Dla pełnego obrazu sytuacji warto dodać, że główny wskaźnik CPI zatrzymał się w czerwcu na poziomie 2,5 proc. rok do roku. Miara CPI określa średnią zmianę cen całego, bardzo dużego koszyka dóbr, które konsumenci nabywają w sklepach.
Bank centralny co miesiąc bada sytuację z kilku perspektyw. To pozwala lepiej zrozumieć charakter zjawisk cenowych w Polsce. Oprócz najpopularniejszej miary, analitycy NBP wyliczają jeszcze trzy inne wskaźniki. W czerwcu wszystkie z nich zanotowały spadki w porównaniu z majem.
Inflacja bez cen, które podlegają bezpośredniej kontroli państwa, obniżyła się z 2,8 proc. do 2,1 proc. Z kolei wskaźnik, który pomija ceny o największej zmienności, spadł do 2,8 proc. Taką samą wartość przyjął odczyt tak zwanej 15-procentowej średniej obciętej. Ta ostatnia miara odrzuca z obliczeń 15 proc. elementów koszyka o najmniejszej i największej dynamice zmian, co pozwala odfiltrować skrajne wahania zysków i kosztów.
Piwo tańsze niż woda. Ujawnia, jak to możliwe
Dlaczego analitycy patrzą na inflację bazową?
Eksperci finansowi najczęściej zwracają uwagę na wskaźnik bez cen żywności i energii. Powód jest bardzo prosty. Ta konkretna miara pokazuje tendencje w obszarach, na które polityka pieniężna banku centralnego ma realny i duży wpływ.
Zwykły wskaźnik CPI obejmuje absolutnie wszystko. Tymczasem ceny energii czy paliw zależą głównie od sytuacji na rynkach światowych, a czasem nawet od działań spekulantów. Podobnie wygląda kwestia żywności. Jej koszty w sklepach zależą w dużej mierze od pogody oraz aktualnej sytuacji na krajowym i globalnym rynku rolnym. Bank centralny nie ma narzędzi, aby kontrolować deszcz czy ceny ropy na giełdach.
Rozbicie danych o wzroście cen na różne segmenty pozwala urzędnikom i ekonomistom trafniej prognozować przyszłe trendy. Dzięki temu można ocenić, czy wzrost kosztów życia ma charakter trwały, czy wynika jedynie z krótkotrwałych i nieprzewidywalnych czynników zewnętrznych. Dla domowych budżetów to kluczowa informacja, ponieważ od tych analiz zależą przyszłe decyzje o stopach procentowych. To one ostatecznie decydują o tym, ile płacimy za raty kredytów hipotecznych.