Santa Maria di Galeria leży 18 km na północ od Rzymu. To 430 hektarów pól, czyli powierzchnia dziesięciokrotnie większa niż sam Watykan. Teren poprzetykany jest radiowymi antenami – od niemal 70 lat nadaje stąd Radio Watykańskie. Papież Leon XIV, kontynuując plany swojego poprzednika, chce tu postawić panele fotowoltaiczne. Ale to nie koniec – elektrownia PV, która ma zasilać cały Watykan, a nadwyżki oddawać do sieci, ma być jednocześnie gospodarstwem agrowoltaicznym. Dzięki inwestycji Państwo Watykańskie może wkrótce produkować więcej energii odnawialnej, niż samo zużywa. Będzie też właścicielem ogromnego gospodarstwa rolnego.
Gdy Leon XIV czeka na start inwestycji, szefowie startupu Feld-energy z Niemiec planują ekspansję poza kraj. – Chcemy wejść do innych krajów europejskich, na przykład do Włoch, tak aby uruchomić 1 gigawat mocy w fotowoltaice – mówi serwisowi Euronews wiceprezes Nikolai Voitiouk-Blum. Feld-energy wdraża na polach ponad 800 bawarskich rolników instalacje agrowoltaiczne. – To coś nowego, ale mogę dalej uprawiać ziemię – mówi jeden z nich, Georg Bockmaier.
Czym jest agrowoltaika?
Systemy agrarno-fotowoltaiczne (funkcjonujące nazwy to także agrowoltaika, agro-PV, agri-PV) łączą rolnictwo z wytwarzaniem energii słonecznej. Panele montuje się albo wysoko nad uprawami, pionowo między pasami pola, albo w szerokich rzędach. Ziemia jest wykorzystywana podwójnie: dla technologii OZE, ale też pod uprawę roli lub pastwiska.
Nie wiadomo, ile dokładnie mamy na dziś mocy zainstalowanej w agrowoltaice, głównie dlatego, że różne kraje stosują różne definicje. Najczęściej używane szacunki pochodzą z 2021 r. i podaje je Międzynarodowa Korporacja Finansowa (IFC), należąca do Grupy Banku Światowego. Według nich na świecie zainstalowano do 14 GW mocy w systemach agrowoltaicznych. Brakuje też spójnych danych dla Unii Europejskiej. Wiemy, że liderami na wciąż rozwijającym się rynku agroPV są Francja (z szacowaną mocą ok. 600 MW), Niemcy (ok. 500 MW) i Włochy (ok. 400 MW), wspierane przez systemy aukcyjne i dopłaty w ramach unijnej Wspólnej Polityki Rolnej (WPR).
Francja jako pierwsza stworzyła spójny system, zawierający m.in. ustawową definicję i obowiązek zachowania dominującej funkcji rolniczej na farmie. W Niemczech rozwijane są kolejne generacje instalacji projektowanych przez Instytut Fraunhofera – światowego lidera badań nad agrowoltaiką. Coraz większą popularność zdobywają pionowe konstrukcje, które zajmują niewielką część pola i pozwalają na swobodny przejazd maszyn. Z kolei we Włoszech agrowoltaika trafia do sadów.
W Polsce tylko eksperymenty
W Polsce megawatów z komercyjnej agrowoltaiki mamy okrągłe zero. Zdarzają się uprawy czy hodowle pod panelami, ale wyłącznie eksperymentalne. Na farmie fabryki Volkswagena we Wrześni mieszka od kwietnia 100 owiec. Zostaną tam do jesieni. – Zwierzęta bardzo dobrze zaadaptowały się do nowych warunków. Widzimy, że stado czuje się bezpiecznie. Owce dzielą się na mniejsze grupy i spokojnie wypasają się w różnych częściach farmy – mówi Justyna Nowak-Gajek, właścicielka stada.
Dr inż. Joanna Składanowska-Baryza z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, który prowadzi projekt, wyjaśnia: – Badamy wpływ instalacji fotowoltaicznych na dobrostan i zachowanie zwierząt oraz funkcjonowanie całego ekosystemu. Sprawdzamy m.in., czy zacienienie tworzone przez panele ogranicza stres cieplny zwierząt, poprawiając ich komfort i warunki bytowania. Jednocześnie analizujemy zmiany mikroklimatu, roślinności i gleby, aby wskazać rozwiązania sprzyjające efektywnemu połączeniu produkcji energii z działalnością rolniczą.
