Majowa awaria odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 pod Szczecinem pokazała, że błędna konfiguracja urządzenia może skutkować wysyłaniem wezwań do kierowców, którzy nie popełnili wykroczenia. Teraz serwis Nomando.pl sprawdził, czy był to odosobniony przypadek.
Według analizy przygotowanej przez Nomando.pl na podstawie publicznych danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Sprawiedliwości, Komendy Głównej Policji i Ministerstwa Cyfryzacji, spośród 701 fotoradarów prędkościowych 107 miało przerwy w ciągłości świadectw legalizacji. Łącznie zidentyfikowano 117 takich przerw obejmujących ponad 2200 dni, a w dniu analizy 27 urządzeń nie miało ważnego świadectwa legalizacji.
WIDEOTrzy prace, trzy klęski. Trudne początki Patrycjusza Wyżgi II Pierwsza Praca #1
Nie każda przerwa oznacza problem
Autorzy analizy zwracają jednak uwagę, że wykaz świadectw legalizacji publikowany przez GITD może być aktualizowany z opóźnieniem. Oznacza to, że część krótkich przerw może wynikać z momentu publikacji dokumentów, a nie z rzeczywistego braku ważnej legalizacji.
Dlatego rozdzielono krótkie przerwy, których mediana wyniosła trzy dni, od przypadków przekraczających 120 dni. Tych drugich odnotowano siedem.
Z analizy wynika również, że 85 spośród 117 przerw dotyczyło jednego modelu urządzenia – MultaRadar CD.
Punktem wyjścia była awaria na A6
Do podobnych pytań doprowadziła głośna sprawa odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 pod Szczecinem. W maju okazało się, że podczas legalizacji jednego z urządzeń błędnie wprowadzono długość kontrolowanego odcinka, przez co system zawyżał średnią prędkość pojazdów.
Po wykryciu błędu Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym umorzyło wszystkie postępowania dotyczące pomiarów wykonanych między 29 kwietnia a 4 maja. GITD zapewniał wówczas, że żaden kierowca nie został ukarany mandatem.