajami Ameryki Łacińskiej, która tymczasowo obowiązuje od początku maja, ale nie przestaje budzić kontrowersji. Wniosek o skierowanie tej umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE złożył m.in. polski rząd.

Andrzej Halesiak z Towarzystwa Ekonomistów Polskich uważa z kolei, że UE w ochronie europejskiego przemysłu przed chińską konkurencją powinna iść własną drogą. - Nawet gdyby WTO funkcjonowało sprawnie, instrumenty obrony handlowej nie odpowiadają dzisiejszej rzeczywistości. Istnieje jednak kreatywna odpowiedź, która gra na rzeczywistą europejską przewagę - siłę regulacyjną – mówi.

- W świecie, w którym większość produktów – począwszy od odkurzaczy, przez telefony a na samochodach skończywszy - nafaszerowana jest elektroniką, realnym ryzykiem nie jest hardware, lecz warstwa inteligencji: oprogramowanie, które zbiera dane, komunikuje się i aktualizuje zdalnie. Zamiast blokować chiński hardware cłami, Europa może kształtować architekturę produktów – tłumaczy Halesiak.

- Kluczowym elementem jest wymóg, by integracja hardware'u z software'em odbywała się w Europie - bo to właśnie integracja buduje ekosystemy i kompetencje, których Europie brakuje. W tym scenariuszu tani hardware z Azji płynie do europejskich konsumentów, ale równocześnie wartość dodana, wiedza i kontrola zostają w Europie. Takie podejście to nie obrona przed zalewem towarów z Azji. To kształtowanie reguł gry w oparciu o to, w czym Europa jest naprawdę silna - tak, by tworzenie wartości przeniosło się na kontynent – dodaje.

Jeszcze inną receptę na poprawę bilansu handlowego UE z Chinami ma Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. - UE powinna skuteczniej konkurować z Chinami na rynku wewnętrznym i na rynkach państw trzecich, jednak na to jest kilka sposobów niż protekcjonizm. Najlepszym jest znalezienie nowych lokomotyw eksportowych: rozpoznanie potrzeb dotąd nierozpoznanych i stworzenie innowacyjnych produktów, które będą na nie odpowiedzią - tłumaczy. Według niego próba ochrony europejskich firm, które działają na straconych już rynkach, może działać antyrozwojowo.

Wybrane dla Ciebie