W ramach Zgorzeleckiego Klastra Energii (ZKlastra) z kolei pilotażowo posadzono pod panelami czosnek niedźwiedzi. – Potwierdziliśmy, że bardzo dobrze radzi sobie w warunkach częściowego zacienienia, a sama uprawa pod instalacją fotowoltaiczną nie sprawia większych problemów – mówi Joanna Tokarczuk prezeska zarządu Stowarzyszenia Rozwoju Innowacyjności Energetycznej. Badania terenowe wykazały przy okazji powrót bioróżnorodności: w okolicach paneli odnawia się roślinność łąkowa, pojawiły się sarny, zające i zagrożone gatunki ptaków.
Jak Polska blokuje agroPV?
Jak wynika z szacunków Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, Polska mogłaby zainstalować w formule AgroPV nawet 119 GW mocy – ponad sześciokrotność całej dzisiejszej krajowej fotowoltaiki. Co nas powstrzymuje? – Z naszej perspektywy największe bariery mają charakter ekonomiczny i regulacyjny – mówi Joanna Tokarczuk. – Agrowoltaika opiera się na równoczesnym prowadzeniu produkcji rolnej i wytwarzaniu energii elektrycznej. Tymczasem obecne przepisy nie dają inwestorom wystarczającej pewności, że grunty wykorzystywane jednocześnie do obu tych celów będą nadal traktowane przede wszystkim jako grunty rolne – wyjaśnia.
Jakub Anusik, analityk z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki: – Dziś w świetle prawa panele mogą być umiejscowione na gruncie rolnym pod warunkiem, że moc takiej instalacji nie przekracza 50 kW. Rolnik może więc wykorzystywać wytworzoną energię na własne potrzeby jako prosument. Tyle że wtedy nic nie chroni go przed utratą dopłat bezpośrednich za ten obszar, bo polskie prawo wciąż nie definiuje agroPV jako kategorii odrębnej od klasycznej farmy PV.
Raport "Realizacja projektów agrowoltaicznych w Polsce" od Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki i Magazynowania Energii wskazuje także, że ustawa o ochronie gruntów rolnych i leśnych traktuje agrowoltaikę jako standardową inwestycję nierolniczą. Żeby prowadzić działalność rolniczą w cieniu paneli, trzeba dostać zgodę ministerstwa rolnictwa na "odrolnienie" gruntów i ponieść opłaty wynikające z wyłączenia ich z produkcji rolnej. – ARiMR w toku postępowania o przyznanie płatności obszarowej może uznać grunt pod panelami za niekwalifikujący się do wsparcia, mimo że produkcja rolna pod instalacją dalej trwa – uzupełnia Jakub Anusik.
Brzmi nielogicznie? Idźmy dalej: jest też ryzyko utraty prawa do dopłat bezpośrednich, bo przepisy nie precyzują, czy obszar zajęty przez agrowoltaikę stanowi "kwalifikujący się hektar". Oraz ryzyko podwójnego opodatkowania gruntów. Jak czytamy w raporcie: "obok obowiązku zapłaty podatku rolnego, w przypadku uznania wytwarzania energii elektrycznej za prowadzenie działalności gospodarczej, powstaje nowy obowiązek w zakresie podatku od nieruchomości". – Rolnik inwestuje dziś w Polsce w agroPV na własne ryzyko – konkluduje Jakub Anusik. A nie jest ono małe, bo systemy agrowoltaiczne w porównaniu do konwencjonalnych instalacji już na starcie wymagają większych nakładów – na dostosowanie infrastruktury i systemy montażowe.
Czy to się opłaca?
To zależy m.in. od doboru roślin. Badania think tanku Ember wskazują, że jeśli chodzi o owoce i jagody, odpowiednio zaprojektowana konstrukcja agroPV może zwiększyć plony nawet o 16 proc. W niemieckim projekcie badawczym APV-RESOLA seler dał plon o 12 proc. wyższy niż na otwartym polu, a w holenderskim Babberich zużycie wody w szczycie lata spadło o niemal jedną czwartą. Gospodarstwo zyskuje też tanią energię na własne potrzeby oraz drugi strumień dochodu.
