Konflikt zbrojny, prowadzony pod kryptonimem operacja Epicka Furia (OEF), rozpoczął się pod koniec lutego. Jak wynika z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej, powołującej się na najnowszy raport organu nadzorczego amerykańskiego resortu obrony, działania zbrojne na Bliskim Wschodzie stanowią ogromne obciążenie dla budżetu państwa.
Z szacunków przedstawionych przez inspektora generalnego wynika, że do końca czerwca koszty operacji przekroczyły próg 33 miliardów dolarów. Zdecydowana większość tej kwoty została przeznaczona wyłącznie na wykorzystaną w walce amunicję. Dokument zwraca również uwagę na straty w infrastrukturze. Zniszczenia amerykańskich placówek dyplomatycznych, będące efektem kilkuset ataków przeprowadzonych głównie na terytorium Iraku, wyceniono na blisko dwieście milionów dolarów.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Wyzwanie dla przemysłu zbrojeniowego
Koszty finansowe to jednak tylko jeden z aspektów opisywanych w raporcie. Kluczowym problemem, na który zwraca uwagę Pentagon, jest logistyka i wydolność amerykańskiego przemysłu obronnego. Intensywne bombardowania i zużycie środków bojowych doprowadziły do poważnych uszczupleń w magazynach wojskowych.
– Biuro Podsekretarza ds. Zaopatrzenia i Utrzymania stwierdziło, że zużycie amunicji w OEF doprowadziło do strategicznych niedoborów zapasów i ujawniło wąskie gardła w bazie przemysłowej w zakresie uzupełniania zapasów amunicji – napisano w udostępnionym opinii publicznej dokumencie.
Autorzy raportu nie sprecyzowali, jakich dokładnie typów uzbrojenia brakuje najbardziej. Wskazali jednak na dotkliwe straty sprzętowe. Zamiast wymieniać każdą maszynę z osobna, audytorzy podsumowali, że siły zbrojne USA straciły lub odnotowały uszkodzenia w przypadku kilkudziesięciu statków powietrznych. Na liście znalazły się między innymi zaawansowane myśliwce, samoloty szturmowe, latające cysterny oraz liczna flota bezzałogowych dronów. Łączną wartość utraconego sprzętu oszacowano na kilka miliardów dolarów.
Dwa spojrzenia na zapasy
Wnioski płynące z wewnętrznego audytu Pentagonu stoją w wyraźnej sprzeczności z narracją Białego Domu. Prezydent Donald Trump w ostatnich tygodniach wielokrotnie zaprzeczał doniesieniom o problemach z zaopatrzeniem wojska. Amerykański przywódca określał medialne publikacje o kurczących się rezerwach mianem zdrady, przekonując jednocześnie o niemal nieograniczonych zasobach armii w zakresie amunicji średniej i najwyższej klasy.
– Fabryki naszych firm zbrojeniowych pracują 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, jednocześnie budując średnio od 4 do 5 nowych zakładów na dużą skalę w każdej! Głównym celem tej produkcji są pociski Patriot, systemy THAAD, Tomahawk i inne systemy Standard Missile, których mamy już duże zapasy – oświadczył prezydent USA.
Mimo tych zapewnień, niezależne źródła zdają się potwierdzać obawy wojskowych audytorów. Jak donosi dziennik "Washington Post", rezerwy niektórych kluczowych typów uzbrojenia spadły poniżej poziomu określanego jako krytyczny. Dziennikarze zwracają uwagę przede wszystkim na zaawansowane systemy obrony powietrznej, których intensywne wykorzystanie w trwającym konflikcie wystawia amerykańską bazę przemysłową na bezprecedensową próbę.