Głośny artykuł brytyjskiego dziennika, opisujący nieudaną próbę zakupu ropy z Wenezueli za pośrednictwem kryptowalut, stał się powodem ostrego starcia polskich eurodeputowanych w Strasburgu. Według ustaleń prasy, polski koncern paliwowy stracił na tej operacji ogromne środki finansowe. Do sprawy odniósł się bezpośrednio były szef spółki.
– Sprawa już jest prowadzona przez trzy lata przez prokuraturę – powiedział dziennikarzom Daniel Obajtek, cytowany przez Polską Agencję Prasową. Były prezes Orlenu zaznaczył, że zależy mu na pełnym wyjaśnieniu sytuacji, jednak on sam nie czuje się winny. Jak argumentował, gdyby ponosił odpowiedzialność za ten proceder, usłyszałby już oficjalne zarzuty.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Polityk tłumaczył, że kierowana przez niego grupa kapitałowa składała się z kilkuset spółek zależnych, które miesięcznie realizowały tysiące transakcji. Z tego powodu zarząd centrali nie analizował każdego kontraktu.
– Nie posiadałem żadnej wiedzy na ten temat w tym czasie, kiedy byłem prezesem Orlenu. Ale jeszcze raz podkreślam, że ta sprawa powinna być wyjaśniona – stwierdził Obajtek. Dodał również, że o szczegółach opisywanych przez "Financial Times" dowiedział się dopiero z lektury samego artykułu i czeka na ostateczne rozstrzygnięcie sądu. Zwrócił przy tym uwagę na postawę obecnych władz wobec byłego prezesa szwajcarskiej spółki-córki Orlenu, pytając o powody wypuszczenia go na wolność po wcześniejszym zatrzymaniu.
Ostre słowa polityków koalicji
Wypowiedzi byłego szefa koncernu spotkały się z natychmiastową reakcją europosłów Koalicji Obywatelskiej, którzy zorganizowali w tej sprawie briefing prasowy. Przedstawiciele obozu rządzącego nie szczędzili słów krytyki pod adresem Daniela Obajtka.
– Widzieliście Państwo przed chwilą słowotok Daniela Obajtka, który z pewnością nie zrobi wrażenia na śledczych wtedy, kiedy będzie zeznawał pod przysięgą – ocenił Michał Szczerba. Europoseł wyraził przekonanie, że choć były prezes nie ma jeszcze postawionych zarzutów, to w przyszłości z pewnością je usłyszy.
Z kolei Dariusz Joński przypomniał o rzekomych ostrzeżeniach ze strony służb specjalnych. Według jego relacji, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego już dwa lata przed opisywanymi wydarzeniami odradzała powoływanie szwajcarskiej spółki oraz mianowanie na jej czele człowieka, wobec którego istniały podejrzenia o wyłudzenia podatkowe. Mimo to, jak zauważa Joński, nominacja doszła do skutku.
– Wypływają tak ogromne pieniądze, a on mówi, że nie wie. On został odwołany 1 lutego 2024 r. A mówimy o transakcji z listopada 2023 r. – podsumował europoseł KO, pytając retorycznie o zakres obowiązków byłego prezesa.
Kulisy wenezuelskiej transakcji
Zarzewiem obecnego sporu jest kontrakt zawarty pod koniec ubiegłego roku przez szwajcarską spółkę zależną Orlenu (OTS). Jak wynika z dziennikarskiego śledztwa "FT", firma podpisała umowę na dostawę milionów baryłek wenezuelskiej ropy, wpłacając pośrednikowi z Dubaju gigantyczną zaliczkę.
Transakcja charakteryzowała się nietypowym mechanizmem rozliczeń. Ze względu na reżim sankcyjny, państwowy koncern z Wenezueli preferował płatności w kryptowalutach powiązanych z kursem dolara. Zadaniem dubajskiego pośrednika miało być pozyskanie wirtualnej waluty i sfinalizowanie zakupu. Ostatecznie jednak środki utknęły w procesie wymiany, a obiecany surowiec nigdy nie trafił do zamawiającego. Co więcej, wynajęte przez polską stronę tankowce przez dłuższy czas czekały u wybrzeży Ameryki Południowej, generując wielomilionowe koszty postojowe.
Obecnie sprawa jest przedmiotem postępowania arbitrażowego. Zagraniczny pośrednik utrzymuje, że jego rola ograniczała się wyłącznie do pomocy w wymianie waluty na kryptowaluty. Orlen stoi z kolei na stanowisku, że umowa wprost obligowała partnera do fizycznego dostarczenia ropy, niezależnie od zastosowanych metod płatności.