Analitycy Ember policzyli też potencjał Czech, Węgier, Polski i Słowacji, jeśli chodzi o agrowoltaikę, i według nich te kraje łącznie mogłyby wdrożyć 180 GW i prawie trzykrotnie zwiększyć roczną produkcję energii elektrycznej z OZE w Europie Środkowej. "Wykorzystanie zaledwie 9 proc. tej produkcji mogłoby pokryć całe zapotrzebowanie rolnictwa i przetwórstwa spożywczego na energię elektryczną" – czytamy.
Nie jest też tak, że Polska jest samotną wyspą bez regulacji. Według opublikowanej jesienią 2025 r. analizy Agrisolar Policy Map przygotowanej przez SolarPower Europe (największą branżową organizację w UE), tylko 5 z 18 przeanalizowanych państw członkowskich ma prawną definicję agroPV. W 10 z 18 krajów przepisy ws. gruntów dopuszczają agrowoltaikę, ale też większość z nich nie ma jeszcze szczegółowego prawa regulującego podwójne użytkowanie. Tymczasem, jak przekonują eksperci, regulacje przyniosłyby korzyści zarówno bezpieczeństwu energetycznemu, jak i żywnościowemu.
Autorzy najnowszego raportu Instytutu Zrównoważonej Gospodarki "Różne ścieżki, wspólny grunt" zwracają uwagę, że działania klimatyczne mają szansę odnieść sukces, gdy jednocześnie poprawiają rentowność gospodarstw. Ich zdaniem największą barierą transformacji jest brak systemu zachęt ekonomicznych i regulacji. Agrowoltaikę jako korzyść wymieniają w kilku miejscach raportu.
Gdyby pole było polem
Co powinno się zmienić w polskim prawie, żeby agroPV miała sens? – Warto byłoby stworzyć jednoznaczne regulacje dedykowane agrowoltaice, które zachęcałyby do zachowania funkcji rolniczej gruntów i jednocześnie umożliwiały produkcję energii odnawialnej bez utraty preferencji podatkowych dla gruntów, na których rzeczywiście prowadzona jest działalność rolnicza – mówi Joanna Tokarczuk.
Jakub Anusik, współautor raportu "Różne ścieżki, wspólny grunt" przekonuje natomiast, że nie trzeba tu regulacyjnej rewolucji. – Powinniśmy wprowadzić odrębną definicję agroPV jako podwójnego zastosowania gruntu. Wytwarzanie energii byłoby dodatkiem do dominującej działalności, czyli produkcji rolnej. Wówczas nie będzie miejsca na arbitralność w ocenie natury takiej działalności przez organy nadzorcze czy sądy, a przywileje typowe dla działalności rolniczej, np. prawo do dopłat bezpośrednich i preferencje podatkowe, pozostaną niezagrożone – mówi.
Zwraca też uwagę, że dziś sprzedaż energii do sieci staje się mniej opłacalna; coraz częściej pojawiają się godziny z ujemnymi cenami energii. – Dlatego do czasu uporządkowania przepisów i wprowadzenia wsparcia na magazyny energii agroPV powinno oznaczać wyłącznie autokonsumpcję na poziomie gospodarstwa – uważa ekspert IZG.
Problemem jest też obecny limit mocy instalacji – do 50 kW, za mało np. dla sadowników, zużywających więcej energii na chłodnie czy nawadnianie. Jednocześnie ekspert podkreśla, że rozwój agrowoltaiki nie powinien odbywać się kosztem bezpieczeństwa żywnościowego. – Powinny zostać ustanowione normy techniczne dla dopuszczalnego spadku plonu, a instalacje powinny znajdować się na należących lub trwale dzierżawionych przez rolnika glebach niższych klas bonitacyjnych (klas gruntu – przyp. red.) – mówi Anusik. Dodaje, że najlepsze klasy I-II stanowią zaledwie ok. 3,7 proc. całości areału w Polsce.
Tokarczuk tak podsumowuje: – Dobrze zaprojektowana agrowoltaika nie konkuruje z rolnictwem, lecz może je wspierać. W zależności od rodzaju upraw ogranicza nadmierne nasłonecznienie, zmniejsza parowanie wody z gleby i może poprawiać warunki wzrostu roślin. Dlatego uważamy, że warto rozwijać ten model, jednak wymaga on bardziej przejrzystych i przyjaznych regulacji, które stworzą realną zachętę do łączenia produkcji rolnej z produkcją energii z odnawialnych źródeł.